Najwyższa Izba Kontroli prześwietliła Ministerstwo Infrastruktury, Główny Inspektorat Transportu Drogowego oraz siedem delegatur terenowych GITD. Kontrola objęła lata 2015-2018 oraz wcześniejsze działania związane z realizacją projektu budowy systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym. Efekty? Kontrolerzy w swoim najnowszym raporcie stworzyli pokaźną listę zarzutów.

Najpoważniejszym jest odpuszczenie kary niemal 60 proc. kierowców złapanych na zbyt szybkiej jeździe. NIK wylicza, że spośród 204 tys. zarejestrowanych i zweryfikowanych wykroczeń popełnionych w latach 2015-2017 na fragmentach dróg objętych nadzorem urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości (OPP ), w GITD dopuszczono do przedawnienia aż 115 tys. spraw o wartości kar wynoszącej ok. 26,3 mln zł. Ale upiekło się nie tylko kierowcom złapanym przez odcinkowy pomiar prędkości. W przypadku całego systemu automatycznego nadzoru nad ruchem drogowym przedawniło się aż 1,6 mln wykroczeń, o wartości kar wynoszącej ok. 371 mln zł.

Odcinkowy pomiar prędkości, czyli nie wyrabiamy się z karaniem

Jako główną przyczynę takiej sytuacji kontrolerzy NIK wskazują niedobory kadrowe w GITD. – Liczba pracowników obsługująca system CANARD na koniec 2018 roku wynosiła 243 osoby i o blisko 25 proc. odbiegała od założeń przyjętych w projekcie przy jednocześnie wysokiej rotacji kadry, sięgającej w 2018 roku aż 90 proc. – wyjaśnia Izba. Prócz braku rąk do weryfikacji spraw NIK wskazał też wadliwe regulacje prawne w zakresie możliwości ustalenia i karania winnych.

I tak dochodzimy do kolejnego newralgicznego punktu raportu. Okazuje się, że Główny Inspektorat Transportu Drogowego chcąc zaradzić problemowi zdecydował się na… ograniczenie rejestracji wykroczeń. Jak tego dokonał? Zdaniem NIK celowo przeprogramowano urządzenia nawet o 30 km/h powyżej prędkości dozwolonej na danym odcinku drogi. To znacznie powyżej wartości określonej w Prawie o ruchu drogowym - kodeks dopuszcza 10 km/h.

Tym samym GITD kreował nowe ograniczenia prędkości na odcinkach dróg objętych automatycznym nadzorem, co nie znajdowało podstawy prawnej i szacunkowo ośmiokrotnie zmniejszyło liczbę procedowanych spraw oraz uniemożliwiło nałożenie kar za przekroczenie prędkości, wynoszących w latach 2015-2018 co najmniej 2,8 mld zł, w tym 410 mln zł na odcinkowych pomiarach prędkości – wyjaśnia NIK i zwraca uwagę, że dostosowanie zatrudnienia do liczby założonej w Studium wykonalności Projektu wiązałoby się z kosztem ok. 5,5 mln zł rocznie, odpowiadającym jedynie 0,7 proc. kar nienałożonych przeciętnie w roku na sprawców wykroczeń drogowych (788,7 mln zł).

Ale za tak fatalny stan rzeczy odpowiada nie tylko GITD. Z ustaleń NIK wynika, że także Ministerstwo Infrastruktury obciążają zaniedbania. Obie instytucje na etapie planowania tej inwestycji nie dokonały kompleksowej analizy potrzeb w zakresie liczby urządzeń rejestrujących i ich lokalizacji.

– W konsekwencji liczba i rodzaje urządzeń nabywanych w ramach projektu zostały dopasowane do puli środków zaplanowanych w nim na ten cel. Zakupione urządzenia rejestrujące do odcinkowych pomiarów prędkości sprawowały nadzór jedynie nad 77 km dróg krajowych, co stanowiło niespełna 1 proc. ogółu długości tych dróg w Polsce. W konsekwencji średnia długość OPP wynosiła zaledwie 2,7 km zamiast planowanych 10 km – wylicza NIK.

Przykłady niegospodarności

Jakby tego było mało, nieprawidłowości dotyczyły także samych lokalizacji OPP i właściwego ich przygotowania. Kontrolerzy stwierdzili m.in. problemy z wykonaniem przyłączy elektrycznych. Mimo trwającego dwa i pół roku procesu wyboru miejsc montażu urządzeń do OPP nie obeszło się bez błędów. Właściwie udało się rozmieścić 18 z 29 – pojawiły wszędzie tam, gdzie występowała wysoka wypadkowość i duża liczba ofiar.

