Kia picanto pierwszej generacji przypominała… jajko na kołach. Nie zachwycała. Przełom nastąpił w 2006 roku - wtedy Peter Schreyer zajął się projektowaniem samochodów tej koreańskiej marki. Zatrudnienie Niemca, ojca kultowej już pierwszej generacji audi TT było strzałem w dziesiątkę. W ciągu dekady globalna sprzedaż azjatyckiej firmy wzrosła z poziomu 1,1 mln pojazdów w roku 2005 do ponad 3 mln sztuk.

Nowe picanto w Polsce

Właśnie pod nadzorem Schreyera narodziła się druga generacja picanto. Auto z miejsca wskoczyło na listę przebojów - od 2011 roku kierowcy na całym świecie kupili ponad 1,4 mln sztuk tego modelu. Z czego 300 tys. sprzedano w Europie. A teraz na polskim rynku debiutuje picanto zupełnie nowej trzeciej generacji. Oto pierwsze wrażenia z jazdy najmłodszym dzieckiem azjatyckiego producenta...

Nowa miejska Kia to wspólne dzieło inżynierów pracujących we Frankfurcie nad Menem i fachowców z centralnego biura projektowego w koreańskim Namyang. A błogosławił im sam Schreyer. Efekt? Picanto dalej jest pikantne. Przyciąga wzrok. Na ten samochód żarłocznie patrzą wszyscy od lat 7 do 107. Auto wydoroślało. Styl stał się jeszcze bardziej atrakcyjny, a w nowej usportowionej specyfikacji GT Line wręcz zaczepny. Drobne detale takie jak np. chromowane oprawy świateł przeciwmgłowych czy grill z czerwonymi wstawkami sprawiają, że picanto wygląda jak zdjęte z półki z ekskluzywnymi torebkami. Nawet droższe auta przy najmniejszej Kii wypadają niczym kapcie przy nowoczesnym bucie sportowym. Ma prawo cieszyć oko.

Ale nie myślcie sobie, że Kia poprzestała jedynie na zmianie stylistyki. Auto zbudowano na zupełnie nowej płycie podłogowej ze zwiększonym rozstawem osi (z 2385 do 2400 mm). Dzięki temu można było opracować nie tylko ładniejszą proporcjonalnie sylwetkę, lecz także bardziej komfortowe i obszerniejsze wnętrze - uwaga! - przy zachowaniu identycznych gabarytów nadwozia. Czary? Projektanci wyjaśnili nam, że to zasługa m.in. przesunięcia kół bliżej rogów karoserii i przycięcia o 25 mm przedniego zwisu.

Z kolei wydłużenie tylnej części zwiększyło możliwości transportowe. Pojemność bagażnika picanto urosła z 200 l do 255 l. Nikt do tej pory nie wymyślił nic większego w tej klasie aut - to wystarczająco by zmieścić dwie walizki kabinowe, jeden plecak wypchany sprzętem fotograficznym, drugi z laptopem i… przepastną damską torebkę. Asymetrycznie dzieloną kanapę można złożyć w części lub całości. Otrzymamy wówczas płaską podłogę i kufer powiększony do 1010 l.

Szeroko otwierane drzwi ułatwiają wsiadanie i wysiadanie. Stylu wnętrza, zwłaszcza w wersji GT Line, nie powstydziłby się większe wozy sportowe. Mięsista kierownica świetnie leży w dłoniach. Szyku dodaje przecinająca deskę rozdzielczą listwa w kolorze matowego chromu. Wewnętrzne uchwyty drzwi z lakierowanymi dekorami nie dość, że są solidne to wizualnie podnoszą wartość auta. Dodatkowe punkty za porządnie spasowane elementy z ładnych tworzyw. Kokpit jest łatwy w obsłudze, ale nie banalny.

Pozycja za kierownicą też niczego sobie - nawet wysoka osoba może dobrać sobie wygodne ustawienia do jazdy. Mocnym punktem kabiny są fotele. W ich konstrukcji zastosowano ten sam rodzaj poduszek i ramę, co w siedzeniach montowanych np. w optimie. Dlatego niezależnie od wersji picanto podróżuje się wygodnie. Nawet po kilkugodzinnej jeździe nie wstaje się połamanym - wyprofilowanie sprzyja plecom a boczki przytrzymują w zakrętach.

Z tyłu kąt odchylenia kanapy od pionu zwiększono z 25 do 27 stopni. W praktyce oznacza to, że nawet jeśli na przednich fotelach nowego picanto usiądą wygodnie osoby o wzroście ok. 187 cm, to za nimi bezproblemowo zmieszczą się dwaj pasażerowie mierzący ok. 180 cm. Nie ma mowy o wymuszonym wyprostowaniu kręgosłupa, trącaniu głową sufitu, czy wciskaniu kolan w plecy kierowcy.

