Przepisy mówiące o tym, by odbierać na 3 miesiące uprawnienia kierowcom, przekraczającym prędkość w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h powyżej limitu, obowiązuje od maja 2015 roku. Wydawałoby się, że są jasne - jedziesz za szybko, policja zabiera ci prawo jazdy, a starosta odbiera tymczasowo uprawnienia do kierowania pojazdem.

Rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana. Kilka tygodni temu zrobiło się głośno o problemie z odbieraniem praw jazdy kierowcom, którzy twierdzą, że nie mają ich przy sobie. Mówiono nawet o "nowym sposobie kierowców na uniknięcie kary". Policja stanowczo odrzucała te teorie, twierdząc, że prędzej czy później do odebrania uprawnień i tak dojdzie. Kierowca będzie musiał zwrócić dokument do starostwa, a jeśli tego nie zrobi - istnieje ryzyko wpadki przy kolejnej kontroli (na co - trzeba to otwarcie przyznać - szansa jest raczej marna).

Prawdziwy problem zaczął się w momencie, gdy na prośbę samorządowców, swoją interpretację sytuacji przedstawiło Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB). Analizę resort zakończył stwierdzeniem: "Brak zatrzymanego prawa jazdy na drodze determinuje, do dnia 31 grudnia 2016 r., brak możliwości wydania przez starostę decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy".

Odbierać czy nie?

Pytanie, jak teraz zachowują się służby i urzędnicy? Policja ucieka od tematu. - Policjanci realizują swoje czynności na podstawie obowiązujących przepisów prawa - ucina mł. asp. Michał Gaweł z Komendy Głównej Policji. Czy często policjanci słyszą od kierowców, że nie mają przy sobie prawa jazdy, by w ten sposób uniknąć kary? - Nie jestem w stanie podać konkretnych danych ani informacji, gdyż wymagałoby to przeprowadzenia badań sondażowych wśród policjantów. Nie jestem też w stanie odpowiedzieć na pytanie dotyczące działań podejmowanych przez starostów - odpowiada mł. asp. Michał Gaweł.

Zapytaliśmy samych starostów. - Mimo opinii ministerstwa, zachowujemy się jak do tej pory, czyli odbieramy czasowo uprawnienia - mówi starosta poznański Jan Grabkowski.
Ale jak dowiadujemy się w Związku Powiatów Polskich, praktyka w kraju jest różna. - Po interpretacji ministerstwa dochodzą do mnie słuchy, że starostowie zachowują się dwojako, tzn. jedni zabierają dokumenty, inni nie - mówi Rudolf Borusiewicz z ZPP. Rzeczywiście, w piśmie jednego ze starostw (zostaliśmy poproszeni o nieujawnianie, o który urząd chodzi) kierowanym do Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego pada wprost pytanie, czy "organ może odstąpić od egzekwowania" tego obowiązku. - Na razie zachowanie starostów w dużej mierze zależy od tego, czy mają błogosławieństwo prokuratorów - dodaje Rudolf Borusiewicz.

Wykluczające się przepisy

Cały problem wynika z dwóch wzajemnie wykluczających się regulacji prawnych. Z jednej strony mamy art. 102 ustawy Prawo o ruchu drogowym. Nieco upraszczając, stanowi on, że staroście wystarczy sama informacja od policji, że złapała kierowcę, który przekroczył prędkość na tyle, by zabrać mu na 3 miesiące prawo jazdy (nie musi mieć przy sobie dokumentu). Wówczas starosta wzywa do zwrotu prawa jazdy i jednocześnie wydaje decyzję o czasowym odebraniu uprawnień.

