Projekt zmian w ustawach: prawo o ruchu drogowym oraz o kierujących pojazdami przewiduje m.in. czasowe zabieranie prawa jazdy za rażące naruszenia prędkości oraz przewożenie zbyt dużej liczby pasażerów.

Rażącym naruszeniem prędkości, za które prawo jazdy zostanie zatrzymane na trzy miesiące, będzie przekroczenie dopuszczalnej o 50 km/h. Jednak prawnicy specjalizujący się w prawie drogowym krytykują takie sztywne zdefiniowanie pojęcia "rażące przekroczenie prędkości". Jak mówią, nie da się porównać przekroczenia prędkości o 50 km/h w strefie zamieszkania i na autostradzie.

Ale MSW pozostaje nieprzekonane.

Bo tak jest wszędzie

– Takie rozwiązanie funkcjonuje w połowie krajów Unii Europejskiej i przynosi bardzo dobre rezultaty – odpowiada Paweł Majcher, rzecznik MSW.

Chodzi o Czechy, Estonię, Litwę, Grecję, Belgię, Danię, Portugalię, Holandię, Francję, Słowenię, Rumunię i Szwajcarię.

– W każdym z tych państw po wprowadzeniu takich przepisów nastąpiła wyraźna poprawa bezpieczeństwa na drogach – dodaje rzecznik.

Czy rzeczywiście to jedyny istotny czynnik poprawy?

– W połowie krajów UE są też lepsze drogi, lepiej oznakowane, bezpieczne przejścia dla pieszych itp. Nie chodzi o to, by kopiować bezmyślnie rozwiązania, które być może się gdzieś sprawdzają, tylko by opracować takie przepisy, które są dostosowane do naszych realiów – krytykuje Wojciech Kotowski, autor komentarzy do kodeksu drogowego czy ustawy o kierujących pojazdami.

Z danych Komendy Głównej Policji wynika, że w ub. roku 60 tys. kierujących przekroczyło dopuszczalną prędkość o 60 km/h i więcej. Rok wcześniej było ich aż 82 tys., a mowa jest tylko o stwierdzonych wykroczeniach. Można się więc spodziewać, że w rzeczywistości liczba kierowców jeżdżących o wiele za szybko jest znacznie większa.

Projekt przewiduje też, że kierowcy, któremu z tego powodu zatrzymano prawo jazdy, a mimo to zdecydował się siąść za kółkiem (choćby nie złamał przepisów ruchu drogowego) będzie automatycznie przedłużany okres zatrzymania uprawnień do 6 miesięcy. Z kolei recydywa będzie podstawą do cofnięcia uprawnień.

Analogiczne przepisy mają obowiązywać w stosunku do kierowców, którzy przewożą nadmierną liczbę pasażerów.

– To poważny problem, o czym świadczą głośne wypadki, z licznymi ofiarami. Do tej pory prawo było dla kierowców łamiących przepisy dotyczące przewożenia pasażerów zbyt pobłażliwe. Czas to zmienić – zapowiada Paweł Majcher.

Z policyjnych statystyk wynika, że w ub. roku 5 tys. kierowców przewoziło więcej osób, niż to wynikało z dowodu rejestracyjnego pojazdu.

– Dopuszczalną liczbę pasażerów określa się w tym dokumencie nie tylko z uwagi na uwarunkowania techniczne pojazdu, ale głównie ze względu na bezpieczeństwo. Każda dodatkowa osoba wpływa na pogorszenie sterowności pojazdu, przez co zwiększa ryzyko wypadku. Jeśli zaś do niego dojdzie, to nie tylko ta nadprogramowa osoba jest narażona, bo brakuje dla niej pasów, ale stanowi też poważne zagrożenie dla pozostałych – mówi Wojciech Kotowski.

Brak konsekwencji

W ubiegłym roku policjanci wystawili 3078 mandatów za przewożenie jednej osoby za dużo i tylko 644 mandatów za przewożenie dwóch nadprogramowych osób. Choć z drugiej strony trzeba dodać, że w 66 przypadkach funkcjonariusze stwierdzili przewożenie 10 i więcej dodatkowych pasażerów.

Zgodnie z projektem jednak nie każda "nadprogramowa" osoba w samochodzie będzie oznaczała zatrzymanie prawa jazdy. W przypadku aut osobowych i ciężarowych prawo jazdy będzie zatrzymywane za przewożenie dwóch osób więcej, niż to wynika z dowodu rejestracyjnego, a w przypadku autobusu - pięciu. Przy czym przepisy te nie będą odnosić się do autobusów komunikacji miejskiej wyposażonych w miejsca stojące, bo ich kierowcy nie mają żadnych realnych możliwości kontrolowania liczby przewożonych pasażerów.

- To nonsens. Po co takie uzależnienie? Może jeszcze będziemy patrzeć na wagę pasażerów i w przypadku ważących mniej uznawać, że nie doszło do przewożenia nadmiernej liczby pasażerów - irytuje się Wojciech Kotowski.

- Jeśli już ustawodawca ma się decydować na zatrzymywanie czy nawet cofanie uprawnień za przewożenie nadmiernej liczby osób, to taka sankcja powinna obowiązywać w przypadku przewożenia choćby jednego dodatkowego pasażera - postuluje ekspert.

Innego zdania jest jednak prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego, który w ogóle jest przeciwny zatrzymywaniu uprawnień za tego typu naruszenia.

- Prawo jazdy jest zbyt ważnym uprawnieniem, by odbierać je lekką ręką. Grzywna w tej sytuacji jest wystarczająco dotkliwą sankcją, przy założeniu, że kara jest nieuchronna. Zamiast więc zaostrzać przepisy trzeba je skuteczniej egzekwować - uważa prawnik.

Sankcje na drodze