Dolar rośnie w siłę, ropa na giełdach nie tanieje, koncerny żyłują marże, aby poprawić roczny wynik i wypłacić inwestorom dywidendę, a koszty ponosi klient. Ci kierowcy, którzy jeżdżą autami z silnikami przystosowanymi do biodiesla (olej wyprodukowany w 100 proc. z roślin oleistych, głównie rzepaku), mają dodatkowe zmartwienie – jazda na ekologicznym paliwie przestała się im opłacać.

W ciągu czterech tygodni litr BIO100 sprzedawanego m.in. na stacjach PKN Orlen, podrożał o 1 zł i w detalu kosztuje nawet 5,8 zł, o 20 – 30 gr więcej niż zwykły ON.

– Kiedyś po ekodiesla ustawiały się kolejki. Od tygodnia przez wąż dystrybutora nie przepłynęła nawet kropla paliwa – mówi pracownik podwarszawskiej stacji paliw. – Zepsuł się i nie wiadomo, kiedy zostanie naprawiony – dodaje i puszcza oko. Dystrybutora nie opłaca się przywracać do życia – klienci nie będą przecież lali droższego i gorszego paliwa.

Abstrakcyjnie wysokie ceny biodiesla zafundowali kierowcom politycy. – To efekt zmian w podatkach. Najpierw w kwietniu zniknęła ulga dla biokomponentów, a 18 listopada weszła w życie ustawa precyzyjnie określająca opłatę paliwową od biodiesla. Przez to właściwie z dnia na dzień paliwo podrożało o kilkadziesiąt groszy – tłumaczy Urszula Cieślak, kierownik biura analiz w firmie Reflex.


Dodaje, że mimo nieopłacalności handlu ekologicznym olejem napędowym koncerny oficjalnie nie wycofają się z jego sprzedaży. Pomaga im on realizować narodowy cel wskaźnikowy. Określa on obowiązkową średnią zawartość biokomponentów w paliwach. W tym roku wskaźnik wynosi 6,2 proc., a w przyszłym podskoczy do 6,65 proc.

– W kontekście obowiązujących uregulowań prawnych sprzedaż BIO100, mimo wzrostu akcyzy, pozostaje dla PKN Orlen jedyną, choć nierentowną, drogą do spełnienia rosnącego co roku narodowego celu wskaźnikowego – mówi Beata Karpińska z biura prasowego Orlenu.

Teraz stacje będą udawały, że sprzedają biodiesla, koncerny – że osiągają narodowy cel wskaźnikowy, a rząd – że osiąga lepsze wpływy do budżetu dzięki wyższemu opodatkowaniu biodiesla. Kierowcy też będą udawali – kupią w spożywczym olej jadalny i zamiast na patelnię, wleją go do baków. Bo myślenie ekologiczne łączy się z myśleniem ekonomicznym. Politykom wydaje się, że jest zupełnie odwrotnie.