Firmy sprzedające auta w Niemczech, Holandii, Belgii czy Francji zeszły z ceną tak, by udało się zniwelować różnice kursowe. W efekcie, jak wyliczył „DGP”, w październiku sprowadzono do kraju ponad 60 tys. używanych pojazdów, niemal tyle samo co przed rokiem. Leszek Golus, szef Autos24.pl, mówi wręcz o ożywieniu w handlu.

Nikt z branży nie chce zdradzić, jak duże upusty otrzymał u kontrahentów z Zachodu. Wiadomo, że skala obniżek może być spora: marże na takie auta rzadko są niższe niż 10 – 15 proc. Golus przypomina, że trzy lata temu mieliśmy już do czynienia z podobnym zjawiskiem – jeszcze wyższy, przekraczający 5 zł, kurs wobec euro, spowodował ostre cięcia cen u dostawców – obniżki sięgały wtedy 10 proc.

Odbudowę rynku widać już w statystykach. Jak wynika z danych Centralnej Ewidencji Pojazdów, do końca października zarejestrowano 625,3 tys. aut używanych – tylko 9 proc. mniej niż rok temu. Jeszcze dwa, – trzy miesiące temu spadki rejestracji były dwucyfrowe. Andrzej Halarewicz, szef Jato Dynamics, firmy monitorującej rynek motoryzacyjny, uważa, że wzrost zainteresowania pojazdami używanymi ma nie tylko związek z obniżką cen przez zagranicznych dostawców, lecz także, a może przede wszystkim, z obawami związanymi z kryzysem.

– Ci, którzy chcieli wymienić auto na nowe, podejmują decyzję kompromisową: kupię używane i poczekam, co przyniosą kolejne miesiące – mówi Halarewicz.

Gdy odżył rynek pojazdów używanych, w salonach oferujących nowe samochody powiało grozą. W październiku zarejestrowano 26,1 tys. nowych aut – o 15,3 proc. mniej niż rok temu. Część analityków, w tym Łukasz Gębski z AutoSalon24.pl, uważa jednak, że to wina importerów, którzy zamówili zbyt małą liczbę aut. Jednak nie zmienia to faktu, że ruch w salonach wyraźnie się zmniejszył.