Od 1 maja br. motocykliści w Warszawie mogą jeździć po dwóch najdłuższych stołecznych buspasach - na Trasie Łazienkowskiej i na ul. Radzymińskiej. Na razie jest to próba, która potrwa do 19 października 2019 roku. W tym czasie policja i miejscy urzędnicy sprawdzą, czy korzystanie przez motocyklistów z buspasów nie stwarza zagrożenia.

Zanim pozwolono motocyklistom jeździć po buspasach, Komenda Stołeczna Policji wydała negatywną opinię w tej sprawie. Mundurowi podkreślali wtedy, że m.in. buspasy zostały utworzone i zaprojektowane w celu przejazdu zbiorowej komunikacji miejskiej, są przy nich przystanki autobusowe bez zatoczek, które motocykliści mogą wykorzystywać do wyprzedzania autobusów, a aby to zrobić, musieliby przekraczać linię ciągłą, a więc łamać przepisy. Policja zaznaczała jednocześnie, że jej opinia nie jest dla miasta wiążąca.

- Dotychczasowa analiza wskazuje, że nie występują zagrożenia bezpieczeństwa - powiedział Rzeczkowski. Jak podkreślił, od wprowadzenia tej możliwości "minęły dopiero dwa miesiące, więc jest zbyt wcześnie na opinie".

- Policjanci, dbając o bezpieczeństwo w ruchu drogowym, stale monitorują sytuację na buspasach ze szczególnym uwzględnieniem miejsc, po których mogą poruszać się motocykliści - zaznaczył. Dodał, że kontrole drogowe przeprowadzane na buspasach ujawniają kierowców samochodów i motorowerów, którzy nie są uprawnieni do poruszania się tą częścią ulicy.

Stołeczny ratusz poinformował, że pod koniec czerwca Zarząd Transportu Miejskiego zapytał przewoźników warszawskiej komunikacji miejskiej o spostrzeżenia kierowców autobusów na ten temat. Zdaniem warszawskich urzędników, Miejskie Zakłady Autobusowe, Mobilis, Europa Express City i Arriva Bus Transport Polska pozytywnie oceniają wpuszczenie kierowców jednośladów na buspasy. Wymienione firmy oznajmiły, że "nie mają zgłoszeń o niebezpiecznych sytuacjach na drodze oraz że ruch motocykli nie miał wpływu na punktualność autobusów".

Jak jednak podkreśliła wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska "pierwsze, dość przychylne oceny kierowców to dobry prognostyk, ale wstrzymamy się jeszcze z ostatecznymi wnioskami". - Poprosimy jeszcze specjalistów o kompleksową analizę funkcjonowania takiego rozwiązania - dodała.

Wyjaśniła jednocześnie, że dwuletni okres testowy wynika m.in. "z potrzeby obserwacji kierujących i motocyklistów w okresach o różnym natężeniu ruchu i w różnych warunkach atmosferycznych".