Gaz do dechy przed fotoradarem i środkowy palec na zdjęciu - tak niejednokrotnie na polskich drogach poczynali sobie kierowcy spoza Unii Europejskiej, przede wszystkim z Rosji, Ukrainy czy Białorusi. Teraz muszą płacić za swoje popisy. Jak ustalił dziennik.pl, kierownictwo Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego wpadło na pomysł, jak utrzeć im rogi i wyegzekwować płacenie mandatów.

Z naszych informacji wynika, że "obławy" są organizowane tam, gdzie jeździ najwięcej tirów zza wschodniej granicy. Teraz jednak inspektorzy sprawdzają nie tylko dokumenty przewozowe, opłaty za przejazd, trzeźwość kierowcy i stan techniczny pojazdu, ale też po numerach rejestracyjnych ustalają w systemie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, czy zatrzymany szofer nie ma czasem na koncie zdjęć z fotoradaru.

- Jeśli znajdą w bazie CANARD zapis naruszenia przepisów ujawniony za pomocą fotoradaru, to mogą nałożyć mandat karny do 180 dni od daty zrobienia zdjęcia przez urządzenie rejestrujące. Zaletą tej metody jest to, że tego rodzaju kontrole mogą być realizowane w dowolnym miejscu na terenie całego kraju - ujawnia dziennik.pl Alvin Gajadhur, p.o. Główny Inspektor Transportu Drogowego.

Co się odwlecze, to nie uciecze

Jak udało się nam ustalić, ogólnokrajowa akcja wyławiania piratów spoza Unii trwa od połowy marca. Inspektorzy nałożyli już 216 mandatów na kwotę ponad 31 tys. zł. Najwięcej na kierowców z Białorusi (102), Ukrainy (85) i Rosji (28). Jeden mandat zapłacił również kierowca z Turcji.

- Przekraczali dozwoloną prędkość i niejednokrotnie pokazywali środkowy palec, mijając fotoradar. Rekordzista, kierowca ukraińskiej lawety, od 2011 r. został zarejestrowany przez fotoradary GITD 71 razy. Teraz zapłacił osiem mandatów za wykroczenia z okresu ostatnich sześciu miesięcy - powiedział nam Alvin Gajadhur.

Koniec pirackiej jazdy tirów zza wschodniej granicy

A takich jak on może być więcej. Tylko w 2016 fotoradary GITD ujawniły 74 tys. naruszeń przepisów popełnionych przez pojazdy zarejestrowane poza Unią Europejską. Podobno informacja o działaniach polskich inspektorów lotem błyskawicy rozniosła się wśród kierowców z spoza UE.

Od 2014 r. ITD może karać, za przekroczenie prędkości zarejestrowane przez fotoradary, kierowców z większości krajów UE. Pozwala na to Dyrektywa Cross Border Enforcement. Zapytania o dane właściciela/posiadacza pojazdu mogą być kierowane za granicę w trybie automatycznym, za pośrednictwem Krajowych Punktów Kontaktowych (w Polsce KPK funkcjonuje w ramach Ministerstwa Cyfryzacji).

- Teraz dzięki nowym działaniom ITD również kierowcy spoza Unii poniosą konsekwencje pirackiej jazdy - kwituje Gajadhur.