Słynna "kaczka" Citroena wraca po 36 latach. Zasada budowy była jedna
Każdy kraj ma kultowy samochód, dzięki któremu motoryzacja rozwinęła się i weszła pod strzechy. We Francji tę rolę spełniał Citroen 2CV, którego pieszczotliwie – nawet dziś – nazywa się "kaczką". Z polecenia ówczesnego dyrektora marki, Pierre'a Boulangera, miał powstać mały, ale przestronny, komfortowy i tani samochód z oszczędnym silnikiem. Zasada budowy była prosta: auto musi przewieźć w koszyku 60 jaj i żadne nie może się stłuc.
Prace nad pierwszym 2CV zaczęły się jeszcze przed II wojną światową. Wybuch konfliktu pokrzyżował plany seryjnej produkcji – pozostawiono zaledwie kilka egzemplarzy, resztę zniszczono, a ocalałe auta ukryto przed Niemcami. Gdy wreszcie nastał pokój, świat oficjalnie ujrzał model w 1948 roku na wystawie w Paryżu. Samochód produkowano w latach 1949-1990. Przez 42 lata sprzedano ponad 5 milionów egzemplarzy. Gdyby ustawić je jeden za drugim, powstałby sznur o długości niemal połowy równika. Teraz czas na wielki powrót…
Tak wygląda nowy Citroën 2CV. Na żywo w Paryżu robi wrażenie
Dziś historia zatoczyła koło. Podczas salonu samochodowego w Paryżu debiutuje zupełnie nowy Citroen 2CV. Współczesne wcielenie "kaczki" garściami czerpie z pierwowzoru. Detale są niezwykle dopracowane, a sama sylwetka zachowała rozpoznawalne proporcje i charakterystyczne krągłości. Wystające, okrągłe reflektory, użebrowana maska, wydęte błotniki, odsłonięte wycieraczki przedniej szyby, ścięty kufer czy zderzaki oddzielone od nadwozia (i możliwe do wymiany niezależnie od niego) to tylko niektóre ukłony w stronę kultowego poprzednika.
Jednak wprawne oko znajdzie tu znacznie więcej smaczków. Na miejscu udało mi się wyłapać m.in. naklejki w kształcie serca, przypominające o rekordowej popularności tego modelu. Z kolei liczby 48 / 90 / 26 na przedniej szybie symbolizują kluczowe daty: rok 1948 (debiut rynkowy), rok 1990 (zakończenie produkcji) oraz rok 2026, w którym debiutuje najnowsza odsłona auta.
Żółw na hamulcu i królik na gazie. W Paryżu wyłapałem niesamowite smaczki
Fajnym akcentem są też opony Michelin ze specjalnym wzorem bieżnika w kształcie szewronów (słynne logo marki) oraz tablica rejestracyjna z wypisanymi przydomkami, jakie nadawano 2CV na całym świecie. Nawet pojemne schowki w drzwiach zaprojektowano tak, by można w nich było – jak dawniej – bezpiecznie przewozić jajka. Dla mnie absolutnym hitem są jednak symbole żółwia i królika na pedałach: żółw znalazł się na hamulcu, a królik na pedale gazu. Dodają luzu i podpuszczają, żeby sprawdzić co się stanie. Zanim jednak zakręcą się koła, warto dłużej rozejrzeć się po kabinie...
Brak tradycyjnego kokpitu i jednoramienna kierownica. Jak wygląda wnętrze?
Nowy Citroen 2CV o długości 3,76 m ma w gamie francuskiej marki stanie poniżej modelu C3. Przestronnością kabiny może jednak zawstydzić auta z wyższych segmentów. Tu nie ma klasycznego kokpitu, który ograniczałby swobodę – zastąpił go cylindryczny moduł, do którego przymocowano: jednoramienną kierownicę (identycznie jak w oryginalnym 2CV), pojedynczy przełącznik sterujący, łopatkowy selektor biegów oraz wyświetlacz Citroen Smart Vision. Ten ostatni prezentuje najważniejsze dane techniczne bezpośrednio w polu widzenia kierowcy. Do kompletu jest kwadratowy, 8-calowy ekran, który bawi interfejsem pełnym ikonek ze świata komiksów.
