Wyższy VAT, opłata paliwowa, zapowiedziana na 1 maja likwidacja ulgi biokomponentowej – tylko te zmiany w tegorocznych przepisach podwyższają cenę litra paliwa o 13 – 16 groszy. A na tym nie koniec.

Jak dowiedział się „DGP”, jeszcze w maju minister gospodarki ma podpisać rozporządzenie, które obliguje zdecydowaną większość stacji paliw do montażu specjalnych urządzeń służących do odzyskiwania oparów paliwa ulatniających się podczas tankowania. Koszty modernizacji stacji branża szacuje na około 330 mln zł i sugeruje, że przerzuci je na klientów.

Do zainwestowania kolejnych 540 mln złotych branża może zostać zmuszona przez Główny Urząd Miar, który domaga się, aby wszystkie stacje zalegalizowały zbiorniki magazynowe.

Winnych szukaj w Brukseli

Konieczność montażu pochłaniaczy oparów paliwa resort gospodarki tłumaczy obowiązkiem dostosowania przepisów do unijnej dyrektywy 2009/126/WE. Dodaje przy tym, że w Polsce już od 2005 roku istnieje obowiązek montażu specjalnych pochłaniaczy, jednak ma on zastosowanie wyłącznie w przypadku nowobudowanych i przebudowywanych stacji, w dodatku tych, które rocznie sprzedają więcej niż 1,5 mln litrów paliwa (roczna średnia dla wszystkich stacji to ok. 3 mln litrów benzyny i oleju napędowego na jedną stację). Tymczasem nowe przepisy wymagają, aby w takie same systemy wyposażone były wszystkie stacje.

– Dla dużych koncernów to nie problem, bo ich stacje są stosunkowo młode i już mają zainstalowane takie urządzenia. Gorzej sprawa wygląda w przypadku niezależnych stacji – mówi Leszek Wieciech, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Z obliczeń samego resortu gospodarki wynika, że spośród wszystkich 6,7 tys. stacji działających na polskim rynku około 2,6 tys. nadal nie ma pochłaniaczy. Każda będzie musiała wydać na urządzenia średnio po 130 tys. zł. – To dla nich ogromny wydatek, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy mocno spadły marże – uważa Wieciech i dodaje, że stacje będą musiały dostosować się do nowych wymogów najpóźniej w przyszłym roku.

Stacje będą się ratowały, podnosząc marże. – Aby instalacja pochłaniacza zwróciła się w ciągu dwóch lat, na każdym litrze paliwa będę musiał zarabiać przynajmniej 5 – 7 groszy więcej. W przeciwnym wypadku pozostanie mi zwinięcie interesu – mówi „DGP” właściciel małej stacji w Białobrzegach. Niewykluczone jednak, że zanim w ogóle jeszcze zaciągnie kredyt na pochłaniacz, to zostanie zmuszony do innej inwestycji – legalizacji zbiorników, w których magazynuje paliwo.


Spór o interpretację

Ten problem dotyczy wszystkich stacji. Pojawił się dokładnie 19 października ubiegłego roku, gdy w życie weszło nowe rozporządzenie ministra gospodarki dotyczące instalacji do ciągłego i dynamicznego pomiaru ilości cieczy. Główny Urząd Miar oraz stacje zupełnie inaczej zinterpretowały przepisy. GUM stwierdził, że wymuszają one na stacjach obowiązek legalizacji zbiorników magazynujących. Ale sami przedstawiciele branży paliwowej twierdzą, że to nonsens. – Obowiązek legalizacji dotyczy już zbiorników w składach podatkowych oraz samych dystrybutorów na stacjach. Legalizacja trzeciego dodatkowego urządzania wyłącznie podniesie koszty – mówi Leszek Wieciech.

Branża paliwowa i GUM przez kilka miesięcy nie mogły dojść do porozumienia, więc sprawa właśnie trafiła do sądu. Jeżeli ten uzna, że rację ma urząd i nakaże stacjom legalizację zbiorników, będzie to oznaczało, że średnio każda z nich będzie musiała wydać po 80 tys. złotych. Koszty przerzucą na klientów. Tylko z tego powodu paliwo może podrożeć o 3 – 5 gr.