Podchodzisz, łapiesz za klamkę tylnych drzwi i… najpierw słychać ciche szuranie rolki po szynie a na koniec trzask zapadki i widzisz, a raczej nie widzisz środkowego słupka. Ford b-max jest szeroko otwarty na przyjęcie gości…

Jak test to test - do środka zapędzamy rodzinę w liczbie trzy sztuki - pasażerka i dwoje wiecznie walczących na tylnym siedzeniu zawodników - kot też się zmieścił. Od pierwszych chwil mieliśmy wrażenie, że ten samochód projektowali młodzi rodzice. Dlaczego?

Po odsunięciu tylnych i otwarciu przednich drzwi powstaje otwór niczym wjazd do garażu - wejście ma 1,5 m szerokości. Wsiadanie i wysiadanie nie wiąże się z koniecznością wyginania kręgosłupa w literę "S".

Dzieci poczują się w nim jak aucie przynajmniej o numer większym. Kiedy maluchy odkryją na czym polega sprytne rozwiązanie drzwi zabawa z wsiadaniem i wysiadaniem nie będzie miała końca...

Otwarty na oścież b-max może służyć wyśmienicie jako jeden z elementów dziecięcego toru przeszkód - w ferworze zabawy przebieganie przez tylną część nie sprawi małym żołnierzom problemu. Dodatkowo kucając za złożonym fotelem przedniego pasażera można urządzić sobie doskonałe stanowisko strzeleckie. Pomysłowość dzieci jest zaskakująca. Podobnie jak przestronność nowego vana Forda, ale o tym ciut później… 

Warto zaznaczyć - zajmowanie miejsca w podstawce nie sprawia np. 6-latkowi żadnych problemów - na zapięcie pasa rodzicowi kiedy już się wprawi (nam wystarczyły trzy-cztery próby) wystarczy jeden ruch i mały pasażer może bezpiecznie jechać w trasę. Mniejsze np. 4-letnie dziecko usadowisz w foteliku niemal nie zginając kręgosłupa a już na pewno nie uderzysz swoją głową w brzeg dachu odchylając się by zamknąć - o przepraszam - zasunąć tylne drzwi.

Takie rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę - kiedy śpieszysz się rano do szkoły, czy przedszkola. Łatwiej i szybciej jest dzieciaki uwolnić z tych fotelików - nie musisz uważać na to czy komuś obok obijesz drzwi - odsuwasz, wypinasz dziecko i marsz do szkoły...

Słowem nieważne, czy wsiadają starsze osoby, czy zajmujemy miejsca z tyłu czy z przodu, czy też wkładamy dziecko do fotelika lub pakujemy bagaż - patent z pozbyciem się środkowego słupka jest strzałem w 10!

A jak czują się dorośli na pokładzie nowego forda? Czterej pasażerowie nie będą nażerać na brak przestrzeni - miejsca na nogi i nad głową jest wystarczająco - tak z przodu jak i z tyłu... Piąty pasażer będzie raczej ściśnięty jak sardynka w puszce. Taki stan rzeczy ma swoją dobrą stronę - zawsze można tego argumentu użyć, kiedy… teściowa zechce towarzyszyć w przejażdżce ;)

B-max, który trafił w nasze ręce był ekstremalnie przeszklony - widoczność na piątkę. Szklany dach to okno na świat dzięki któremu dzieciaki mogą zająć się np. szukaniem ptaków na niebie zamiast co chwilę pytać "daleko jeszcze?"

Dodatkowe otwierane lusterko sferyczne pod sufitem pozwala rodzicom kontrolować sytuację na tylnej kanapie - przydaje się kiedy trzeba rozstrzygnąć spór pt. "kto komu zabrał zabawkę". Więc przynajmniej ten kłopot mamy z głowy. Możemy skupić się na jeździe…

Już po pierwszych kilometrach spodobała się nam bardzo przyjemna, lekko podniesiona pozycja za kierownicą. Widoczność - pierwsza klasa. B-max uwielbia buszowanie po parkingach - w naszej testowej wersji sprawę ułatwiała kamera cofania. Obraz był wyświetlany na 4-calowym kolorowym monitorze. Widząc taki bajer niejedna żona krzyknie: "Kochanie chcę ten samochód!"

