Wygląd…
Rasowy. Captiva jeździ na dużych kołach i ze słusznym prześwitem (20 cm). Dlatego jest idealna na wypad w góry, na grzyby i ryby.
Trafione proporcje, dobrze dopracowane szczegóły. Wysoki i szeroki przód, duże reflektory, mocne relingi dachowe plus wybrzuszone błotniki. W garażu zajmuje sporo miejsca - auto ponad 4,6 m
długości, 1,85 m szerokości. Jest też plus - rozmiar to szacunek.
Wnętrze…
Wygodne i solidnie poskładane. Czarna skóra to miły luksus, ale zielone podświetlenie radia ginie, kiedy słońce zajrzy mocniej do kabiny. W efekcie słychać co gra, ale nie wiadomo, z jakiej
stacji. Poza tym dobre brzmienie plus… kompas.
Możliwości…
Duże! W podstawowej wersji captiva to samochód 5-miejscowy, z 465-litrowym bagażnikiem. 7-miejscowa konfiguracja jest opcjonalna. Wtedy przy
komplecie pasażerów kufer połyka ledwie 85 litrów. Jeśli jednak podróżujemy takim autem w piątkę, wtedy ostatnie fotele za jednym pociągnięciem lądują na płasko pod podłogą.
Kiedy złoży się drugi i trzeci rząd siedzeń - wtedy dostajemy miniładownię na 930 l bagaży. Położenie oparcia przedniego fotela pasażera pozwala zapakować 1565 l. Mało tego, wejdą wtedy
rzeczy o długości 2,7 m. Oczywiście do pakunków można dostać się, otwierając całą klapę lub tylko samą tylną szybę. Praktyczne.
Jazda...
Sprawę załatwia benzynowa V6-ka, która przez automat nakręca bezobsługowy napęd 4x4. 230 KM bardzo sprawnie radzi sobie z prawie 2-tonowym autem. Wystarczy
wdepnąć gaz, a prawie 300 Nm momentu obrotowego zabiera się do roboty z przyjemnym pomrukiem. Osiągi? Do 100 km/h w ciągu 8,8 sek., prędkość maksymalna to 204 km/h. Spalanie? Odpowiednie do
osiągów…
Za dzielność na wertepach odpowiada elektronika. Układ znany z toyoty RAV4 czy opla antary opracowała japońska firma Toyoda Machine Works. Jak działa? Przy normalnej jeździe system przekazuje
100 proc. momentu obrotowego na przód. Kłopoty? W ciągu 100 milisekund następuje podział między koła przednie i tylne w stosunku 50/50 - od razu robi się pewniej.
Poza tym bezpieczeństwa pilnuje elektronika, dzięki której chevy na asfalcie jeździ jak limuzyna. Naprawdę można się rozleniwić. Gdyby jeszcze ktoś wymyślił tankowanie auta "w
powietrzu"…