Trybunał Konstytucyjny pochylił się początkowo nad sprawą podwójnego karania kierowców za to samo wykroczenie. Chodziło o sytuację, w której policjanci drogówki zabierają prawo jazdy piratowi drogowemu przyłapanemu na przekroczeniu dopuszczalnej prędkości o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym, dodatkowo dorzucając mu również mandat. Tu Trybunał uznał, że taka sytuacja nie narusza zakazu podwójnego karania (KLIKNIJ i CZYTAJ WIĘCEJ >>>). Sędziowie ocenili jednak, że niekonstytucyjne jest  bezwzględne karanie kierowcy - to znaczy bez uwzględnienia okoliczności łagodzących, które skłoniły go do popełnienia wykroczenia, czyli właśnie stanu wyższej konieczności.

Sytuację taką łatwo sobie wyobrazić. Wystarczy, że na radar wpada kierowca, który wiezie rodzącą żonę do szpitala. Policjant, nawet gdyby uznał rację kierowcy i zgodził się z nim, że szybka jazda w tym przypadku była uzasadniona, w świetle przepisów nie może odstąpić od nałożenia kary. Ale orzeczenie TK w tym wypadku dodaje wyjątek.

Na tym jednak nie koniec, bo "kij w mrowisko" wetknął w mailu do redakcji jeden z czytelników: Czy czasem TK stwierdzeniem o "wyższej konieczności" nie otworzył furtki tym kierowcom, którzy w przebłysku sprytu krzykną policjantowi: panie, żona już rodzi mi w szpitalu / dziecko miało wypadek w szkole / ojciec ma zawał! Muszę pędzić... Przecież patrol nagle nie zostawi wszystkiego i nie będzie za każdym razem pilotować czy jechać za nim, by to sprawdzić?

Radca prawny Przemysław Ligęzowski z kancelarii Ligęzowscy i Partnerzy widzi ten problem jednak inaczej. Jego zdaniem "sytuacja wyższej konieczności" zazwyczaj jest widoczna już podczas zatrzymania.

- A jeżeli policjant nie będzie mógł stwierdzić, iż zachodzą przesłanki "sytuacji wyższej konieczności", to wystawi mandat, zabierze prawo jazdy i kierowca będzie miał prawo odwołać się do sądu - wyjaśnia w rozmowie z dziennik.pl. - Oczywiście mówimy tu o sytuacjach jednoznacznych. Trudno oczywiście wyobrazić sobie, iż policjant nie puszcza kierowcy lub nie asekuruje w przypadku, gdy pasażerka rodzi w samochodzie lub istnieje zagrożenie życia - uściśla.

Ligęzowski wskazuje, że na tym polega instytucja stanu wyższej konieczności, którą uregulowano prawnie. Zasada jest prosta - poświęca się dobro mniejszej wartości w celu ratowania dobra wyższej wartości. - Zdrowie człowieka jest stawiane wyżej niż ewentualne zagrożenie wywołane przekroczeniem prędkości 50+ penalizowane przez kodeks wykroczeń - tłumaczy radca prawny.

Mandat? W sądzie trzeba mieć mocne dowody

A co z furtką "wyłapaną" przez czytelnika? Czy w sądzie ktoś, kto odmówi przyjęcia mandatu, będzie mógł powołać się na "wyższą konieczność" nieuwzględnioną przez policjantów?

- Ryzyko istnieje zawsze. Wszystko zależy od wypełniania obowiązków przez policjanta drogówki, który powinien jednak dochować czynności i ukarać kierowcę. A kierowca może odmówić przyjęcia mandatu i szukać sprawiedliwości w sądzie. Tam, jeśli nie udowodni "sytuacji wyższej konieczności", przedstawiając na przykład dokumenty ze szpitala, wówczas takie oszustwo może słono kosztować - ostrzega prawnik.