O stworzeniu zamkniętych dla samochodów-kopciuchów stref myślała już poprzednia ekipa. Teraz rząd PiS daje zielone światło samorządom. Kwestia czystości powietrza to dla lokalnych władz coraz większy problem. Nie chodzi tylko o zdrowie mieszkańców, ale o możliwość pobierania opłat klimatycznych od turystów. Dlatego lokalne władze wznowiły lobbing za zmianą w przepisach, która umożliwi wprowadzenie stref niskiej emisji w centrach miast.
Dostęp do nich będą mieli tylko właściciele aut spełniających wyśrubowane normy ekologiczne. Już trwają prace nad powołaniem rządowo-samorządowego zespołu ds. jakości powietrza. - mówi nam jeden z samorządowców zasiadający w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
Nowe kierownictwo resortu środowiska zamierza kontynuować prace nad ogłoszonym jeszcze za poprzednich rządów PO-PSL Krajowym Programem Ochrony Powietrza. Zakłada on m.in. nowelizację ustawy o drogach publicznych. - zapowiada Jacek Krzemiński, rzecznik Ministerstwa Środowiska (MŚ). Jak zaznacza, wprowadzenie strefy musi być poprzedzone konsultacjami i uzyskaniem poparcia społecznego.
To jednak nie wszystko. Resort przekonuje, że już teraz samorządy mogą wprowadzać ograniczenia, które będą miały podobny skutek, co strefy niskiej emisji. - tłumaczy rzecznik MŚ.
Samorządy nie kryją zaskoczenia. Strefy ograniczonego ruchu - w przeciwieństwie do stref niskiej emisji - mają to do siebie, że przesłanką przy ich wyznaczaniu nie są normy emisji, lecz próba odkorkowania miasta poprzez umożliwienie wjazdu tylko licencjonowanym pojazdom, np. komunikacji miejskiej, taksówkom, zaopatrzeniu sklepów czy mieszkańcom. Tak np. jest na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. dziwią się samorządowcy.
Dlatego miasta się zastanawiają: czy już wprowadzać ograniczenia, powołując się na opinię ministerstwa, czy poczekać na zmianę przepisów. - przekonuje Jan Machowski z tamtejszego magistratu. - dodaje.
Ze stanowiskiem resortu nie zgadza się także Gdańsk. - jest pewien Maciej Cybulski z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdańsku.
Takich rozterek nie ma np. Bydgoszcz. Już w przyszłym roku pojawią się tam strefy ograniczonego ruchu, dla których przesłanką ważniejszą niż korki będą aspekty ekologiczne. - tłumaczy Krzysztof Kosiedowski z Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy. Jak dodaje, ograniczenie pójdzie w kierunku licencjonowania wjazdu (np. plakietki na szybę) niż określania maksymalnego wieku pojazdów. W jaki sposób miałby nastąpić odsiew starych aut niszczących nowiuteńki miejski granit? Na razie nie wiadomo, trwają analizy.
Władze Lublina twierdzą, że mają problem z głowy, gdyż miasto jest jednym z trzech, gdzie kursują trolejbusy. - wyjaśnia Beata Krzyżanowska, rzeczniczka prezydenta. Miasto zamiast na ograniczenia ruchu stawia na rozwój ekologicznego transportu.