1. Spalanie. Diesle kupuje się głównie ze względu na ich niskie spalanie – kto dużo jeździ może liczyć na zwrot inwestycji (względem tradycyjnego motoru benzynowego) po przejechaniu 100-150 tys. kilometrów czyli – w praktyce – po kilku latach. Przy mniejszych przebiegach rocznych, a szczególnie w przypadku gdy jeździ się głównie w obrębie aglomeracji miejskich diesel traci sens. Dłużej się rozgrzewa i więcej pali. Innymi słowy: nie lubi krótkich dystansów. Tymczasem, jak dowodzą badania, 80 proc. kierowców osiem na dziesięć kilometrów przejeżdża właśnie po mieście. W tym wypadku hybryda wydaje się znacznie lepszym wyborem: wykorzystuje silnik elektryczny, który jest bezgłośny i nie zużywa paliwa. Wsparty jest on tradycyjnym motorem benzynowym, dzięki czemu mieszane spalanie w cyklu miejskim potrafi być nawet o połowę niższe niż w porównywalnym pod względem klasy i mocy dieslu!

Reklama

2. Zużycie części eksploatacyjnych. To punkt, w którym wielu właścicieli diesli z pewnością podrapie się po głowie i przypomni sobie o padających turbosprężarkach, wymagających częstej i kosztownej wymiany paskach rozrządu, awaryjnych dwumasowych kołach zamachowych, wrażliwych na jakość paliwa wtryskiwaczach, zatykających się (głównie podczas jazdy po mieście) filtrach cząstek stałych etc.
A hybrydy? Cóż, mówiąc krótko nie mają tych problemów. A przynajmniej nie w przypadku marek, które dwudziestoletnie doświadczenie w ich produkcji jak Toyota i Lexus. Tu nadal stosowane są solidne, niewysilone wolnossące motory benzynowe, w których po prostu nie ma się co psuć. Mocy dodają im nie turbosprężarki lecz silniki elektryczne, w których praktycznie nie ma żadnych części ruchomych, w związku z czym… też nie ma się tu co psuć. Co więcej, w hybrydach znacznie wolniej niż w innych autach zużywają się hamulce: auto wykorzystuje proces zwalniania do podładowywania akumulatorów więc tarcze i klocki można wymieniać rzadziej.
Oczywiście zawsze pozostaje pytanie o trwałość baterii. Jednak jak dowodzą różnego rodzaju eksperymenty i doświadczenia samych klientów, nawet po 300-400 tys. kilometrów akumulatory nie wykazują oznak zużycia i działają jak w nowym samochodzie.

3. Ekologia. Nie ma co ukrywać – diesel sobie tutaj nieźle nagrabił. Naraził się nie tylko ekologom, ale i politykom, środowiskom medycznym, a przede wszystkim – samym kierowcom. Raz: oskarżenia pod adresem wielu koncernów o fałszowanie danych o emisji spalin. Dwa: badania pokazujące, że te spaliny zwiększają ryzyko zachorowania na wiele chorób w tym raka, astmę, amnezję etc. Trzy: Po prostu smród wydobywający się z rur wydechowych wielu aut z motorami wysokoprężnymi.
W przypadku hybryd jest zupełnie inaczej: w miejskim ruchu przez dużą część czasu korzystają z silników elektrycznych, które nie tylko nie emitują żadnych spalin, ale także hałasu. A nawet jeżeli uruchamia się tu motor benzynowy, to jest on dużo czystszy od porównywalnego diesla: jego spaliny w praktyce zawierają nawet do kilkudziesięciu razy mniej tlenków azotu czy siarki.

4. Cena. Hybryda jest droga? To mit! Przykład pierwszy z brzegu: 223-konny Lexus IS 300h kosztuje 175 tys. zł. Porównywalne pod względem mocy BMW 325d – o 1500 zł więcej. Do tego w przypadku hybrydy możecie liczyć na – z powodów wymienionych w punkcie nr 2 – mniejsze wydatki na części eksploatacyjne i naprawy.
Pozostaje jeszcze kwestia utraty wartości. Jak wynika z analiz firm takich jak Eurotax czy Dekra, w przypadku hybryd uznanych marek jest on zauważalnie mniejszy niż w porównywalnych pod względem klasy, ale wysokoprężnych modelach konkurencji.

5. Prestiż. Już dziś w niektórych kręgach (szczególnie na Zachodzie) jeżdżenie dieslem uznawane jest za pewien rodzaj nietaktu. Wszystko przez cień, jaki rzuciły na niego oskarżenia o fałszowanie danych o emisji i rakotwórczość. Większość amerykańskich gwiazd dużego formatu od lat parkuje w swoich garażach hybrydy – ma to podkreślać, że troszczą się o ekologię, zdrowie i są odpowiedzialne. Rosnące zainteresowanie modelami spalinowo-elektrycznymi podkreślają statystyki. Stowarzyszenie ACEA podaje, że w pierwszym kwartale tego roku w całej Europie sprzedało się 118 tys. hybryd (nie licząc wersji plug-in) – o ponad 60 proc. więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego! W tym samym czasie udział diesla w rynku po raz pierwszy wielu lat spadł poniżej 50 proc. To najlepiej dowodzi, w którym kierunku zmierza motoryzacja.