Właściciele sieci uznali, że franczyza daje im lepszą kontrolę nad punktem działającym pod ich logo, w tym nad jakością oferowanych tam usług i teraz stawiają na taką współpracę.

Dla przyszłych inwestorów oznacza to większe wydatki, bo przystąpienie do sieci na zasadzie franczyzy wymaga spełnienia ostrzejszych wymogów. W stacji patronackiej właściciel był sobie panem, sam decydował o wyglądzie i standardzie. Jego jedynym obowiązkiem było w zasadzie odbieranie paliwa i innych produktów od koncernu oraz umieszczenie w widocznym miejscu logo sieci.

- Franczyza to dostosowanie punktów do standardów obowiązujących w danej sieci. A te rosną, bo stacje coraz bardziej rozbudowują swoją ofertę, przez to, że marża na paliwie jest coraz niższa i coraz mniej się na niej zarabia – zauważa Adam Wroczyński, analityk Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych.

Dlatego na stacjach pojawiają się już nie tylko sklepy, kąciki gastronomiczne, myjnie, ale i place parkingowe. Na tych dodatkowych usługach można zarobić od 5 do nawet 30 proc. To jednak znacząco podnosi koszty inwestycji. Samo wyposażenie sklepu to wydatek 50-70 tys. zł. O ile jeszcze dwa lata temu można było więc wybudować stację za 2,5 mln zł, to dziś potrzeba na to zdecydowanie ponad 3 mln zł. Znacznie tańsza jest budowa stacji włączanej do sieci ekonomicznej (Bliska lub Optima). Na taką wystarczy ok. 1 mln zł.

- Trzeba jednak pamiętać, że wybór tańszej sieci niesie ze sobą jednak nie tylko niższe nakłady inwestycyjne, ale także mniejszą ofertę dla klientów – podkreślają analitycy ARSS. 

Jak wynika z najnowszego raportu Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych obecnie franczyzę można nawiązać z ośmioma sieciami, rozwijanymi przez sześć firm. Mowa o Orlenie, Bliska, Lotosie, Optimie, BP, Stellu, Statoil czy sieci Moya. Pod tymi markami działa już 3,2 tys. stacji z czego ponad 900 to stacje działające na zasadzie franczyzy.

Więcej muszą też wydać właściciele działających już stacji. Poza zmianą wizualizacji muszą one jeszcze dostosować swoje stacje do nowych unijnych przepisów stawianych przez przepisy ochrony środowiska. Należy to uczynić do 31 grudnia 2012 r.


- Mowa o zainstalowaniu zbiorników dwupłaszczowych, zamiast jednopłaszczowych, wyposażonych w monitoring przestrzeni międzypłaszczowej. Dlatego wejście do sieci, do czego się przymierzam, oznacza dla mnie wydatek nawet 200 tys. zł – tłumaczy Andrzej Potocki, właściciel niezależnej stacji pod Warszawą.

Zakup nowego zbiornika to wydatek rzędu 50 – 65 tys. zł. Taniej kosztuje dystrybutor czterostanowiskowy - około 50 tys. zł. Na rynku wtórnym można go kupić za 10 tys. zł.

Franczyzobiorcy mogą jednak liczyć na pomoc franczyzodawcy. Według raportu przygotowanego przez ARSS to on zazwyczaj dostarcza wszystkie elementy brandingowe, takie jak wiaty, czy pylony cenowe. Poza tym franczyzodawca na swój koszt wykonuje także część prac modernizacyjnych na stacji partnera.

Na co właściciel stacji musi się zgodzić w zamian? Przede wszystkim na lojalność zakupową.

Franczyzobiorca, podpisując umowę zobowiązuje się tym samym do zakupu paliwa i innego asortymentu, który będzie sprzedawał na stacji tylko u swojego franczyzodawcy po ustalonych wspólnie cenach. Ich poziom zależny jest od potencjału sprzedażowego danej lokalizacji - im większa jest sprzedaż na stacji, tym większe zakupy paliwa od franczyzodawcy i tym niższa cena.

We franczyzie paliwowej nie ma opłat za działanie w ramach sieci wyrażonych w procentach od obrotów jak to jest w innych branżach. Jak tłumaczy Adam Wroczyński, na ogół jest ona wliczona w cenę dostarczanego towaru. Ale wraz z rozwojem usług dodatkowych, w tym zwłaszcza oferty gastronomicznej trzeba będzie liczyć się z tym, że taką opłatę trzeba będzie ponosić.

Argumentem za przyłączaniem się niezależnych stacyjników, których jest ponad 3 tys. do sieci franczyzowych jest obserwowany już od kilku lat spadek obrotów stacji niezależnych w stosunku do sieciowych.

– Faktycznie ma to miejsce. W moim przypadku jest to po kilka procent w skali roku. Jest oczywiście związane z tym, że klienci mają coraz większe zaufanie do marek – mówi Andrzej Potocki. Średnio stacja paliw pod znanym brandem sprzedająca około 150 tys. litrów przynosi około 75-80 tys. zł zysku na czysto. Najlepsze obiekty osiągają jednak kilkaset tysięcy złotych miesięcznie.