W środku bez zbędnych udziwnień, wszystko na swoim miejscu. Mocno i dokładnie dopasowane, a potem skręcone. Zwykłe przełączniki, tradycyjne pokrętła, archaiczne dźwignie
kierunkowskazów i na czerwono podświetlane zegary - podobne do znanych z najmocniejszego "miśka".
Oldskulowo, ale z klimatem i sportowym zacięciem. Poza tym mniej elektroniki to mniej problemów - samochód ma trzymać się w jednym kawałku, a nie bajerować tysiącem lampek.
Widzieliśmy większe bagażniki, ten w lancerze to raczej kuferek (344 litry). Sytuację ratuje podwójne dno - pod wykładziną maskują się wodoodporne schowki - supersprawa, jeśli chcemy
przewieźć np. kalosze czy wędki. Funkcjonalność wzrasta po złożeniu kanapy (1079 litrów) - wtedy na płaskiej podłodze mieszczą się naprawdę długie rzeczy.
Skromne klasyczne kombi w ogóle nie bije po oczach swoimi możliwościami. Kanciasta karoseria ma zwolenników i przeciwników. Ten samochód kocha się za coś zupełnie innego…
Uwielbia ostre łuki i absolutnie nie protestuje, kiedy się go pogania do czerwonego pola. 135-konny motor daje dużo radości z jazdy, wkręca się na ok. 7000 obr./min i ciągle chce więcej.
Można odnieść wrażenie, że lubi, gdy się od niego wymaga. Biegi wchodzą z lekkim, przyjemnym oporem, a skoki są krótkie i precyzyjne. Taka namiastka Evo dla początkujących. Dobra
robota.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.