Problem dotyczy zapłaty za holowanie i składowanie pojazdów ściągniętych z ulic stolicy regionu. Od 2002 do 2017 roku w imieniu Opola robiła to firma należąca do prywatnego przedsiębiorcy Bernarda Czoka, który obecnie domaga się zapłaty za kilkadziesiąt przechowywanych na swoim parkingu aut. Zgodnie z procedurą, do firmy należało ściągnięcie samochodu na parking i przechowanie do czasu, aż powiat – w tym przypadku miasto Opole – powiadomi go o możliwości zwrotu pojazdu właścicielowi, lub sądowej decyzji o przepadku i skierowaniu wraku na złom.

– Wszystko robiliśmy zgodnie z prawem. Rozbite i porzucone auta były przywożone na mój strzeżony i odpowiednio wyposażony parking, gdzie czekały na wydanie decyzji pozwalających je zwrócić właścicielowi, lub zezłomować. Wykonaliśmy swoją pracę i oczekujemy za nią zapłaty zgodnie ze stawkami, które nie były żadną tajemnicą dla miasta. Tymczasem miasto nie tylko nie chce uregulować rachunków, ale unika tematu jak ognia – powiedział właściciel firmy Czok.

Zdaniem przedsiębiorcy, winę za skalę problemu w dużej części ponosi sam urząd, który nie spieszył się z wystawieniem dokumentacji pozwalającej na wywiezienie samochodów z parkingu. Czok przytacza sytuacje, kiedy od wydania prawomocnej decyzji przez sąd do przekazania kompletu dokumentów z ratusza miały miesiące, a nawet lata. Rekord pobito w połowie 2018 roku, kiedy otrzymał z urzędu miasta dokumenty zezwalające na złomowanie samochodu, chociaż sąd wyraził na to zgodę niemal sześć lat wcześniej. – Do momentu otrzymania dokumentacji z ratusza nie mogłem nic zrobić. Ale za te sześć lat niepotrzebnego postoju ktoś musi zapłacić. Wygląda na to, że za opieszałość urzędnika zapłaci podatnik – wyjaśnia Czok.

Przedsiębiorca skierował do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego 33 skargi na bezczynność miasta, które nie wydało mu stosownych decyzji w sprawie ustalenia kosztów usunięcia i przechowywania pojazdów. W pismach procesowych urząd miasta Opole wyjaśniał, że nie zaprzecza faktom, jednak nie zgadza się na wypłatę wynagrodzenia w wysokości proponowanej przez firmę.

Zdaniem miasta, są one zbyt wysokie w porównaniu np. do miejsc parkingowych oferowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe. Natomiast opóźnienia w wydaniu decyzji urząd usprawiedliwiał skomplikowaną materią prawną, brakami kadrowymi i brakiem chęci współpracy ze strony przedsiębiorcy do współpracy z urzędem. Czok wygrał wszystkie sprawy przed WSA. Miasto odwołało się od wyroków do NSA, który we wszystkich przypadkach przyznał rację przedsiębiorcy. Kilka tygodni temu Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał kolejne 32 wyroki, w których ukarał grzywnami prezydenta Opola za niewykonanie wcześniejszych, prawomocnych wyroków. Teraz firma rozpoczęła kierować pozwy przeciwko miastu o zapłatę należności do sądu cywilnego.

– Nie wiem, na co liczy miasto. W tym sporze mam już około stu wyroków na swoją korzyść, w tym pierwsze, już o zapłatę, wydane przez sąd cywilny. Spełniałem wszystkie wymogi stawiane prawem – auta były przechowywane na parkingu strzeżonym i dostosowanym do wymogów ochrony środowiska, a to niestety kosztuje. Porównywanie ceny takiego parkingu do miejsca postojowego na blokowisku jest nieporozumieniem. To nie moja wina, że wydanie decyzji o likwidacji pojazdów, które stały u mnie na parkingu trwało latami. W sumie swoje należności szacuję na około cztery miliony złotych i nie zamierzam z nich rezygnować zapowiedział Czok.