Zawieszenie? Jak przystało na Forda daje ogromną frajdę z prowadzenia. Auto jest stabilne przy prędkościach autostradowych, a także przy szybkim pokonywaniu zakrętów. Mimo podwyższonego nadwozia nie przechyla się w łukach. Na trasie kręgosłup kierowcy nie zamienia się w bezładną rozsypankę kręgów, a z zębów nie wypadają plomby. Do tego reflektory projektorowe pozwalają dostrzec w porę urywający się znienacka asfalt czy śpiącego na poboczu robotnika… niekoniecznie znużonego pracą.

Jaki napęd wybrać? Jeśli już o tym mowa, to benzynowy silnik 1.4 i jego 90 KM powinni sobie odpuścić kierowcy, którzy liczą na zrywność przy wyprzedzaniu. Ten silnik fajnie pracuje, kiedy za kierownicą siedzi mama, której nigdzie się nie spieszy - przy delikatnym wciskaniu gazu jednostka pracuje płynnie i cicho. W mieście się sprawdza. Manualna przekładnia od jedynki do piątki pracuje lekko - biegi wskakują precyzyjnie.

Naszym zdaniem najlepszym wyborem będzie trzycylindrowy silnik 1.0 EcoBoost o mocy 120 KM (jest jeszcze odmiana 100 konna). B-max z tym sercem dostaje skrzydeł i nawet największym malkontentom szczęka opadnie na asfalt, kiedy sprawdzą co potrafi ten napęd. My testowaliśmy już doładowanego b-maxa zanim wpadł w nasze ręce wariant 90-konny.

Naszym zdaniem najlepszym wyborem będzie trzycylindrowy silnik 1.0 EcoBoost o mocy 120 KM (jest jeszcze odmiana 100 konna). B-max z tym sercem dostaje skrzydeł i nawet największym malkontentom szczęka opadnie na asfalt, kiedy sprawdzą co potrafi ten napęd. My testowaliśmy już doładowanego b-maxa zanim wpadł w nasze ręce wariant 90-konny.

B-max to nie tylko sprytny ale też bezpieczny samochód. Dowód? Najnowszy model Forda po testach zderzeniowych Euro NCAP otrzymał maksymalną notę pięciu gwiazdek (83 proc.) za ogólne bezpieczeństwo, w tym 93 proc. za ochronę dorosłych pasażerów oraz 84 proc. za ochronę dzieci. Ochrona pieszych - 67 proc.. W kategorii systemów wspomagających - 71 proc.

O bezpieczeństwo dba także system ford sync (w bogatszych wersjach titanium i titanium X jest montowany seryjnie; do ambiente i trend kosztuje 1200 zł). Ważną umiejętnością tego systemu jest to, że mówiąc w uproszczeniu - samochód sam zadzwoni do służb ratunkowych i powiadomi je o kolizji. Ratownicy otrzymają z pokładu b-maxa dokładne współrzędne geograficzne w dodatku w języku kraju, w którym zdarzyła się kolizja. Wystarczy, że swój telefon przez Bluetooth połączysz z systemem sync.

W sumie nową b-maxem w ciągu kilku dni zwiedziliśmy kawał Polski. W mieście, na trasie, po asfalcie, po leśnej drodze. Nic w nim nie skrzypiało, nic nie odpadło. Test praktyczny zdał na piątkę. Dostałby szóstkę, gdyby miał mocniejszy silnik. Ale tak prawdę powiedziawszy, raczej nie po to kupujemy małego vana, żeby ścigać się nim na ćwierć mili, a po to, by w miarę komfortowo przemieścić się nim z punktu A do punktu B - zwłaszcza kiedy mamy dzieci. I chyba najlepszą ocenę b-maxowi wystawiły właśnie one. Kazały mi go kupić.