Po dwóch latach spadków znów dramatycznie wzrosła liczba ofiar wypadków na polskich drogach. W 2011 r. w 40 tys. wypadków zginęło dokładnie 4189 osób, czyli o ponad 7 proc. więcej niż w całym 2010 r. - wynika z oficjalnych danych policji.

To nie tylko efekt wzrostu ruchu na drogach, lecz także oszczędności w wydatkach na bezpieczeństwo - komentuje wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury Janusz Piechociński. Tymczasem policja rozkłada ręce.

Ze swojej strony niewiele więcej możemy zrobić. Bezpieczeństwo na drogach zależy nie tylko od nas i stosowanych przez nas kar, lecz także od stanu dróg, edukacji i kultury jazdy kierowców. A tę nadal należy oceniać bardzo nisko – usłyszeliśmy od doświadczonego oficera pionu ruchu drogowego w Komendzie Głównej Policji.

Ze szczegółowego raportu policji wynika, że kierowcy i pasażerowie giną najczęściej na wąskich drogach o dwóch kierunkach jazdy - dochodzi na nich do 83 proc. wszystkich wypadków.

Ich gospodarzami są samorządy, którym brakuje pieniędzy na utrzymywanie nawierzchni w dobrym stanie, nie wspominając o inwestycjach w zaawansowaną inżynierię ruchu, jak bezkolizyjne skrzyżowania – mówi Piechociński.

Zgodnie z przyjętymi przez naukowców wyliczeniami jedna śmierć oznacza straty dla gospodarki w wysokości miliona euro, zatem – jak łatwo obliczyć – w ubiegłym roku straciliśmy cztery miliardy euro – czyli ponad 16 mld zł.

Choćby z tego powodu państwu powinno zależeć na poprawie statystyk – mówi Piechociński.

Policyjny raport obala również wiele mitów dotyczących wypadków. Okazuje się, że najwięcej było ich w czerwcu, gdy pogoda sprzyja podróżowaniu, podczas gdy najmniej zabitych i rannych było w styczniu.

Potwierdzają to liczby. Wśród głównych przyczyn wypadków są przekroczenie prędkości i łamanie zasad pierwszeństwa przejazdu. Jednak prawdziwą plagą nadal są pijani kierowcy – w ubiegłym roku byli sprawcami niemal 10 proc. wypadków, w których śmierć poniosło 450 osób, a prawie 5 tys. zostało rannych.