Z drugiej strony starostów obowiązuje kodeks karny. A zgodnie z nim, podstawą decyzji o zabraniu prawa jazdy jest informacja o fakcie zatrzymania dokumentu przez policję (jeszcze na drodze). Skoro więc zdarzają się sytuacje, że policjanci nie są w stanie zatrzymać blankietu w trakcie kontroli, nie ma podstaw, by starostwa zawieszały uprawnienia. Ku tej interpretacji skłania się właśnie resort infrastruktury. - Brak zatrzymania prawa jazdy na drodze uniemożliwia, do dnia 31 grudnia 2016 r., wydanie przez starostę stosownej decyzji - potwierdza Elżbieta Kisil, rzeczniczka MIB.

W nieoficjalnych rozmowach starostowie przyznają, że sytuacja zrobiła się patowa. - Jeśli odbiorę uprawnienia, kierowca może nasłać na mnie prawników lub wnieść sprawę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Jeśli nie odbiorę uprawnień, narażam się na zarzut zagrożenia bezpieczeństwa ruchu drogowego, czyli na odpowiedzialność karną - tłumaczy jeden ze starostów. - Tak czy inaczej, spodziewamy się, że kancelarie prawne już zacierają rączki - dodaje.

Co do powiedzenia ma ministerstwo? - Pomimo, że MIB nie jest autorem nieprecyzyjnych przepisów wprowadzających odbieranie praw jazdy za ww. wykroczenie [zmiany przyjmował poprzedni rząd PO-PSL - red.], zidentyfikowało problem i podjęte zostały prace legislacyjne w celu wyeliminowania luki prawnej - zapewnia rzeczniczka resortu Elżbieta Kisil. Jak dodaje, MIB przygotowało już projekt ustawy (zmieniającej ustawę z dnia 20 marca 2015 r. o zmianie ustawy - Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw) zakładający zmianę brzmienia przepisu przejściowego, umieszczonego w art. 7 ww. ustawy, co wyeliminuje lukę prawną, wykorzystywaną przez łamiących przepisy do uniknięcia odpowiedzialności.
Wydaje się więc, że problem może być w każdej chwili zażegnany. Ale na nasze pytania, kiedy nowelizacja się ukaże, urzędnicy nie są w stanie nam odpowiedzieć. Choć - jak sami deklarują - odpowiedni projekt jest już przygotowany.

Kluczowa data

Z czego wynika to wahanie? Trop wiedzie do kilkakrotnie przywoływanej przez resort daty 31 grudnia 2016 roku (do tego czasu "brak zatrzymania prawa jazdy na drodze uniemożliwia wydanie przez starostę decyzji"). Data jest najprawdopodobniej nieprzypadkowa. Na początku 2017 r. w życie ma wejść nowa Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców (CEPiK) - jeden z największych projektów informatycznych państwa. Za jej pośrednictwem starostowie będą mogli być na bieżąco informowani przez policję o popełnionych wykroczeniach przez kierowców i niemal natychmiast podejmować dalsze działania w celu zawieszenia im uprawnień.

Problem w tym, że terminowe wdrożenie CEPiK jest coraz bardziej wątpliwe - o czym wielokrotnie informowaliśmy na łamach "DGP". Nawet audyt projektu, zamówiony przez Ministerstwo Cyfryzacji, nie pozostawia złudzeń co do stanu przygotowań. Tak więc, gdyby teraz rząd zdecydował się na szybką nowelizację przepisów, mogłoby to zostać odebrane jako sygnał, że CEPiK nie zostanie wdrożony w założonym terminie. A oficjalnego komunikatu Ministerstwa Cyfryzacji, dotyczącego dalszych losów projektu, wciąż nie ma.

Liczba kar nałożonych przez policjantów za brak dokumentu podczas kontroli drogowej
(w liczbach tych zawarte są wszystkie dokumenty m.in. prawo jazdy, dowód rejestracyjny, dokument ubezpieczenia polisy OC. Jak informuje KGP, nie jest możliwe wyszczególnienie z tych danych informacji o liczbie nałożonych kar za dokument prawa jazdy)

2014 rok:
242 498

2015 rok:
252 880.

2016 rok:
styczeń
20933

luty
22360

marzec
22816

kwiecień
20770

maj
17105

czerwiec
16917

lipiec
16602

sierpień
9677