Nie zrozumcie nas źle, ale zaostrzanie europejskich norm silnikowych ma raczej symboliczne znaczenie w walce z redukcją emitowanych do atmosfery zanieczyszczeń. Każdy wie, że prawdziwymi trucicielami jest przemysł oraz… zwierzęta hodowlane. Tak, tak krowy produkują naprawdę sporo dwutlenku węgla. Nie oznacza to, że jesteśmy przeciwko produkcji coraz bardziej ekologicznych aut, pod warunkiem jednak, że nie będzie to psuło nam radości z ich prowadzenia. Sprawdziliśmy, czy "ekologiczna" wersja insigni spełni nasze kryteria...

O wyglądzie następcy vectry nie trzeba dużo opowiadać, dynamiczna i nowocześnie narysowana bryła zdobywcy tytułu Car of the Year 2009 pojawia się na każdym metrze polskich dróg i parkingów. Bez wątpienia insignia to jeden z najładniejszych i najciekawszych przedstawicieli swojego segmentu. Sportowa linia w dodatku szczyci się jednym z najniższych współczynników oporu powietrza (Cx=0,27) w klasie.

Nasza testowa insignia ecoflex idzie dalej - to przepis Opla na ekonomiczną (ekologiczną) jazdę ze szczyptą frajdy. W recepturze inżynierów z Russelsheim czytamy - weź 2-litrowego turbodiesla, takiego z mocą 160 KM. Motor najlepiej wyposażyć w technologię pomagającą kierowcy w oszczędnej jeździe - magiczna strzałka na desce rozdzielczej podpowie moment idealny do zmiany biegu (skrzynia ma 6 wydłużonych przełożeń). Jednak to nie wszystko…


Zbiornik paliwa musi przykrywać osłona - to dla lepszego przepływu powietrza. Specjalne opony z niskim oporem toczenia, zamknięte wloty powietrza (zaślepione dziurki) plus specjalny spoiler przedni to obowiązek. Całość wisi o 10 mm niżej niż zwykła insignia. Wreszcie godziny testów w tunelu aerodynamicznym. Efekt? Współczynnik oporu powietrza wynosi 0,26 - zdaniem producenta insignia oflex to jeden z najbardziej opływowych sedanów świata.

Czy jest to różnica, która zatrzyma topnienie lodowców? Wątpliwe, ale na pewno zaoszczędzimy choć "kroplę" przy każdym tankowaniu…

Wnętrze testowanego przez nas ecoopla w bogatej wersji cosmo robi dobre wrażenie. Nie jest tu nudno, a materiały znacznie się poprawiły w zestawieniu z tymi stosowanymi w kabinie vectry. Mimo dość futurystycznego kokpitu ergonomia pozostała niemal wzorowa. Klasycznie już jak to w Oplu przyczepić się można jedynie do obsługi radia ;)

Miejsca za kierownicą, jak i na tylnej kanapie jest wystarczająco dużo, ale biorąc pod uwagę to, że insignia sporo urosła w porównaniu do vectry (jest o 23 cm dłuższa, o 6 cm szersza i 4 cm wyższa), to nie odczują tego zbytnio pasażerowie, zwłaszcza ci zasiadający na tylnej kanapie. Wynika to z bardzo mocno opadającej ku tyłowi linii dachu i zwężającej się również ku tyłowi karoserii. Poprzedniczka choć mniejsza proponowała dzięki kanciastemu nadwozi podobną ilość miejsca.


Pochwalić za to trzeba fotele przednie - są wygodne i obszerne, w sam raz na dłuższe podróże. Jednak bardziej wymagającym kierowcom proponujemy dopłatę do sportowych odpowiedników.

Bagażnik w testowanej wersji sedan mieści 500 litrów (po rozłożeniu siedzeń 1015 litrów) - wynik nie zwala na kolana w tej klasie. Dodatkowo jego funkcjonalność ogranicza niewielka klapa. Zdecydowanie bardziej uniwersalne pod tym względem jest nadwozie hatchback (tak nazywane przez producenta, nam jednak bardziej przypomina liftbacka). Dla rodzin za to wystarczające będzie dopiero kombi, które w dodatku naprawdę dobrze wygląda.

