Takiego auta nie powstydziłby się nawet James Bond. Najmocniejszy hydra spyder ma pół tysiąca koni mocy z ośmiocylindrowego silnika. Mechanicy wszczepili go z wyścigowego chevroleta. Jednak już podstawowy 400-konny motorek z corvetty radzi sobie nieźle, zwłaszcza że auto waży tylko 1500 kg.

Na lądzie spokojnie można rozpędzić się do 210 km na godzinę. Jeśli komuś to nie wystarczy, powinien zażyczyć sobie system dopalania podtlenkiem azotu (NOS), który pozwoli na niemal rakietowe osiągi.

Jednak nie to jest najważniejsze w tym wynalazku. Hydra spyder na wodzie pływa z prędkością 80 km/h. Wszystko przez motor firmy berkeley montowany w prawdziwych łodziach wyścigowych i jachtach.

Karoserię z lekkich włókien szklanych wypełniono specjalną pianką przez co pojazd jest niezatapialny. Podczas rejsu koła są podniesione, opuszczają się kiedy tylko czujniki na spodzie auta wykryją brzeg.

Poza tym na czteroosobowym pokładzie można zamontować GPS i… sonar dla wędkarzy. Jeśli ktoś nie lubi moczyć kija, zawsze może zabrać ze sobą narty wodne.

Hydra spyder kosztuje 155 tysięcy dolarów. Jego budowa trwa ponad pół roku. Dlaczego tak długo? Większość podzespołów jest skręcana, spawana i sklejana ręcznie. Dochodzą do tego jeszcze testy drogowe i wodne.

W Europie także mamy podobną, a nawet lepszą manufakturę – szwajcarski tuner rinspeed wymyślił splasha, krzyżówkę kabrio, motorówki i wodolotu. Pojazd napędza silnik zasilany gazem ziemnym, więc jest ekologiczny.