– Ponowne stworzenie modelu 2CV nie polega na odtworzeniu samochodu z przeszłości, lecz na ponownym odkryciu tego, co czyniło go wyjątkowym: prostoty, dostępności i poczucia wolności – powiedział podczas premiery Xavier Chardon, dyrektor generalny Citroena. – Przenosimy tego ducha do współczesnego świata, aby uczynić mobilność elektryczną prostszą, bardziej przyjazną człowiekowi i pożądaną. Świat się zmienił, ale idea pozostała ta sama: sprawiać, by życie z Citroenem było piękniejsze – dodał.
Nowy Citroen 2CV i nowe przepisy UE. Ursula von der Leyen zabiera głos
Wreszcie to, na co wszyscy czekają: napęd i cena. W tym miejscu francuska marka należąca do koncernu Stellantis doskonale wpisuje się w najnowszy plan Unii Europejskiej. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen uważa, że prostą odpowiedzią na chińską ekspansję mają być tanie, przystępne elektryki – dedykowane klientom, którzy dotąd nie zdecydowali się na przesiadkę z przyczyn ekonomicznych.
– Europa powinna mieć własny e-samochód: przyjazny środowisku, oszczędny i europejski, powstający na naszym kontynencie z wykorzystaniem lokalnych łańcuchów dostaw. Nie możemy pozwolić, by ten rynek przejęły Chiny. Przyszłość jest elektryczna, a Europa musi być jej częścią – podkreśliła Von der Leyen.
Jaki akumulator i zasięg? Nowy Citroen 2CV rzuca wyzwanie Renault Twingo
Nowy Citroen 2CV wejdzie do produkcji w 2028 roku. Auto będzie w pełni zgodne z nadchodzącymi przepisami dotyczącymi tanich samochodów elektrycznych (E-Car) produkowanych w Europie.
Jako przedstawiciel nowej generacji miejskich EV nowy 2CV ma ważyć zaledwie około 1 tony. Niska masa własna od razu wskazuje na zastosowanie niewielkiego akumulatora. Wskazówką, czego dokładnie możemy się spodziewać, jest obecny na rynku Citroen e-C3. Podstawowa wersja tego modelu wykorzystuje akumulator litowo-żelazowo-fosforanowy (LFP) o pojemności 30 kWh, który pozwala przejechać około 200 km na jednym ładowaniu.
To jasny sygnał, w kogo celuje Citroen. Konkurencyjne, utrzymane w stylu retro Renault Twingo korzysta z baterii LFP o pojemności 28 kWh, oferując zasięg na poziomie ok. 250 km. Nowy 2CV dostanie więc akumulator idealnie skrojony pod codzienne, miejskie przebiegi, gwarantując jednocześnie bardzo niskie koszty eksploatacji.
Ta cena nokautuje rywali z Chin. Ile kosztuje nowy Citroen 2CV?
Ile przyjdzie za niego zapłacić? Francuzi obiecują cenę wyjściową na poziomie 15 000 euro (czyli ok. 65 700 zł). Szykuje się rynkowy hit? Moim zdaniem: Citroen stworzył prawdziwy "samochód dla ludu" na miarę naszych czasów. Przy tak agresywnie skalkulowanej cenie nowy 2CV może dla wielu stać się pierwszą w pełni realną alternatywą dla tradycyjnych aut spalinowych.
Dziennikarz. W branży od czasów, kiedy w poszukiwaniu auta jechało się w niedzielę na giełdę samochodową, a radio z odtwarzaczem kasetowym było luksusem na równi z klimatyzacją. Dziś lubi auta elektryczne, ale ciągle szanuje silnik Diesla – nie tylko w czołgu. Testuje motoryzacyjne nowości i donosi o gorących premierach z prezentacji. Poza motoryzacją śledzi przepisy ruchu drogowego oraz wszystko, co związane z bezpieczeństwem. Uważa, że w pracy liczy się efekt i dopracowanie tematu.
