Liczba wypadków na polskich drogach spada, z niewielkimi przerwami, już od kilkunastu lat. Dekadę temu policja odnotowywała ich ponad 57 tys. rocznie. W ubiegłym roku było ich już o ponad 22 proc. mniej, bo nieco ponad 44 tys. Wciąż jednak jesteśmy w czołówce europejskich rankingów krajów z najniebezpieczniejszymi drogami. Nadal też, mimo spadków, przerażają statystyki zabitych. W ubiegłym roku śmierć na drogach poniosło ponad 4,5 tys. osób. To tak, jakby spadło osiem wypełnionych do ostatniego miejsca największych pasażerskich samolotów świata, czyli Airbusów A380! Rannych zostało ponad 56 tys. osób. 

Dlaczego nasze drogi są aż tak niebezpieczne? Policyjne statystyki potwierdzają, że niedostosowana, czyli - mówiąc wprost - nadmierna prędkość to powód niemal co trzeciego wypadku. Aż 45,8 proc. zabitych zginęło właśnie przez prędkość. Nie dziwi zatem, że walka z kierowcami nieprzestrzegającymi ograniczeń dozwolonej szybkości pozostaje priorytetem dla drogówki. I dobrze. Jak pokazują doświadczenia choćby Hiszpanii i Portugalii wojna wypowiedziana piratom drogowym natychmiast przekłada się na spadek liczby wypadków oraz śmiertelnych ofiar. 

Na skrzyżowaniach absolutnym liderem wśród przyczyn wypadków (ponad 5,5 tys. w zeszłym roku) jest nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu. Ten drugi z najpoważniejszych grzechów drogowych przytrafia nam się i na prostych drogach, co doprowadziło do kolejnych ponad 2,5 tys. wypadków.
Mówiąc o powodach wypadków policjanci bardzo często wskazują również na nieprawidłowe zachowanie wobec pieszych, nieprawidłowe wyprzedzanie, niezachowanie bezpiecznej odległości między pojazdami, a nawet… jazdę po niewłaściwej stronie jezdni, która doprowadziła w ubiegłym roku do aż 853 wypadków. No i oczywiście alkohol, ale to już temat wart specjalnego potraktowania.