Pół tysiąca kilometrów na polskich szosach to nie to samo co jedno popołudnie na równych jak stół ulicach dużego miasta. Dlatego mieliśmy nadzieję, że ten test pokaże dogłębnie, co potrafi Fiat Scudo Panorama, a przy okazji obnaży jego słabe strony. Nie omyliliśmy się.

Producent przedstawia ten wóz jako pojazd rodzinny. Choć z pewnością nie chodzi o czteroosobową rodzinę. Fiat Scudo przypomina bowiem mały autobus - dosłownie i w przenośni. Trzy rzędy siedzeń, w sumie osiem miejsc łącznie z kierowcą, do tego całkiem pojemny bagażnik ukryty za podnoszoną tylną klapą. To robi wrażenie. Podobnie jak ciekawa linia nadwozia.

Śmiało poprowadzone boczne przetłoczenia i charakterystyczny fiatowski "dziób" na przedzie to znaki rozpoznawcze nowego Scudo. Trzeba przyznać, że najnowsza generacja tego modelu wreszcie zyskała interesujący wygląd. Ale jak prezentuje się w środku?

Szary i twardy plastik nie zachwyca. Obłożona jest nim niemal każda wolna powierzchnia w kabinie, no może z wyjątkiem miejsc na obiciu drzwi, gdzie trafił przyjemny w dotyku, choć też szary, welur. W tym aucie lepiej jest patrzeć przed siebie. Zegary są czytelne i nie męczą wzroku w czasie nocnej jazdy, ale zastanawiać może, dlaczego ich tarcze są białe, a podświetlenie czerwone. Pewnie dlatego, że tak jest ładniej, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że ich wygląd sugeruje sportowe pochodzenie auta. A to przecież pomyłka.

Turbodoładowany diesel o pojemności 2.0 i mocy 165 KM (najmocniejszy w rodzinie Scudo) znakomicie radzi sobie w mieście i nie jest zbyt głośny w trasie, nawet odpalany na zimno nie drażni uszu hałasem. Jest żwawy, kiedy trzeba, potrafi pchnąć odpowiednią dawkę przyspieszenia do kół. Dzięki temu auto prowadzi się dość nieźle. Można pomyśleć, że jedziemy osobówką, a nie 5-metrowym vanem.

Spalanie jest też na przyzwoitym poziomie. Mimo wielkiej bryły i ciężaru silnik wypijał 7 litrów paliwa na 100 kilometrów w cyklu pozamiejskim. W mieście z pewnością zużywał trochę więcej, ale różnica raczej nie była znaczna.

Producent zapewnia, że Scudo z takim silnikiem rozpędzi się do 170 km/h. Tego akurat nie sprawdziliśmy Udało nam się znaleźć kawałek drogi, na której pojechaliśmy 150 km/h. Czuć było jeszcze rezerwę mocy, pedał gazu miał daleką drogę do podłogi, silnik nie wył, wysokie obroty nie zakłócały komfortu jazdy. Można było spokojnie słuchać radia i rozmawiać.

Zabawę nieco psuje skrzynia biegów. Wydawać by się mogło, że do tak porządnie wyglądającego wozu dostaniemy większą wajchę, która pozwoli poczuć, że zmieniamy biegi w potężnym aucie. Tymczasem przekładnia to kolejny element, który mami oczy swoim sportowym pochodzeniem.

Zbyt krótkie przełożenia, do tego niestety niezbyt precyzyjne. Nagminnie zdarzało mi się przeskoczyć z jedynki na czwórkę. Zdarzało się również siłować z drążkiem w czasie przejścia z piątki na szóstkę. Pomagało zrzucenie na luz i dopiero wbicie szóstego biegu, a przecież nie o to chodzi. Inżynierowie nie przyłożyli się do przekładni. Trzeba czasu, by przyzwyczaić się do jej kaprysów.

A skoro już mowa o mankamentach, to nie można nie ponarzekać na umiejscowienie pedałów. Kierowca znacznej postury o rozmiarze butów znacznie przekraczającym liczbę 40 będzie po pierwsze: zahaczał stopami o górną krawędź wnęki, w którą chowają się pedały; a po drugie: po kilkuset przejechanych kilometrach zacznie narzekać na dziwne umiejscowienie pedału gazu.

Pękata obudowa drążka zmiany biegów nie pozwala wygodnie ustawić prawej stopy wprost na gazie. Przynajmniej nie pozwala mi - musiałem skręcać stopę nieco w prawo, co po kilkuset kilometrach zaczyna być nieco uciążliwe.

Kierowca nieco skromniejsze postury i wzroście poniżej 1,80 m z pewnością lepiej odnajdzie się za kółkiem w Fiacie Scudo. Na szczęście wszystkie najważniejsze pokrętła i przełączniki na estetycznej i dobrze zaprojektowanej środkowej desce rozdzielczej są na wyciągnięcie ręki. Tu nie ma do czego się przyczepić.

Nie ma się o co przyczepić także w kwestii zawieszenia. Przy 150 km/h kabina nie dostaje wibracji, kierownica nie próbuje wyrwać się z rąk, nic nie stuka, nie telepie i się nie trzęsie, co jest dość powszechne w autach tych gabarytów. Scudo idzie równo, pewnie, zapewnia duży komfort prowadzenia, zawieszenie zachowuje się należycie nawet na nierównych wąskich drogach.

Fiat Scudo Panorama to auto dostawcze przerobione na auto rodzinne. Choć charakter tego pierwszego daje o sobie znać na każdym kroku, to trzeba zauważyć, że jest to udana przeróbka. To odpowiedź na pytanie: czym do diabła przewiozę moją siedmiooobową rodzinę i jak zabiorę tę kupę bagaży piętrzącą się w przedpokoju? Miejsca z tyłu wystarczy i na bagaże, i na pasażerów.

Może barczyści faceci usadzeni po trzech w rzędzie będą narzekać na ciasnotę, ale szczupłe dzieciaki już nie. Bez problemu obok siebie zmieszczą się także foteliki samochodowe.

Poza tym dwa rzędy siedzeń to nieocenione osiągnięcie inżynierii, sprawdzające się w sytuacji, gdy na pokładzie mamy dwoje bez przerwy kłócących się maluchów. Jeden ląduje w jednym rzędzie, drugi w drugim - a my w spokoju relaksujemy się za kierownicą. Jest super. Do czasu.

Na koniec jeszcze jeden problem, o którym muszę wspomnieć. Posłużę się scenką.

Kończę podróż, wjeżdżam na parking, ustawiam precyzyjnie Scudo dzięki czujnikowi cofania i dużym lusterkom wstecznym, wyłączam silnik, radio, wypuszczam pasażerów, idę do wielkiego otwieranego do góry bagażnika, wyciągam z niego naręcza bagaży, walizy, torby, reklamówki i oczywiście próbuję zamknąć klapę. Ciągnę za drzwi, one się opuszczają, opuszczają, opuszczają i... nie zamykają. Obładowany pakunkami unoszę je ponownie i opuszczam, scenariusz się powtarza, próbuję jeszcze raz, znów bez rezultatu. Co mi pozostaje? Stawiam bagaże w błocie i zdecydowanie trzaskam drzwiami. Bagażnik zamknięty, torby zabłocone. Świetnie.

Dlatego drodzy włoscy inżynierowie, skoro już stawiacie na praktyczne rozwiązania w przedziale silnikowym i kabinie pasażerskiej, nie zapominajcie o bagażniku. System zamykania klapy zdecydowanie zwiększyłby przyjemność z jazdy nowym Scudo.