- W poniedziałek zostanie uruchomiona nowa edycja systemu CEPiK, czyli Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców. Jest to chyba największy projekt administracji w Polsce, a być może w całej Europie - powiedziała minister cyfryzacji Anna Streżyńska.

Razem z wdrożeniem CEPiK rząd zaostrza i zmienia zasady przeprowadzania badań technicznych pojazdów. Jedną z najważniejszych różnic w porównaniu do przepisów przed nowelizacją jest to, że od 13 listopada za przegląd trzeba będzie płacić z góry. I to niezależnie od tego, czy samochód pomyślnie przejdzie kontrolę, czy nie. W przypadku wykrycia usterki nie będzie możliwości przerwania badania i dokonania naprawy. Nie ma też co liczyć na zwrot pieniędzy.

Od zasady pobierania płatności przed kontrolą stanu technicznego będzie wyjątek w przypadku rozliczenia usługi na podstawie faktury VAT z odroczonym terminem płatności. Rozwiązanie to ma ułatwić działalność przedsiębiorcom, np. zarządzającym flotą samochodową.

Trudniej o badanie techniczne auta, ale nie zawsze z kwitkiem

Zmiany dotyczą również samego badania i zapisywania informacji o nim. - Jeśli diagnosta znajdzie usterkę skutkującą wynikiem negatywnym badania technicznego będzie zobligowany do określenia jego wyniku jako "negatywny" i przekazania do Centralnej Ewidencji Pojazdów informacji o tym fakcie wraz z kodem usterki - powiedział dziennik.pl Mikołaj Krupiński, rzecznik Instytutu Transportu Samochodowego.

Cóż to za kody? Otóż usterki stwierdzone w trakcie badania technicznego dzieli się na trzy grupy. W pewnych przypadkach diagnosta może sam zdecydować, do której grupy kwalifikują się dane problemy:

1) usterki drobne - bez istotnego wpływu na bezpieczeństwo ruchu drogowego i ochrony środowiska (np. niekompletny trójkąt ostrzegawczy lub jego brak);
2) usterki istotne - mogące naruszać bezpieczeństwo ruchu drogowego i ochrony środowiska (m.in. luzy w zawieszeniu, luzy w układzie kierowniczym, sygnalizacja awarii systemów bezpieczeństwa, brak legalizacji zbiornika LPG, uszkodzone przewody hamulcowe, przyciemnione szyby przednie);
3) usterki stwarzające zagrożenie - stanowiące bezpośrednie i natychmiastowe zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego i ochrony środowiska w stopniu uniemożliwiającym używanie pojazdu w ruchu drogowym, niezależnie od okoliczności (wyciek paliwa, brak korka wlewu paliwa lub nieszczelny korek, obluzowany i niesprawny układ wydechowy).

- Informacje o wszystkich potencjalnych usterkach trafią do CEP, ale w przypadku pierwszej grupy pojazd przejdzie badanie techniczne - tłumaczy nam Krupiński - Usterki z grupy 2. i 3. dyskwalifikują pojazd do dalszej jazdy, a kierowca będzie zobligowany do ich usunięcia w okresie 14 dni i ponownego wykonania badania pod ich kątem - wyjaśnia przedstawiciel ITS.

Za ponowną weryfikację na tej samej stacji kierowca zapłaci od 13 do 36 zł, w zależności od wagi usterek. Będzie można też po 14 dniach oraz w innej SKP wykonać badanie, ale wówczas kontrola zostanie przeprowadzona w pełnym zakresie, a to skutkuje pełną opłatą jak za badanie pierwotne (ok. 100 zł), w którym stwierdzono defekty.

Tymi zmianami rząd chce zlikwidować zjawisko "turystyki" kierowców od jednej stacji diagnostycznej do drugiej, aż do uzyskania pieczątki w dowodzie rejestracyjnym.

Cena przeglądu? Taryfikator za badania techniczne pozostaje po staremu. Za kontrolę motocykla i ciągnika zapłacimy 62 zł, za samochodu osobowego - 98 zł, a za auto z instalacją LPG - 161 zł.

Nowe przepisy zagęszczą sito

- Aktualnie szacuje się, że tylko ok. 2 proc. pojazdów nie przechodzi obowiązkowego badania stanu technicznego, podczas gdy np. w Niemczech - gdzie park samochodowy jest młodszy - ok. 20 proc. Można zatem oczekiwać wzrostu liczby badań technicznych zakończonych wynikiem negatywnym, czyli stwierdzeniem usterek istotnych lub zagrażających bezpieczeństwu ruchu drogowego i ochronie środowiska - powiedział nam Krupiński.

Czyli biorąc pod uwagę niemieckie realia może być tak, że w optymistycznym przypadku co piąty samochód nie zaliczy badań.

Używany samochód z historią

Dzięki rządowej zmianie przepisów do Centralnej Ewidencji Pojazdów ma trafiać więcej danych. I tak w CEP będą zbierane informacje o zabezpieczeniach na pojeździe, w tym jego zajęciu przez komornika czy o zabezpieczeniu majątkowym. Dzięki temu kierowca zastanawiający się nad kupnem auta używanego będzie mógł uniknąć bolesnej/kosztownej wpadki.

Nowelizowane przepisy zakładają też, że obok zakładów ubezpieczeń także Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny (UFG) będzie zobowiązany do przekazywania do CEP informacji o szkodach istotnych, do jakich doszło w aucie podczas wypadku - w przypadku pojazdów nieubezpieczonych.

Straż Graniczna zatrzyma dowód rejestracyjny

Nowe przepisy dają także Straży Granicznej możliwość zatrzymywania dowodów rejestracyjnych pojazdów i pozwoleń czasowych na prowadzenie auta. W efekcie SG nie będzie musiała czekać na policję (jak do tej pory) a informację o "zabraniu dowodu" będzie musiała przekazać do CEP.