Przyjęty w ekspresowym tempie przez rząd sztandarowy projekt ministra Sławomira Nowaka ma pomóc podwykonawcom pracującym przy budowie autostrad. Jeśli nie dostaną zapłaty od wykonawców, będą mogli domagać się pieniędzy od GDDKiA. A ta, by spłacić zaległości, sięgnie do Krajowego Funduszu Drogowego.
Problem w tym, że Komisja Europejska może to uznać za pomoc publiczną. A wtedy pieniądze trzeba będzie oddać. – tłumaczy dr Włodzimierz Dzierżanowski, prezes Grupy Doradczej Sienna. A w ustawie Nowaka pomoc tę przewidziano tylko dla mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Duże są z niej wyłączone. Na zapłatę nie będą mogły liczyć firmy spoza Polski, co jest kolejnym argumentem potwierdzającym uprzywilejowanie jednej grupy. Wszystko to oznacza, że wypłatę dla każdego podwykonawcy rząd musiałby notyfikować Komisji Europejskiej.
– ostrzega Łukasz Czekański, doradca podatkowy, specjalista w zakresie pomocy publicznej w kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr.
Także Ministerstwo Spraw Zagranicznych i UOKiK w swoich opiniach zwracają uwagę, że KE może zażądać zwrotu wypłaconych środków. Jedynym dostrzeganym przez nie sposobem na ominięcie tego ryzyka jest zakwalifikowanie tego wsparcia do niewymagającej zgłoszenia pomocy de minimis. Tyle że ta nie może przekraczać 200 tys. euro w ciągu trzech lat, a wielu podwykonawców ma wyższe roszczenia.
Ministerstwo Transportu, które jest autorem projektu, nie dostrzega zagrożenia. – tłumaczy rzecznik resortu Mikołaj Karpiński. Dodaje, że GDDKiA przysługuje wobec wykonawcy roszczenie o zwrot środków wypłaconych na podstawie projektowanej ustawy. Nie uszczupli to więc środków publicznych – dodaje.
Ustawa w sprawie spłaty niezaspokojonych należności przedsiębiorców za niektóre prace, wynikających z realizacji udzielonych zamówień publicznych, dotyczy tylko firm pracujących przy budowie dróg. Nie skorzystają z niej te, które uczestniczyły w budowie stadionów. Tymczasem wczoraj o upadłość wniosły kolejny duży wykonawca PBG oraz dwie spółki zależne: Hydrobudowa Polska i Aprivia.