Model który trafił do testu to mocniejsza odmiana "zielonej" wersji insigni. Pod maską obydwu znajduje się ten sam silnik ale w słabszej wersji osiąga on moc 130 KM i 300 Nm, natomiast w mocniejszej odmianie parametry te rosną odpowiednio do 160 KM i 350 Nm. Gdzie jest frajda? Odpowiedź to moment obrotowy - po gwałtownym wciśnięciu gazu, podobnie jak w silnikach lotniczych, włącza się funkcja overboost i wtedy moment obrotowy chwilowo (na 15 sekund) wzrasta z 350 do 380 Nm. I trzeba przyznać, że różnica podczas jazdy jest kolosalna. Słabsza wersja ecoflex jest wręcz drażniąca - szybko łapię zadyszkę, co wiąże się z częstym redukowaniem biegów.


W "naszym" mocniejszym egzemplarzu zapas koni mechanicznych był wystarczający, a podróżowanie zarówno w mieście jak i po za nim była czystą przyjemnością. Zresztą dla bardziej dynamicznie jeżdżących kierowców, stworzono magiczny przycisk "sport", po wciśnięciu którego auto spina muskuły i staje się jeszcze żwawsze. Insignia zrzuca wtedy swój zielony kombinezon i wkłada czerwony, sportowy. Samochód szybciej reaguje na rozkaz prawej stopy. Podobnie bardziej bezpośredni staje się też układ kierowniczy (mniejsza siła wspomagania), a amortyzatory stają na baczność. Jest jeszcze jeden sympatyczny efekt wciśnięcia guzika "sport". Podświetlenie zegarów zmienia się na krwiste i trzeba przyznać, że wygląda to fajnie.

Spalanie? Okazuje się, że nawet w przypadku jazdy wyłącznie w spokojniejszym trybie "tour" apetyt silnika jest o około 1-1,5 l wyższy niż sugeruje to producent (miasto - 6,3 l/100 km, trasa - 4,0 l/100 km, mieszany - 4,9 l/100 km). Jednak jak na tak duże auto to wciąż dobry rezultat tym bardziej, że test odbywał się jeszcze przy zalegającym na ulicach śniegu i ujemnych temperaturach.

Prezentowany model w wersji cosmo wyceniono na ponad 150 tys. zł. Z jednej strony sporo jak za "tylko" 160-konnego turbodiesla, który w mieście okazuje się wcale nie taki ekologiczny, jak by chciał producent, ale z drugiej strony w porównaniu do podobnie wyposażonej i zdecydowanie mniej ciekawej konkurencji to cena do zaakceptowania.


Kierowcy z "chudszym portfelem" mogą wybrać niższe wersje wyposażeniowe (cena podstawowej insigni ecoflex w odmianie 160 KM zaczyna się od niespełna 105 tys. zł.). W tym przypadku dopłata względem wersji standardowej w podobnym wyposażeniem bez pakietu, nazwijmy to "zielonego", to niecałe 2 tys. zł.

Jednym słowem całkiem rozsądna cena za bycie bardziej eco bez rezygnacji z przyzwoitych osiągów - ekologiczna insignia przyspiesza od 0 do 100 km/h w 9,5 sekundy, maksymalna prędkość to 221 km/h, z rury wydechowej powinno ulatywać zaledwie 136 gram CO2 na każdy przejechany kilometr...

Właśnie dzięki niskiemu poziomowi emisji dwutlenku węgla kierowcy w wielu krajach będą mogli uzyskać ulgi podatkowe - np. w Hiszpanii każdy kto kupi taki samochód zostanie zwolniony z podatku rejestracyjnego. Ciekawe czy nasi rządzący o tym wiedzą? Co na to rząd Tuska? Może ktoś im podpowie...