Pierwszą taką imprezę w Wietrznym Mieście Amerykanie urządzili w 1901 roku. Dlatego Chicago Auto Show jest najstarszą samochodową wystawą w Ameryce.

Cóż ciekawego można zobaczyć za Atlantykiem? "Najmniejszą" atrakcją jest saturn astra, czyli amerykańskie wcielenie popularnego u nas opla astry. Ze względu na gabaryty jest okazem egzotycznym.

Samochód różni się znaczkiem i podstawowym silnikiem. W USA najmniejszy motor to… 1.8/140 KM. Ciekawe, jak kierowcy zza oceanu poradzą sobie ze "skomplikowaną" mechaniczną skrzynią - taka będzie w standardzie. Najpewniej pójdą na łatwiznę i kupią droższy model z automatem.

Natomiast bez kompleksów prezentuje się dodge dakota - kompletnie odmłodzony "średniak" wśród tamtejszych pickupów. Trochę mniej rubaszny i kwadratowy od poprzednika - bardziej okrzesany.

Nowością w aucie jest silnik - na każdym z ośmiu cylindrów zatknięto dwie świece zapłonowe. Mimo pojemności prawie 5 litrów nie powala mocą - "marne" 290 KM nadaje się co najwyżej do wożenia bel słomy po ranczo.

Także Ford chwali się interesującym zestawem. Szefowie korporacji ogłosili, że latem Amerykanie dostaną nowego taurusa w dwóch odmianach - limuzyna i crossover (taurus X). Ten ostatni to coś na podobieństwo siedmioosobowego, podwyższonego kombi.

Jednak najgorętsza premiera wystawy przyjechała od General Motors. Tylnonapędowy pontiac G8 to sedan wielkości bmw serii 3. W najostrzejszej wersji GT, będzie miał 365 KM i 560 Nm momentu obrotowego. Producent nie podał osiągów, ale podobno nie rozczarują.