Przed podpisaniem kontraktu na budowę każdej autostrady Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wymaga od wykonawcy gwarancji ubezpieczeniowej (albo kaucji bankowej), która ma zabezpieczyć należyte wykonanie trasy. Z reguły jest to od 5 do 10 proc. wartości kontraktu. GDDKiA może sięgnąć po te pieniądze, jeśli droga wymaga poprawek.
– mówi Lech Witecki, szef Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
DGP dotarł do najnowszego zestawienia uruchomionych w ubiegłym roku gwarancji. Po pieniądze z tego tytułu GDDKiA sięgnęła wobec spółek DSS, Poldim, Drogbud oraz konsorcjum PBG-Hydrobudowa-Aprivia. GDDKiA twierdzi, że polityka gwarancyjna przynosi korzyści.
– twierdzi dyrektor Lech Witecki.
Zwiększona kontrola ze strony instytucji finansowych to sposób na ograniczenie kosztów, które powstałyby w razie wniosku o uruchomienie gwarancji. Teoretycznie gwarant jest zobowiązany do wypłaty gwarancji, a bank albo towarzystwo ubezpieczeniowe mogą wtedy wystąpić wobec wykonawcy z roszczeniem regresowym.
Wykonawcy twierdzą jednak, że GDDKiA znacznie częściej żąda wypłaty gwarancji i że rzeczywista kwota wniosków jest kilkakrotnie wyższa niż 77 mln zł. Na liście GDDKiA nie ma np. tych kontraktów, których wykonawcom udało się zablokować wypłatę gwarancji w sądach (A4 Tarnów-Dębica i A1 między Kowalem i Toruniem za łączną kwotę ponad 100 mln zł). Nie została też uwzględniona kwota 118 mln zł, jakiej zażądała GDDKiA od chińskich banków, które udzieliły gwarancji COVEC-owi. Te odmówiły wypłaty pieniędzy.
Część prawników argumentuje, że GDDKiA nadużywa instrumentu gwarancji. Według radcy prawnego Wojciecha Kozłowskiego z kancelarii Salans GDDKiA próbuje wykorzystywać gwarancje na zapłatę dla podwykonawców. Tymczasem nie dostali oni pieniędzy, bo GDDKiA nie zapłaciła za ich pracę.