300 tysięcy złotych za jeden "strzał". Tak zarabiali kaskaderzy
Grupa nie bawiła się w drobne stłuczki starymi starymi Passatami. Do kolizji dochodziło celowo, a za kierownicą siadali tzw. "kaskaderzy", którzy wiedzieli, jak uderzyć, żeby zniszczenia wyglądały groźnie, ale nikomu nie stała się krzywda.
Zaraz po zderzeniu, zanim na miejscu pojawił się jakikolwiek patrol, prawdziwi sprawcy uciekali, a ich miejsca zajmowały podstawione osoby – tzw. "słupy". To one brały na siebie winę, opowiadając policjantom zmyślone historie o chwili nieuwagi czy wymuszeniu pierwszeństwa.
Luksusowe auta i podstawione "słupy". Fabryka odszkodowań na Mazowszu
W całym procederze wykorzystywano luksusowe samochody, które często wcześniej kradziono na specjalne zamówienie, a potem "legalizowano" na nowo. Dzięki temu oszuści wyciągali od ubezpieczycieli ogromne sumy – rekordowe odszkodowania za jedną tylko szkodę sięgały nawet 300 tysięcy zł. Skalę tego "przemysłu" najlepiej obrazują twarde dane:
- 240 sfingowanych kolizji – tyle zdarzeń udało się udowodnić śledczym.
- Ponad 20 mln złotych – na tyle oszacowano straty firm ubezpieczeniowych.
- 4,3 mln zł zabezpieczonego majątku – pieniądze te mają trafić na poczet przyszłych kar i grzywien.
- 23 luksusowe auta – policja przejęła pojazdy o wartości 2 mln zł, które zostały już zlicytowane przez skarbówkę.
20 mln strat i rekordowa liczba oskarżonych. Policja kończy gigantyczne śledztwo
Funkcjonariusze z wydziału do walki z przestępczością ekonomiczną pracowali nad tą sprawą od 2019 roku. W trakcie śledztwa nie tylko analizowali stosy dokumentacji ubezpieczeniowej, ale też fizycznie uderzali w zaplecze grupy. Zlikwidowano liczne "dziuple" samochodowe na Mazowszu, gdzie odnaleziono dziesiątki skradzionych aut i setki części.
Okazało się, że wyłudzenia to tylko wierzchołek góry lodowej. Członkowie grupy byli zamieszani także w kradzieże z włamaniem, fałszowanie dokumentów, paserstwo, a nawet handel narkotykami. Żadna ze stłuczek nie była dziełem przypadku – każdy detal, od wyboru miejsca po przelewy na konta "słupów", był skrupulatnie nadzorowany przez liderów gangu. Akt oskarżenia trafił właśnie do Sądu Okręgowego w Siedlcach. Dla 376 osób to koniec "biznesu", a początek sądowej batalii, która – biorąc pod uwagę liczbę oskarżonych – zapewne potrwa kolejne lata.