RPO zaznacza, że wyrok wobec kierowcy zapadł bez rozprawy, ponieważ oskarżony dobrowolnie poddał się karze. Co więcej, żadna ze stron nie wniosła o jego pisemne uzasadnienie.

- Jasne jest jednak, iż przypisano mu występek polegający na usunięciu dokumentu, którym nie ma prawa rozporządzać (art. 276 kodeksu karnego), a przecież tablica rejestracyjna dokumentem nie jest - mówi mecenas Tomasz Rychlicki, główny specjalista w Zespole Prawa Karnego w biurze RPO.

Nie ufaj ślepo... sprawiedliwości

Adwokat podkreśla, że kierowca mógł tego nie wiedzieć, ale sąd i prokurator zastosowali zły przepis.

- Po prostu - jak zauważył Sąd Najwyższy - sama tablica nie dowodzi żadnego prawa do pojazdu, tymczasem dokument to nośnik informacji, z którym związane jest określone prawo lub dowód prawa - zauważa biuro RPO.

Rażące naruszenia prawa

- W niniejszej sprawie sąd błędnie zaakceptował porozumienie zawarte pomiędzy oskarżycielem publicznym, a oskarżonym i wydał wyrok skazujący. Zakończenie postępowania karnego w trybie konsensualnym jest w interesie zarówno stron procesu, jak i wymiaru sprawiedliwości. Musi jednak nastąpić z poszanowaniem prawa. Tymczasem w sprawie tej doszło do jego rażącego naruszenia, przez co kierowca poniósł odpowiedzialność karną za czyn, który nie stanowi przestępstwa - kwituje mecenas Rychlicki.