Sułkowice - miejscowość w Małopolsce, ok. 30 km od Krakowa w stronę południowej granicy Polski. Marcin Ćwiertnia mieszka w domu przy ulicy Partyzantów w biegu drogi wojewódzkiej nr 956, która w tym właśnie miejscu układa się w zakręt. Bardzo pechowy zakręt - zarówno dla kierowców, jak i dla mieszkańców domu.
Dom Marcina stoi po wewnętrznej stronie łuku, z którego średnio dwa razy w miesiącu wypada hamujący z piskiem opon samochód i uderza w ścianę budynku, wpada do rowu tuż pod oknami lub dachuje do ogrodu.
- relacjonuje nasz rozmówca.
Marcin Ćwiertnia uważa, że przyczyną tych zdarzeń jest zbieg kilku okoliczności. Wśród nich wymienia wyprofilowanie zakrętu, który w połowie traci nachylenie, oraz opady wypłukujące ziemię na drogę (brak rowów melioracyjnych).
- mówi.
Stan podwyższonej gotowości przerywany co jakiś czas piskiem opon i hukiem uderzenia na tyle wpisał się w życie rodziny Ćwiertniów, że uznają go za codzienność. Pod ręką mają przygotowany zestaw ratunkowy, z którym wybiegają na pomoc poszkodowanym.
- opowiada Marcin.
Zakręt nie wybiera
Z jego relacji wynika, że przekrój społeczny ludzi wypadających z zakrętu jest bardzo szeroki. Od młodych kierowców, którzy ledwo odebrali prawo jazdy, przez ludzi w sile wieku - kobiety i mężczyzn - na zawodowych kierowcach kończąc. Ale wszyscy razem reagują identycznie.
- zauważa mieszkaniec Sułkowic.
Z biegiem czasu Marcin Ćwiertnia nabrał sporego doświadczenia w kierowaniu ruchem, tłumaczeniu angielskiego policji i… kłóceniu się ze zbiegowiskiem "kibiców".
- opisuje.
Ile ten stan jeszcze potrwa?
Mieszkańcy domu przy pechowym zakręcie składali skargi, zażalenia, prośby i zapytania do Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie.
mówi Ćwiertnia.
Do tego czasu sposobem na "latające samochody" mają być ustawione przez ZDW znaki tzw. sierżanty: ograniczenie prędkości, ostrzeżenie o wypadkach i śliskiej nawierzchni.
- zwierza się Marcin. Jego sypialnia wychodzi na zakręt.