Pierwsze wrażenie - wygląda super, co potwierdzają rozmarzone westchnienia kolegów… Od razu widać, że gabarytowo to niezbyt duża maszyna ale z pewnością drzemie w niej zawadiaka. Po bliższych oględzinach daje się zauważyć drobne smaczki, takie jak wyraźnie wystylizowane wloty powietrza w czaszy czy też zakończony ostrymi krawędziami ogon. Te i kila innych elementów nie pozwolą nawet laikowi pomylić się w ocenie sytuacji. Definitywnie mamy do czynienia z "przecinakiem" lub "szlifierką".

Podobno nie można zrobić drugi raz pierwszego wrażenia, natomiast w tym wypadku to chyba jednak możliwe. Przy moim wzroście (188 cm) ten ważący zaledwie 187 kg motocykl wydaje się naprawdę mały. Zapewne jest to zasługa krótszego rozstawu osi i niższej o 9 kg wagi w stosunku do poprzedniego modelu z tej linii. 

Znajdujące się praktycznie w jednej płaszczyźnie z siedziskiem manetki w połączeniu z rozmiarami wymuszają mocno sportową pozycję, która może być dokuczliwa na dłuższych dystansach, ale w końcu mamy tu do czynienia z prawdziwie rasowym sportem czyż nie?


Przejdźmy do najważniejszego, czyli wrażeń z jazdy. Ocena nie będzie pełna, ponieważ nie dane mi było przetestować nowe wcielenie GSX-R 2011 w warunkach ekstremalnych czyli na torze… Chociaż nie powiem żeby jazda po ulicy nie dostarczyła takich wrażeń - dziury i kierowcy czterech kółek to już wystarczające ekstremum!

Przekręcam kluczyk, na chwilę zapalają się wszystkie kontrolki a analogowy obrotomierz pokazuje ile potrafi, wciskam zapłon i maszyna Suzuki przemawia do mnie w charakterystyczny dla siebie sposób. Mimo upływu lat i modyfikacji i zmian konstrukcyjnych motocykle z wyścigowej japońskiej stajni nie tracą tego czegoś. Nadal mruczą do nas w jedyny dla siebie sposób.

Pierwsze metry, a później kilometry nie sprawiają większego problemu. Zgranie z maszyną następuje po stosunkowo krótkim czasie i pozwala na cieszenie się z jazdy. Mały i zarazem lekki sprzęt dostarcza dużej frajdy. Bez trudu daje się układać w zakręty i zejść na kolano.


Ponad 120 KM mocy plus nowa charakterystyka plus niższa masa dają w sumie dynamiczną jazdę przez duże "D" przy akompaniamencie silnika kręcącego się do 15 tys. Te motocykle to uwielbiają a ich właściciele chyba jeszcze bardziej. Dynamiczne ruszanie może zaowocować "lekkim przodem" ale odpowiedni balans ciałem szybko ucina zapędy do "pójścia na gumę".

Podsumowując. Czy nowy GSX-R 600 może się podobać? Moim zdaniem odpowiedź w większości przypadków będzie brzmiała twierdząco. Czy jest to sprzęt dla każdego? Z pewnością nie. 

Dla kogo? Pomijając fakt, że należało by ten motocykl ubrać w torowe wdzianko i tam go dosiadać to generalnie rzecz biorąc jego przyszły właściciel powinien mieć na koncie co najmniej kilka sezonów na kilku mniejszych maszynach, że nie wspomnę o 15-20 "kilogramocentymetrach" mniej ode mnie. Jeżeli więc spełniacie powyższe warunki i chcecie mieć małego zawadiakę w swoim garażu to droga wolna :)