Ten obowiązek został zniesiony przez komendanta Konrada Kornatowskiego – przyznaje Krzysztof Hajdas z zespołu prasowego Komendy Głównej Policji. Dodaje jednak, że kursy zostały utrzymane. Tyle że nie trafiają na nie wszyscy policjanci, ale jedynie ci, którzy według przełożonych powinni doskonalić swoją technikę.

Problem stał się palący w 2010 r., gdy komenda rozstrzygnęła przetarg na dostawę 368 motocykli, który wygrał model Honda CBF 1000A z silnikiem o pojemności 1000 cm sześc. – To maszyna dla profesjonalistów. Wymaga sporych umiejętności od kierowcy – usłyszeliśmy od sprzedawcy w jednym z salonów motocyklowych w stolicy.

Tymczasem do tej pory takich profesjonalnych maszyn było w polskiej policji zaledwie kilkadziesiąt. – Po zakupie hond stały się one na tyle powszechne, że coraz częściej siadają na nich wręcz przypadkowi policjanci, którzy mają prawo jazdy kat. A, ale ostatni raz na motorze siedzieli kilka lat temu – mówi „DGP” oficer z Centrum Szkolenia Policji w Legionowie.

Efekt – w całym kraju doszło już do kilku wypadków i kolizji z udziałem policjantów na nowoczesnych hondach CBF. W kwietniu motocykl rozbił funkcjonariusz z komendy policji w Lubinie. – Nie przechodził policyjnego szkolenia motocyklowego, ale ma bardzo duże doświadczenie w prowadzeniu pojazdów – tłumaczył wtedy rzecznik prasowy tej komendy Jan Pociecha. Do podobnych zdarzeń doszło również w okolicach Warszawy, a także w Szczecinie.

Według naszych rozmówców z pionu szkoleń KGP przyczyna likwidacji obowiązku przejścia kursu to poszukiwanie oszczędności w komendzie. – Dostaliśmy 370 motocykli, a możemy wyszkolić zaledwie 90 osób rocznie. Wbrew temu, co oficjalnie twierdzi KGP, policjanci sami znają swoje braki w technice jazdy, bo chętnych na kurs jest ponad 200 osób – mówi oficer zajmujący się policyjnymi szkoleniami.

– Nie lekceważymy wyszkolenia, czyli bezpieczeństwa naszych funkcjonariuszy. Właśnie przygotowujemy przetarg na nowe motocykle dla instruktorów i kursantów, a także chcemy kupić symulator jazdy ciężkim motocyklem – przekonuje Krzysztof Hajdas.

We wczorajszym wydaniu „DGP” informowaliśmy o innych kontrowersjach związanych z kupnem hond. Zostały one wyposażone w drogą radiostację, która jest niemal bezużyteczna w czterech wielkich polskich miastach: Warszawie, Krakowie, Szczecinie i Łodzi. W nich łączność oparta jest na technologii cyfrowej, podczas gdy nadajniki na motorach są analogowe. W efekcie policjanci muszą korzystać podczas jazdy na motocyklu z telefonu komórkowego lub ręcznej radiostacji, aby usłyszeć oficera dyżurnego lub swoich kolegów. – Wybraliśmy łączność analogową, gdyż ona jest podstawowa na terenie całego kraju. Dodatkowo mamy zadania związane z prezydencją UE oraz turniejem Euro, w które będą zaangażowani policjanci i sprzęt z całego kraju. Wszyscy muszą mieć platformę do porozumiewania się i jest nią technologia analogowa – tłumaczyła w specjalnym oświadczeniu po naszym tekście Komenda Główna Policji.