Garaż w miejscowości Buk pod Poznaniem - to tam bracia Marcin i Michał Bielawscy z pomocą dwóch kolegów z podstawówki stworzyli jednoślad, który początkowo nazwali po prostu "polski pojazd". Pod tą enigmatyczną nazwą krył się rower z silnikiem wspomagającym (spalinowy lub elektryczny) i sterowaniem za pomocą smartfona. 

- Prace nad pojazdem trwały trzy lata, musiał się spodobać, bo udało nam się zebrać na niego niemal 70 tys. zł. Jakby tego było mało, na targach iENA (red. jednej z najstarszych na świecie wystaw wynalazków i innowacji) w Niemczech dostaliśmy złoty medal - mówi dziennik.pl Marcin Bielawski.

Teraz po roku od pokazania prototypu pora na kolejny krok. Plany są ambitne - bracia Bielawscy chcą wystartować z produkcją. Znana jest już nawet nazwa, z którą zamierzają podbijać świat.

- Nazwa "Kosynier" przypadła nam do gustu ze względu na skojarzenia z zadziornością czy walecznością. Takie mają być nasze pojazdy. Istotne było też to, aby cudzoziemcy nie mieli problemów z wymówieniem nowej polskiej marki - wyjaśnia nam Michał Bielawski.

- W naszej miejscowości nazwa nikogo nie dziwi. Lokalnie pamięć o Kosynierach Bukowskich jest niezwykle żywa. Stąd pojawiła się ona naturalnie - mówi Marcin.

Konstruktorzy zapowiadają, że już niebawem odsłonią wszystkie karty - gotowy ma być pierwszy model roweru z silnikiem.

- Ten projekt powali - zapowiada dumnie Marcin. I powołuje się na mocne wsparcie. - Do naszej grupy dołączył Mateusz Przystał, który brał udział przy projektowaniu najnowszego ferrari 488 GTB. Dla nas zaprojektował limitowaną wersję pojazdu, nawiązującą do pierwszych motocykli bijących rekordy prędkości na wyschniętych, słonych jeziorach w USA - ujawnia.

Obecnie twórcy Kosyniera kończą testy akumulatorów i silników elektrycznych. Sprawdzają, które najlepiej będą spisywać się w konstrukcji ich pojazdu. Przeprowadzają także testy w Bieszczadach - próbowali m.in. wjechać na górę, na którą nie ma drogi dojazdowej tylko szlak pieszy.

- Ten nietypowy test pozwolił nam przetestować wytrzymałość podzespołów, ramy, ale przede wszystkim akumulatorów. Przy ujemnej temperaturze i dużym obciążeniu sprawdziły się idealnie. Teraz chcemy wystartować z produkcją - mówi Marcin.

W jaki sposób planują sfinansować ten śmiały i kosztowny plan? - Chcemy przekonać internautów na całym świecie, aby wsparli nasz projekt. Dzięki temu będziemy mogli ruszyć intensywnie z produkcją. Chcemy skupiać się przede wszystkim na eksporcie do Niemiec, Japonii i USA - zapowiada Michał Bielawski.

Konstruktorzy podkreślają, że zależy im, by kosynier powstał z części wykonywanych w Polsce, najlepiej ręcznie i z najlepszej jakości materiałów. Dostawcami większości elementów będą małe warsztaty rzemieślnicze.