Deska rozdzielcza kłania się ku szoferowi, a jej centrum zajmuje łatwy w obsłudze nowy system multimedialny z 7-calowym ekranem dotykowym, szybką nawigacją TomTom i kamerą cofania. Funkcje Android Auto i Apple CarPlay pozwalają obsługiwać aplikacje sklonowane ze smartfona. W picanto przewidziano też funkcję indukcyjnego ładowania telefonu. Dodatkowo na pokładzie rozmieszczono kilka półek, schowków oraz sprytnie rozkładane przyciskiem uchwyty na napoje. Nawet lusterka w osłonach przeciwsłonecznych mają podświetlenie LED. Aż chce się poluzować krawat i wcisnąć gaz...

I tak się stało. Od pierwszych metrów czuć, że to zupełnie inny samochód, znacznie bardziej dynamiczny od poprzednika.

Po jazdach możemy powiedzieć, że podstawowy trzycylindrowy silnik 1.0/67 KM w zupełności wystarcza do podróżowania po mieście. W takich warunkach litrowe serce czuje się jak ryba w wodzie - dziarsko rozpędza 860 kg masy własnej picanto. Dzięki krótkim przełożeniom skrzyni biegów 67 KM pozwala radośnie śmigać od świateł do świateł. Mina nieco zrzednie po wyjechaniu w trasę. Na autostradzie nie ma co liczyć na oszałamiające osiągi, raczej trzeba zacisnąć zęby i nastawić się na zadowalające tempo jazdy urozmaicane redukowaniem biegów. Za to w obu środowiskach jednostka zaskakuje kulturą pracy - charakterystyczne burczenie trzech cylindrów jest niemal niezauważalne i tu ukłony dla speców od wytłumienie kabiny. Teraz picanto należy do najcichszych aut w segmencie.

Dwa silniki benzynowe i skrzynia pięciobiegowa

Jeśli jednak ktoś ma przed sobą perspektywę (sporadyczną) dłuższych wyjazdów to powinien zainteresować się mocniejszym wariatem 1.2/84 KM. Utrzymywany na 2. i 3. biegu silnik już ciut poniżej 2000 obr./min żwawo zabierał się do roboty i pozwalał płynnie przyspieszać - a przy mocniejszym gazie przyjemnie szybko wchodził na obroty. Zadyszkę łapał, wspinając się pod górkę, likwidowało ją przełączenie o bieg niżej. W ruchu ulicznym wystarczą maksymalne trzy przełożenia z pięciu. Także w tej wersji jazda autostradowymi prędkościami udowodniła, że picanto jest dobrze wyciszonym autem.

Spalanie? Podczas testu nie zbliżyliśmy się do wartości katalogowych (4,6 l/100 km), lecz wynik średniego zużycia na poziomie 5,4 l/100 km i tak oceniamy jako bardzo dobry. Za to w trakcie spokojnej jazdy poza miastem z trzema osobami na pokładzie i ich bagażem komputer pokładowy pokazywał zużycie na poziomie 3,5-3,9 l/100 km. Tym samym podczas testu pękła granica 3,8 l/100 km założona przez producenta.

Na drodze

Nowa kia picanto przede wszystkim okazała się zwarta i lekka w prowadzeniu. Samochód zwinnie reagował na ruchy kierownicy, a komfortowo zestrojone zawieszenie sprawiało, że karoseria przesadnie nie nurkowała, ani nie wychylała się na boki. W tym aucie naprawdę można czerpać frajdę z jazdy. Konstruktorzy podkreślają, że to m.in. dzięki systemowi Torque Vectoring - mała "kijanka" jako pierwsza w klasie dostała tę nowinkę techniczną. Przyhamowanie odpowiednich kół ma eliminować tendencje do niemile widzianej w autach z napędem na przód podsterowności - tak by przód nie uciekał na zewnątrz zakrętu. Z kolei na miejskiej ulicy o bezpieczeństwo zadba autonomiczny układ wspomagania hamowania - to na wypadek gdyby kierowca zagapił się w korku.

Właściwości jezdne na najwyższy jak dotąd poziom wywindowało też bardzo sztywne nadwozie, które w znacznej części powstało ze stali o wysokiej wytrzymałości.

Kia jest marką należącą do koncernu Hyundai, a ten dysponuje własnymi hutami. Nic więc dziwnego, że Koreańczycy mogą sobie pozwolić na dwukrotne zwiększenie udziału tego gatunku stali w konstrukcji picanto (z 22 proc. do 44 proc.). A to wpłynęło na zmniejszenie masy nadwozia o 23 kg. Z tej stali wykonano m.in. elementy konstrukcyjne podłogi, słupki dachowe i ścianę grodziową między komorą silnika a kabiną. Zrezygnowano także z dużej ilości spawów na rzecz… kleju. Połączenia zgrzewane wzmocnione spoiwem w nowej generacji picanto mają łączną długość aż 67 m. Dla porównania w poprzedniku było ich 8 razy mniej.

Kia picanto w Polsce. Co i za ile?

