Dziesiątki tysięcy osób walczących o zwrot wydatków na kartę pojazdów odetchną z ulgą. Sąd Najwyższy uznał, że wciąż mają prawo domagać się go w sądach. Problem mają za to powiaty, które będą musiały oddać pieniądze...

Chodzi o miliony samochodów sprowadzonych do Polski z krajów UE od 2003 do 2006 roku. Obowiązywała wówczas zawyżona opłata za wydanie karty pojazdu w wysokości 500 zł. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt U 6/04) uznał rozporządzenie ustalające tę kwotę za niezgodne z ustawą zasadniczą, a Europejski Trybunał Sprawiedliwości za sprzeczne z przepisami unijnymi. Ministerstwo Infrastruktury wydało nowe rozporządzenie, w którym zmniejszyło opłatę do wysokości 75 zł. Wszyscy ci, którzy zapłacili 500 zł, zyskali wówczas możliwość ubiegania się o zwrot różnicy między tymi kwotami, czyli o 425 zł. W starostwach wybuchła panika. W skali kraju wysokość zwrotów szacowano na setki milionów złotych.

W praktyce okazało się, że większość nabywców machnęła ręką na te pieniądze. Ale i tak wnioski o zwrot nadpłaconej kwoty złożyły dziesiątki tysięcy osób. Mało które starostwo (albo miasto na prawach powiatu) uwzględniło te roszczenia. Wiele spraw trafiło do sądów powszechnych. Mieszkańcy zarzucali w pozwach starostwom bezpodstawne wzbogacenie się.

Zazwyczaj sądy uwzględniały ich racje. Jednak z początkiem 2010 roku weszła w życie ustawa o finansach publicznych, która uznała opłaty za karty pojazdów za należności budżetowe o charakterze publiczno-prawnym, a do nich przewidziano stosowanie przepisów kodeksu postępowania administracyjnego.

– Niektóre sądy zaczęły uznawać, że zamknęło to drogę do wysuwania roszczeń przed sądami cywilnymi. W końcu w jednej z tych spraw Sąd Okręgowy w Bydgoszczy postanowił przedstawić to zagadnienie prawne Sądowi Najwyższemu – mówi Andrzej Spychała, radca prawny z Ostrowa Wielkopolskiego.

Dodaje, że od tego rozstrzygnięcia zależą dalsze losy dużej liczby pozwów skierowanych do sądów w całej Polsce.

– Tylko w swojej kancelarii mam trzycyfrową liczbę takich spraw. Wiele sądów wstrzymało się z ich rozpoznawaniem do czasu wydania orzeczenia przez SN – mówi Andrzej Spychała.

6 czerwca 2012 roku zapadło rozstrzygnięcie.

– Droga sądowa jest dopuszczalna we wszystkich sprawach dotyczących opłat za wydanie kart pojazdów pobranych przed 1 stycznia 2010 r. – uzasadnił uchwałę przewodniczący składu orzekającego Krzysztof Pietrzykowski.

Uchwała SN odblokowuje postępowania zawieszone w całej Polsce. Jest to istotne, bo gdyby SN doszedł do innych wniosków, poszkodowanym pozostawałaby jedynie droga przed sądami administracyjnymi. A ta jest już zamknięta, bo sprawy te przedawniły się po pięciu latach. W sądach cywilnych przedawnią się dwa razy później. Oznacza to, że nawet ci, którzy jeszcze nie złożyli wniosku o zwrot 425 zł, wciąż mogą to zrobić.

– Dopuszczalność drogi sądowej wynika stąd, że opłata została pobrana przed wejściem w życie nowych przepisów – uzasadnił uchwałę sędzia sprawozdawca Wojciech Katner.

Chociaż ta część stanowiska jest jak najbardziej po myśli firmy, która wniosła powództwo przeciwko powiatowi tucholskiemu, to dalsza część ustnych motywów już jej nie ucieszyła. Firma ta sama nie sprowadzała samochodów z zagranicy i nie wnosiła opłat za karty pojazdów. Skupiła wierzytelności od osób, które to zrobiły, a które same nie chciały przechodzić procedury związanej z odzyskaniem nadpłaty. W tej sprawie pozew opiewał na kwotę 6 tys. zł, ale miała ona jedynie przetrzeć szlaki. Przedsiębiorca chciał wnosić kolejne pozwy opiewające na dużo większe kwoty.

Uchwała SN może pokrzyżować te zamiary.

– Opłata za kartę pojazdu to świadczenie publiczne, które z natury rzeczy nie podlega cesji – podkreślił sędzia Katner.

W praktyce oznacza to, że zwrotu mogą domagać się jedynie ci, którzy płacili za karty pojazdów – sprowadzający samochody zarówno dla siebie, jak i do dalszej odsprzedaży. Firmy, które skupiły wierzytelności, już nie.

– To ważne rozstrzygnięcie, gdyż spora liczba spraw dotyczy właśnie skupowanych wierzytelności – ocenia Dagmara Fabiszak, radca prawny reprezentująca powiat tucholski.

Dodaje, że można się oczywiście zastanawiać, czy to sprawiedliwe, by mieszkańcy ponosili teraz koszty ewentualnych zwrotów dla pozostałej grupy, bo to przecież z ich pieniędzy będą one spłacane. Ze stanowiskiem SN nie można jednak polemizować.

DGP radzi

Osoby, które wniosły zawyżoną opłatę, wciąż mogą domagać się jej zwrotu. Podpowiadamy, jak to zrobić.

Przed skierowaniem sprawy do sądu najpierw trzeba wysłać do starostwa (lub urzędu miasta na prawach powiatu) wezwanie do zapłaty dołączając do niego dowód wniesienia zawyżonej bezprawnie opłaty

Jeśli organ nie odpowie lub odmówi zwrotu, należy złożyć pozew o zapłatę do sądu rejonowego właściwego miejscowo dla organu, który pobrał opłatę. Jeżeli sąd uwzględni pozew, wyda nakaz zapłaty

Jeśli starosta wniesie sprzeciw od tego nakazu (a najprawdopodobniej to zrobi), nakaz utraci moc, a sprawa trafi na normalną rozprawę

ORZECZNICTWO

Uchwała Sądu Najwyższego z 6 czerwca 2012 r., sygn. akt III CZP 24/12.