Wygląda na to, że po fali sukcesów minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej – udany start programu 500 plus, ogłoszenie planu na usprawnienie pracy zakorkowanych urzędów stanu cywilnego – czeka ją pierwsza wpadka informatyczna. Tak przynajmniej wynika z dokumentów, do których udało nam się dotrzeć. Wskazują też na to głosy płynące z resortu.

Chodzi o kosztującą 140–150 mln zł nową Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców (CEPiK 2.0). Z systemu mają korzystać przede wszystkim starostwa wydające prawa jazdy, a także policja, sądy, wojewódzkie ośrodki ruchu drogowego, stacje kontroli pojazdów czy szkoły jazdy. Wszystkich dotknie problem poślizgu.

CEPiK 2.0 ma też istotne znaczenie dla kierowców. Po pierwsze, wraz z nim pojawić się mają nowe e-usługi, np. „Sprawdź punkty karne” czy „Sprawdź szkołę jazdy”. Po drugie, system jest niezbędny, jeśli ma funkcjonować rygorystyczny okres próbny dla początkujących kierowców: to w nim miały być odnotowywane ich przewinienia drogowe (obowiązywać ich będą np. bardziej restrykcyjne niż doświadczonych kierowców ograniczenia prędkości), przebyte kursy, mandaty (wystarczą dwa, żeby okres próbny przedłużył się o kolejne dwa lata) itp. Bez systemu nie ma miejsca, w którym można by te wszystkie informacje gromadzić. Dodatkowo wejście CEPiK 2.0 dałoby w przyszłości możliwość odmiejscowionej rejestracji auta.

Wszystko miało ruszyć w styczniu 2016 roku, jednak po zmianie rządu minister infrastruktury Andrzej Adamczyk polecił przesunąć wdrożenie systemu na początek 2017 r. z uwagi na liczne opóźnienia w projekcie, za które obwinił poprzedników. Teraz wiele wskazuje na to, że rewolucję znów trzeba będzie przesunąć minimum o pół roku. W gorszym scenariuszu nawet o rok.

Dotarliśmy do korespondencji między Centralnym Ośrodkiem Informatyki (COI) a nadzorującym je Ministerstwem Cyfryzacji (MC). COI musi się regularnie spowiadać resortowi z postępu prac nad CEPiK 2.0. Jeśli wszystko idzie zgodnie z harmonogramem, ministerstwo wypłaca kolejne transze środków przewidzianych w umowie. Jak wynika z jednej z ostatnich wymian korespondencji, problemy są dosyć poważne.

Zdaniem pracowników COI „konieczne jest urealnienie planu prac”, a „ilość zidentyfikowanych ryzyk oraz ich waga ma w obecnej chwili duży wpływ na datę wdrożenia produkcyjnego”. Rządowi informatycy narzekają m.in. na dużą liczbę zmian wprowadzanych w projekcie, których oczekuje zamawiający – a to powoduje, że „terminowa realizacja zadań jest z każdym dniem coraz bardziej problematyczna”. Nie podoba im się także to, że za późno uchwalono przepisy, w oparciu o które system ma funkcjonować (np. rozporządzenie określające zakres danych gromadzonych w systemie uchwalono w marcu br., a rozporządzenie ws. marek i typów pojazdów dopiero w kwietniu br.).

Co gorsza, nie ma pewności, że jeśli CEPiK 2.0 wejdzie w życie w styczniu 2017 r., nie spowoduje to katastrofy. - Dodatkowo obciążenie wywołane uruchomieniem w tym samym czasie nie tylko podstawowych rozwiązań, ale i nowych funkcjonalności związanych z częścią niejawną czy wszystkich e-usług szerokiemu gronu odbiorców w internecie rodzi istotne ryzyko, że w początkowej fazie System CEPiK może być przeciążony, a dodatkowo w e-usługach powielać się będą ewentualne problemy wykryte na interfejsach dla interesariuszy. Rodzi to w odczuciu COI konieczność przesunięcia terminu ich wdrożenia produkcyjnego, a co za tym idzie przesunięcia terminu realizacji umowy - stwierdza Piotr Towarek, dyrektor pionu rozwoju i kluczowych projektów COI, w piśmie do Doroty Cabańskiej, wicedyrektor departamentu ewidencji państwowych w Ministerstwie Cyfryzacji.

Poprosiliśmy MC o komentarz. – Prace trwają – odpowiada enigmatycznie jego rzecznik Karol Manys. – Prowadzą je COI oraz Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, z którymi jesteśmy w kontakcie – dodaje. W podobnym tonie wypowiadają się przedstawiciele COI.

Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, audyt projektu ma się zakończyć w ciągu dwóch tygodni. W kuluarach rozważane są pomysły na wyjście z sytuacji. Pojawiła się np. propozycja, by w okresie między świętami a Nowym Rokiem (między 21 grudnia a 2 stycznia) wyłączyć system w starostwach i na spokojnie wdrożyć CEPiK 2.0.

– To idiotyczny pomysł. Pod koniec roku na rynku motoryzacyjnym jest wzmożony ruch. Firmom kończą się leasingi, salony robią promocje. Ludzie czekaliby tygodniami na załatwienie swoich spraw – komentuje jeden z naszych rozmówców.

Pojawił się też pomysł przeprowadzenia pilotażu systemu po wakacjach (wrzesień–październik) w wybranych starostwach. Jednak – jak przyznają nawet w ministerstwie – to dość późno. I w razie błędów będzie bardzo mało czasu na reakcję.

Obawy budzi także jakość danych w CEPiK. Eksperci szacują, że mniejsze czy większe nieścisłości pojawiają się w przypadku 60 proc. figurujących tam danych o pojazdach i kierowcach.

– Konsekwencje to brak aktualnej wiedzy o stanie pojazdu, kierowcy. Co gorsza, jest bałagan i trudno w ewidencji doszukać się potrzebnych w danym momencie danych – przyznaje pracownik COI.

Kolejny poślizg projektu będzie oznaczał dla tego rządu poważną wizerunkową wpadkę: w końcu to Prawo i Sprawiedliwość ganiło ekipę PO-PSL za opóźnienia. Ale oprócz kosztów politycznych mogą być także te finansowe. Na przykład w postaci kar umownych dla COI, jakie może próbować na ośrodek nałożyć resort cyfryzacji. Jeśli pojawią się opóźnienia, MC blokuje bowiem przewidzianą płatność miesięczną oraz wszystkie kolejne, dopóki nie zostanie to nadrobione przez COI. To kwota ok. 2 mln zł miesięcznie.

Można założyć, że mimo braku dostępu do nowych e-usług kierowcy nie będą płakać. Opóźnienia dadzą się jednak we znaki policji i samorządom. Oraz zaważą na budżecie WORD-ów i szkół jazdy. Bo to zapowiedź wprowadzenia CEPiK-u przez poprzedni rząd spowodowała pod koniec 2015 r. tłok na kursach i w ośrodkach egzaminacyjnych. Każdy chciał zdążyć przed zmianami. Teraz wygląda na to, że nie trzeba się bardzo spieszyć.