Na przewóz osób konieczna będzie licencja taksówkowa, chyba że pojazd będzie przystosowany do przewozu ponad siedmiu osób łącznie z kierowcą – przewiduje wchodząca dzisiaj w życie nowelizacja ustawy o transporcie drogowym. Dlatego zmian nie muszą się obawiać kierowcy, którzy małymi busami wożą pasażerów z jednego miasta do drugiego czy podwożą turystów na szlaki górskie. Wyjątek będzie też dla zarobkowego przewozu osób pojazdem zabytkowym. Takim autem nadal będzie można wozić pasażerów, nawet gdy nie jest on przystosowany do przewozu ponad siedmiu osób z kierowcą. W pozostałych przypadkach zarobkowy przewóz osób bez licencji (np. zwykłym samochodem osobowym) będzie zabroniony. W dodatku za złamanie prawa będzie groziło 15 tys. zł kary, z tym że ustawodawca dał przewoźnikom rok na zrobienie licencji taksówkowych.

Nierówna konkurencja

Okazuje się, że kierowcy wykonujący przewóz osób stanowią poważną konkurencję dla taksówkarzy. Mają mniejsze wymagania, przez co i niekiedy niższe ceny. Ale zdarzało się też, że np. zamiast 1,90 zł za kilometr liczyli sobie „złotych dziewięćdziesiąt” (czyli dziewięćdziesiąt złotych), psując opinię zarówno przewoźnikom, jak i taksówkarzom, z którymi są utożsamiani przez pasażerów. W dodatku przewoźnicy nie mają licencji taksówkowych, na które trzeba zdać egzamin. Nie mają także taksometrów i obowiązku prowadzenia działalności gospodarczej.

Zmiana prawa cieszy przede wszystkim taksówkarzy.

– Okazjonalny przewóz osób jako działalność taksówkowa jest nielegalny. Dlatego nowelizacja zlikwiduje obecną patologię – uważa Paweł Biedrzycki, prezes Supertaxi. Dodaje, że tak jak państwo ściga piratów drogowych za rozpowszechnianie nielegalnego oprogramowania, teraz będzie ścigać piratów taksówkowych, którzy nie mają licencji, a wożą pasażerów.


Bez limitów

Nowela określa też, że liczba licencji taksówkowych nie będzie już ustalana przez rady gmin. Do tej pory samorządy co roku określały ilość taksówek mogących jeździć na ich terenie.

Paweł Biedrzycki twierdzi jednak, że gmina powinna mieć możliwość decydowania o tym, ile licencji może być na jej terenie, gdyż samorządy najlepiej wiedzą, jakie jest zapotrzebowanie na usługi transportowe.

– Wolny rynek nie załatwi wszystkiego. W latach 90. już tak było, co powodowało duże problemy i nieprzyjemne sytuacje choćby na postojach taksówkowych – mówi Paweł Biedrzycki.

Innego zdania jest Adrian Furgalski, dyrektor w Zespole Doradców Ekonomicznych TOR.

– Zasady powinny być jednakowe dla wszystkich i taką równość wprowadza nowelizacja. Natomiast w ogóle nie powinno być wymogu posiadania licencji – ocenia. Tłumaczy, że egzamin na licencję taksówkową wcale nie gwarantuje, że kierowca będzie wiedział, jak dojechać we wskazane miejsce. Na własnej skórze przekonał się o tym, gdy taksówkarz pytał go, jak dojechać na ul. Puławską w Warszawie, która jest jedną z głównych ulic miasta.

– Dziś znajomość topografii miasta zastępowana jest urządzeniami GPS, z których korzystają zarówno przewoźnicy, jak i taksówkarze – dodaje.