Najtańsza kia picanto kosztuje w Polsce od 39 990 zł - to samochód z silnikiem 1.0/67 KM i w odmianie M. Wyposażenie seryjne obejmuje sześć poduszek powietrznych, pakiet systemów bezpieczeństwa z ESC, elektryczne sterowane szyby drzwi przednich, klamki zewnętrzne, lusterka oraz zderzaki lakierowane w kolorze nadwozia, centralny zamek z alarmem, immobilizer, składany kluczyk, regulację wysokości fotela kierowcy i przednich pasów bezpieczeństwa, czujnik zmierzchu, regulację kolumny kierownicy, klimatyzację manualną, radioodtwarzacz MP3 sterowany z kierownicy, port USB, złącze AUX, 2 głośniki, Bluetooth z zestawem głośnomówiącym do telefonu, 14-calowe stalowe felgi z oponami 175/65 R14, koło zapasowe dojazdowe, składaną i dzieloną w proporcji 60/40 tylną kanapę.

Co na to konkurencja? Oczywiście znajdziemy tańsze propozycje. Na liście potencjalnych przeciwników jest toyota aygo, skoda citigo, hyundai i10, seat mii, fiat panda (1.2/69 KM), volkswagen up!, citroen C1 i renault twingo. Ale uwaga na pułapki! Ciekawiej zaczyna się robić, kiedy porównamy wyposażenie seryjne jakie rywale dają w bazowej specyfikacji.
Picanto wypada najlepiej w relacji wyposażenia standardowego do ceny. Przede wszystkim jest autem pięciomiejscowym - poza i10 w każdym innym modelu trzeba płacić za piąte miejsce w kabinie. Co ważne, koreańska nowość jako jedyna na rynku w podstawowej wersji zapewnia wielofunkcyjną kierownicę, złącze Bluetooth, automatyczne światła, alarm i pełnowymiarowe koło zapasowe.

Toyota aygo (od 36 400 zł) i volkswagen up! (38 320 zł) w bazowych odmianach nie mają nic z tego co kia picanto oferuje seryjnie. Gdyby uwzględnić różnice w specyfikacji, to w obu przypadkach za auto podobnie wyposażone do picanto trzeba zapłacić ok. 46 tys. zł. Dodatkowo na korzyść koreańskiego modelu przemawia 7-letnia gwarancja (do przebiegu 150 tys. km).

Trzy wersje i picanto także do jazdy po wertepach

Odmiana L jest bogatsza od M o przednie lampy projekcyjne, LED-owe światła do jazdy dziennej, światła przeciwmgielne typu projekcyjnego, tylne lampy LED, elektrycznie regulowane lusterka z funkcją podgrzewania, suwany podłokietnik ze schowkiem dla foteli przednich, osłony przeciwsłoneczne z lusterkami i oświetleniem po stronie kierowcy, skórzaną kierownicę i drążek zmiany biegów, szyby tylne sterowane elektrycznie, chromowane wykończenie atrapy chłodnicy i hamulce tarczowe z tyłu (13-cali). Takie picanto z jednostką 1.0/67 KM kosztuje od 43 990 zł.

Wreszcie najbogatsza wersja GT Line ma w standardzie już wszystko, co może pojawić się na liście zachcianek. Wyposażenie obejmuje automatyczną klimatyzację, składane elektrycznie lusterka zewnętrzne z kierunkowskazami LED, pakiet zimowy (podgrzewana kierownica oraz fotele przednie z 3-stopniową regulacją), przyciemniane szyby tylne, chromowana listwa dolnej linii szyb, sportowa stylistyka zderzaków, zewnętrzne nakładki progowe, dyfuzor tylnego zderzaka, podwójna końcówka układu wydechowego, tapicerka ze skóry ekologicznej w kolorze czarnym z czerwonymi wstawkami, aluminiowe nakładki na pedały czujniki parkowania tyłem i 16-calowe alufelgi z oponami 195/45 R16. Za tak wyposażone 67-konne picanto Kia życzy sobie od 52 900 zł.

Jeśli jednak kogoś interesuje inny napęd, to na koreańską nowość z silnikiem 1.2/84 KM musi przeznaczyć od 41 990 zł. Do tego silnika przewidziano też automat - takie auto kosztuje 49 990 zł, przy czym dostajemy je w lepiej wyposażonej wersji L. Lista dodatkowego wyposażenia obejmuje przykładowo kosztującą 3000 zł fabryczną nawigację z darmowymi przez 7 lat mapami TomTom.

Szanse? Koreańczycy powierzając ważne zadania ludziom spoza Azji już dawno przeskoczyli Japończyków. Szefowie Kia nie boją się słuchać rad Europejczyków - dowodem na to jest oszałamiający stinger (CZYTAJ WIĘCEJ>>). A picanto to auto nie tylko atrakcyjne dla oka, ale ma też bogatsze wnętrze, superwygodne fotele, dobre walory transportowe i przyjemnie jeździ. Najważniejszy jest jednak fakt, że za taką cenę jeszcze nikt nie wymyślił nic lepszego. I to nie jest ostatnie słowo marki Kia - niebawem na rynku pojawi się picanto X Line ubrana w terenową zbroję.