Od początku kryzysu związanego z pandemią koronawirusa na świecie we Francji debatuje się nad ograniczeniem globalizacji oraz przenoszeniem produkcji z powrotem do kraju.

Reklama

We wtorkowym numerze dziennika "Le Figaro" Wladimir Garcin-Berson zwraca uwagę, że minister na początku wystąpienia w stacji BFM Business TV wezwał do "kontynuowania transformacji ekologicznej" przemysłu samochodowego, co będzie zapewne również warunkiem pomocy państwowej.

W artykule przypomniano, że Le Maire już w lutym uznał, iż koronawirus "zmieni zasady gry w globalizacji", tłumacząc, że spowoduje to "absolutną konieczność przeniesienia z powrotem do kraju pewnych gałęzi aktywności gospodarczej".

Dziennikarz "Le Figaro" wylicza też inne warunki, jakimi obwarowana jest państwowa pomoc dla firm, w które uderzyła pandemia: zmniejszenie dywidend czy niewypłacenie ich akcjonariuszom, wzmożenie wysiłków na rzecz ochrony środowiska czy zakaz rejestrowania firmy w tzw. raju podatkowym.

Jak pisze Anne Feltz w dzienniku "Les Echos", debata na temat przywrócenia do kraju części produkcji samochodowej nie jest czymś nowym, ale w czasie kryzysu sanitarnego i gospodarczego nabiera specjalnego wydźwięku.

Radio France Info podało we wtorek, że Francja, która długo była drugim w Europie producentem samochodów, spadła na piąte miejsce po kryzysie finansowym z 2008 r. Przyczyną była nie tylko konkurencja zagranicznych producentów aut, ale także delokalizacja francuskich marek za granicę – komentował ekspert rozgłośni.

Obecnie tak popularne modele jak Peugeot 208 i Renault Clio nie są produkowane we Francji, która według francuskiego urzędu statystycznego INSEE importuje więcej samochodów niż eksportuje.

Na stronie internetowej tygodnika "L’Usine Nouvelle" opublikowano wywiad z prof. El Mouhoubem Mouhoudem, ekonomistą i prorektorem uniwersytetu Paris Dauphine. Jego zdaniem podwyżka zarobków w krajach azjatyckich może zachęcić producentów do przenoszenia produkcji z powrotem do kraju w sektorach poważnie zautomatyzowanych, takich jak sektor samochodowy, elektroniczny czy meblarski.

"Jeśli decydujemy się na przenoszenie produkcji z powrotem do kraju, to trzeba jasno powiedzieć, że trzeba płacić za różnicę (w kosztach). Szczególnie potrzeba odwagi, by określić konsekwencje (takiej zmiany) dla nabywcy" i politykę, która złagodzić ma wzrost cen – zauważa ekspert.