Zdaniem NIK takich warunków nie spełniało osiem lokalizacji: Szlichtyngowa - Górczyna, Krościenko Górne - Iskrzynia, Tarnów - Ładna oraz w miejscowościach Złota, Karniewo, Tarnowskie Góry i w Gorzycach przy ul. Bogumińskiej i ul. Rybnickiej. W wymienionych miejscach nie było ofiar śmiertelnych wypadków drogowych (dane z lat 2011-2014).

– Ponadto urządzenia do obsługi trzech kolejnych odcinkowych pomiarów prędkości (Rybitwa-Polesie, Pawłowo, Szymaki) zlokalizowano w bliskiej odległości od siebie na 10-kilometrowym fragmencie drogi krajowej nr 7. Odcinki te zastąpiły planowany wcześniej jeden dłuższy – zauważa NIK. Zdaniem kontrolerów było to niecelowe i niegospodarne, bo nie dość, że nadzorem OPP nie objęto wszystkich planowanych miejsc na krajowej 7 to jeszcze zwiększono koszty o ponad 575 tys. zł.

NIK wskazuje w raporcie, że co najmniej 71 proc. kierujących pojazdami poruszało się na 27 z 29 odcinkach z dozwoloną prędkością. A średnio co pięćsetny przekraczał na nich dopuszczalną prędkość o ponad 20 km/h. Na dwóch pozostałych OPP (w Karniewie i Złotej) skuteczność była znacznie niższa.

– Funkcjonowanie odcinkowych pomiarów prędkości, w przeliczeniu na oszacowane koszty jednego wypadku oraz koszty ofiar śmiertelnych, przyniosło szacunkowy efekt korzyści społecznych w wysokości 120 mln zł, który ponad 12-krotnie przewyższył koszty zakupu i utrzymania tych urządzeń – wylicza NIK. – Jednak w związku z tym, że nadzorem urządzeń do odcinkowych pomiarów prędkości objęto niespełna 1 proc. dróg krajowych zwiększenie bezpieczeństwa w obrębie większości z tych odcinków nie przeniosło się na ogólne dane dotyczące bezpieczeństwa na drogach krajowych – oceniają kontrolerzy.

NIK podkreśla, że wypadki drogowe są jedna z najczęstszych przyczyn śmierci Polaków. W latach 2010-2018 średnio co dwie i pół godziny na polskich drogach ginął człowiek. Tym samym należeliśmy do krajów Unii Europejskiej o jednym z najwyższych wskaźników ofiar śmiertelnych w przeliczeniu na milion mieszkańców. W 2018 roku zajmowaliśmy 25. miejsce - większa liczba ofiar śmiertelnych była jedynie w Chorwacji, na Łotwie, w Bułgarii i Rumunii.

A jak jest ze skutecznością urządzeń odcinkowego pomiaru prędkości? W przeliczeniu na jedno urządzenie, OPP rejestrowały średniorocznie najwięcej potencjalnych wykroczeń - o 50 proc. więcej niż fotoradar i ponad dwukrotnie więcej niż urządzenie rejestrujące przejazd pojazdu na czerwonym świetle i urządzenie mobilne. Jednak ponad 67 tys. (12 proc.) spraw zostało odrzucanych z powodu nieczytelności zdjęć, której przyczyną był brak dodatkowego oświetlenia. – Tym samym urządzenia te nie były skutecznym narzędziem do nadzoru nad ruchem drogowym w porze nocnej. Szacunkowa wartość nienałożonych kar z tego tytułu wyniosła 14,7 mln zł – wyliczyła Izba.

Odcinkowy pomiar prędkości rośne w siłę

Przypominamy, że podlegający ministerstwu infrastruktury Główny Inspektorat Transportu Drogowego szykuje się do ustawienia 39 nowych instalacji odcinkowego pomiaru średniej prędkości (obecnie działa 20 punktów), 26 fotoradarów stacjonarnych i 35 rejestratorów przejazdu na czerwonym świetle (w tym 5 na przejazdach kolejowych). Dodatkowo już stojące przy polskich drogach najstarsze urządzenia zostaną wymienione na nowe – modernizacja obejmie 247 z 500 obecnie funkcjonujących. Do tego dojdzie 11 nowych fotoradarów mobilnych.

System bardziej bezwzględny niż fotoradary

Na każdym z odcinków dróg objętych OPP zainstalowano metalowe konstrukcje, a na nich kamery odczytujące numery rejestracyjne pojazdów (jeden zestaw na początku odcinka, drugi na końcu). Kiedy samochód lub motocykl opuści kontrolowany odcinek, system wyliczy jego średnią prędkość na całym dystansie na podstawie czasu przejazdu. Jeżeli trasa została pokonana zbyt szybko, kierowca zapłaci mandat. System funkcjonuje zatem odmiennie niż klasyczny fotoradar - chodzi o mierzenie prędkości na dłuższych odcinkach drogi, a nie punktowo.