Wczoraj za baryłkę ropy naftowej brent na giełdzie w Londynie płacono nieco ponad 108 dolarów. Ostatni raz surowiec był tak tani 21 lutego. Biorąc pod uwagę kurs dolara, wtedy polskie koncerny kontraktowały ropę po 310 złotych, podczas gdy wczoraj mogły to robić po 303 złote.

Mimo to paliwo w hurcie jest droższe niż pod koniec lutego - za litr benzyny 95 w PKN Orlen zapłacić trzeba 3,86 złotego netto, czyli o 6 groszy więcej niż przed czterema miesiącami. Olej napędowy jest droższy o 2 grosze. - Koncerny zawsze mniej chętnie i z większym opóźnieniem obniżają ceny, niż je podnoszą - tłumaczy Jakub Bogucki, analityk rynku paliwowego z firmy E-petrol.

Ale i tak jest taniej. Na większości stacji w Polsce benzyna kosztuje w granicach 5 złotych. Na stacjach supermarketowych i samoobsługowych nawet 4,8 - 4,9 złotego. To efekt konkurencji, którą zaostrzył Orlen, wprowadzając dokładnie tydzień temu promocję - tankując przynajmniej 30 litrów paliwa na jednej z 300 wybranych stacji płockiego koncernu, otrzymać można rabat w wysokości 10 gorszy na każdym litrze benzyny 95.

To spowodowało, że detaliczne ceny automatycznie obniżyły także inne koncerny, m.in. Łukoil, Lotos czy BP. Zdaniem analityków, jeżeli cena baryłki nadal będzie spadała, a dolar się nie umocni, to możliwe, że jeszcze w lipcu tankowali będziemy po 4,7 złotego.