Statystyki dotyczące rejestracji nie kłamią – ponad połowa spośród niespełna 280 tys. samochodów osobowych, które w ubiegłym roku wyjechały z salonów, trafiła do klientów instytucjonalnych. Czyli do firm. Nic dziwnego, że w czasach, kiedy polski rynek motoryzacyjny tkwi w dołku, większość importerów upatruje ratunku dla siebie właśnie w przedsiębiorstwach. To głównie je będzie wabiło nowymi modelami, które zostały zaprezentowane podczas trwającego właśnie salonu motoryzacyjnego w Genewie i które w najbliższych miesiącach wyjadą na drogi. Wśród nich znaleźliśmy dziesięć takich, które rzeczywiście mogą okazać się firmowymi hitami. Przedsiębiorcom planującym w tym roku zakup samochodu podpowiadamy – zależnie od tego, czego szukają – na co warto czekać.

Dla dużych flot

Kia cee’d

Koreański fenomen, który kilka lat temu zatrząsł europejskim rynkiem kompaktów doczekał się następcy. W nowej generacji auta wszystko jest wyraźnie lepsze: stylistyka, jakość wykończenia, silniki, komfort itd. Firmy ucieszy zapewne nowy diesel o pojemności 1,4 litra, występujący w dwóch wariantach mocy: 90- i 110-konnej. Będzie gwarantował nie tylko niskie spalanie, lecz także niewysokie koszty ubezpieczenia. Do tego dochodzą oczywiście atrakcyjne ceny –10-20 proc. niższe niż w przypadku niemieckiej konkurencji.

Hyundai i30 wagon

Bliźniak cee’da w mniej atrakcyjnej stylistycznie, za to bardziej praktycznej wersji kombi. Standardowo jego bagażnik ma pojemność 528 litrów, ale po złożeniu siedzeń i zapakowaniu auta po dach zmieści się w nim ponad 1,6 tys. litrów pakunków. W oficjalnej sprzedaży auto będzie w lipcu, z silnikami identycznymi jak w przypadku kii cee’d.

Dacia lodgy

Tania propozycja dla firm prowadzących politykę prorodzinną. Gdy akurat służy przedsiębiorcy, jej bagażnik mieści ponad 2600 litrów towaru. Wystarczy jednak ruszyć paroma dźwigniami a zamienia się w siedmioosobowe kombi z techniką Renault. Co prawda pamięta ona lata 90. ubiegłego wieku, za to w pełni rekompensować ma to cena auta – nie przekroczy prawdopodobnie 40 tys. zł. W Polsce auto zadebiutuje jeszcze wiosną.

Ford B-max

Nad tym samochodem Ford pracował nieustannie przez pięć minionych lat. Efekt rzeczywiście jest zdumiewający: mikrovan mieszczący pięć osób, z odsuwanymi tylnymi drzwiami, w dodatku bez środkowego słupka (dzięki temu otwór drzwiowy ma aż 1,5 metra szerokości!). Jeżeli auto będzie, zgodnie z przewidywaniami, kosztowało nieco mniej niż focus, wróżymy mu błyskotliwą karierę w polskich firmach. Tym bardziej, że pod jego maską będzie pracował trzycylindrowy motor o pojemności zaledwie jednego litra, za to mocy nawet 125 koni.

Yaris Hybrid

Toyota twierdzi, że diesle odjeżdżają do lamusa i jako pierwsza prezentuje technologię hybrydową w miejskim aucie. Spalinowo-elektryczny yaris ma kosztować tyle, ile wersja auta z silnikiem wysokoprężnym, czyli ok. 60-65 tys. zł, za to będzie znacznie żwawszy od niej (łączna moc to ok. 100 koni) i jednocześnie oszczędniejszy – spalanie ma wynosić 3,5 litra. Jeżeli wszystkie te liczby potwierdzą się w praktyce (o tym przekonamy się już w maju), Toyota rzeczywiście będzie mogła wycofać z oferty yarisa diesla.

Chevrolet cruze kombi

To prawdziwie międzynarodowy samochód: ma amerykańskie korzenie, wyprodukowany został w Korei, ale ze szczególnym uwzględnieniem europejskich gustów. Ma być tańszym i bardziej oryginalnym konkurentem dla forda focusa czy volkswagena golfa w wersjach kombi. Zgrabnie zaprojektowane nadwozie kryje bagażnik o pojemności 500 litrów. Sprawdzone silniki pochodzą od Opla. Polska premiera bliżej lata.

Dla menedżerów

Volkswagen passat alltrack

Jedna z najpopularniejszych limuzyn klasy średniej doczekała się wersji uterenowionej. Auto ma zawieszenie podniesione o 30 mm, chromowane nakładki na progi i zderzaki oraz plastikowe – na nadkola. Napęd na cztery koła seryjny będzie tylko w dwóch najbogatszych wersjach – 2.0 TDI (170 KM) oraz 2.0 TFSI (210 KM), do pozostałych będzie można go zamówić jako opcję. Alltrack będzie o ok. 10-15 tys. droższy od „normalnego” Passata, a w polskich salonach pojawi się jeszcze wiosną.

Lexus GS

Bezpośredni rywal audi A6 czy bmw serii 5. Jego główna przewaga nad Niemcami ma polegać na jakości wykończenia, trzyletniej gwarancji oraz bardzo wysokim poziomie obsługi w salonach i serwisach. Wersja hybrydowa 450h ma zużywać mniej paliwa niż porównywalne pod względem osiągów i ceny diesle konkurencji. Jeżeli do tego Lexusowi uda się zejść z ceną podstawowego modelu – jak planuje – poniżej 200 tys. zł, szykuje się nowy hit w segmencie premium.

Dla prowadzących indywidualną działalność

Opel mokka

Jedno z największych zaskoczeń genewskiego salonu. Opel nazywa je miejskim crossoverem, co sugeruje, że mamy do czynienia z podwyższoną i uterenowioną corsą. W rzeczywistości jednak auto jest znacznie przestronniejsze od corsy, nieporównywalnie lepiej niż ona wykończone, a ponadto będzie można je zamówić w wersji z napędem na cztery koła. Cenowo mokka będzie się plasowała zapewne ciut ponad astrą IV. Z silników najrozsądniejszy wydaje się turbodoładowany benzyniak 1,4 o mocy 140 KM lub diesel 1,7 CDTI 130 KM. Premiera w polskich salonach już latem.

Mitsubishi outlander

Następca najlepiej sprzedającego się w Polsce SUV-a czy jak kto woli – corssovera. Twórcy nie ukrywają, że przy jego budowie stawiali głównie na prostotę. W rezultacie, zamiast pełnego elektronicznych fajerwerków cuda na kołach otrzymujemy wybitnie praktyczny, banalny w obsłudze i niezawodny pojazd, który w dodatku całkiem sprawnie radzi sobie w terenie. Do pełni szczęści brakuje lepszych materiałów i nieco atrakcyjniejszej stylistyki. Debiut w Polsce w sierpniu lub wrześniu.