Rudnik nad Sanem - właśnie tam mieszka Jerzy Czaja, były żołnierz zawodowy (spadochroniarz) w 16 batalionie powietrzno-desantowym w Krakowie i właściciel mitsubishi carisma, które przejechało już ponad milion kilometrów.

"Milionerka" jest srebrna. Pod maską silnik Diesla 1.9 DID/90 KM. Przez 17 lat przejechała 1 001 112 km. Większość przebiegu po polskich drogach i… bez poważniejszych awarii. Gdzie tkwi tajemnica niezniszczalności tego auta?

Jerzy Czaja przyznaje, że przygoda a carismą zaczęła się od wypadku innym autem - samochód nadawał się jedynie na złom. Jako fan japońskiej motoryzacji naturalnie poszukiwał produktu japońskiej marki. Okazja pojawiła się "pod nosem" - sąsiadka sprzedawała dwuletnią mitsubishi carismę, którą mąż sprowadził ze Szwajcarii. Kobieta zdecydowała się sprzedać auto po śmierci męża - sama nie miała prawa jazdy. 

Sam nie wiem kiedy to zleciało… Kiedy usiadłem za kierownicą już mojej carismy jej licznik pokazywał zaledwie 50 tys. km przebiegu, odpaliłem silnik, jedynka i licznik zaczął się kręcić… - wspomina Czaja i przyznaje, że carisma nigdy nie zaskoczyła go awarią. Najdłuższe trasy tym autem przejechał do Norwegii, Francji, podróże po Europie. Samochód był jego biurem na kołach, kiedy prowadził firmę. Wcześniej budowaliśmy dom - w tamtych czasach musiałem jeździć po Polsce w poszukiwaniu materiałów - dodaje.

Były spadochroniarz przyznaje, że w latach 90. taki samochód wyglądał trochę jak z kosmosu… Jego zdaniem carisma robiła wrażenie.

Wówczas dobrze wyposażone samochody były rzadkością - na drogach królowały maluchy, duże fiaty, żuki. To auto ma wszystko poza klimatyzacją. Pamiętam, że koledzy zachwycali się śliczną bryłą. No i ten silnik - największą furorę robił właśnie turbodiesel - wszyscy pamiętamy ówczesne realia, osiągi samochodów i jednostki napędowe… Kiedyś przypadkowo spojrzałem na tabliczkę i w ten sposób dowiedziałem się, że moja Carisma to samochód japońskiej marki wyprodukowany w Europie. O tym, że silnik jest zapożyczony od Renault dowiedziałem się, kiedy współpracy odmówił synchronizator trzeciego biegu - ale to tylko delikatna rysa na tle całości. Samochód uważam za świetną, niezawodną konstrukcję. Nawet dziś, kiedy auto się umyje i wyczyści, to na drodze wygląda świetnie, ponadczasowo… - opisuje właściciel "milionerki".


Czaja przyznaje, że każdy, kto zobaczy jego carismę pierwszy raz daje jej co najwyżej 150 góra 200 tys. km przebiegu. Dopiero, kiedy usiądzie na miejscu kierowcy zaczyna wierzyć, że przejechał ponad milion kilometrów - fotel jest już tak wysiedziany, że człowiek zapada się w nim jak w sportowe siedzenie kubełkowe. 

W czasach świetności uwielbiałem komfort, jaki dawało wnętrze tego auta - zwłaszcza tylna kanapa z podłokietnikiem na środku pozwalała na relaks. Carismę uważam za praktyczny i rozsądnie zaprojektowany samochód - piąte drzwi kryją pod sobą wystarczającą przestrzeń, aby przewieźć bagaż całej rodziny. Przez 17 lat sprawdziłem to wielokrotnie... Dziś już pojawiają się ogniska korozji, ale uważam, że samochód tak, jak człowiek, powinien starzeć się z godnością - ludzie z wiekiem nie muszą wstydzić się siwych włosów, a samochód z takim przebiegiem na karku ma prawo do rdzy… - mówi dumny kierowca.

Jak jest ze spalaniem? Na ile wystarcza zbiornik paliwa?

To jest potężny atut tego auta. Jeżdżąc w trasie, kiedy ten samochód nie stygł, jechałem z Krakowa do Rudnika, z Rudnika do Warszawy, z Warszawy z kompletem pasażerów do Katowic stamtąd do Krakowa i wracałem do Rudnika - w ciągu jednego dnia robiłem 1200-1500 km. Carisma (1.9 DID/90 KM) maksymalnie spalała 4,8 l oleju napędowego na 100 km, przy prędkości ok. 110 km/h. Pamiętam taką reklamę, chyba Fiata, 1100 km na jednym baku - kiedy oni tym się chwalili, to mówiłem znajomym, że ja już od dawna na jednym zbiorniku przejeżdżam 1350 km. Przed wyjazdem na Węgry w Krakowie zatankowałem auto "w szyjkę" - wtedy paliwo było tanie, za pełny bak zapłaciłem ok. 102 zł. Dojechaliśmy na Węgry, nie jest to jakaś potężna odległość, ale na miejscu dwa tygodnie drobnej jazdy i zwiedzania, wróciliśmy do Krakowa, przyjechałem do Rudnika i wybrałem się jeszcze na ryby. Wszystko na tym samym zbiorniku - spalanie - rewelacja - zachwyca się Jerzy Czaja. 


Bardzo lubię zestrojenie skrzyni biegów z silnikiem - kiedy przy 60 km/h mam piąty bieg i wciskam gaz auto przyspiesza. Dla porównania w przypadku dzisiejszych silników Diesla taki manewr nie jest możliwy - sprawdziłem - samochód się dławi. Carisma warta jest pieniędzy jakie za nią zapłaciłem, choć wtedy kosztowała mnie dużo, bo ponad czterdzieści tysięcy złotych - dodaje i jednoczenie przyznaje, że nawet dziś po tylu latach i z rekordowym przebiegiem ufa swojemu Mitsubishi.

W czerwcu 2012 roku wybrałem się Carismą z przyczepką z towarem do Francji. Ładunek ważył kilkaset kilogramów. Samochód średnio spalił ok. 6 litrów na 100 km. Nie zepsuł się - dojechałem na miejsce i wróciłem do Polski bez kłopotów. Oleju ubywa nieznacznie, ale silnik trzyma się znakomicie. Co ciekawe, wcześniej pilnowałem wymiany oleju co 10 tys. km, potem co 15 tys. km, aż wreszcie zacząłem zmieniać olej co 20-25 tys. km - mimo to samochód nawet dziś sprawuje się świetnie. Zimą - kiedy jest minus 15 stopni Celsjusza trzeba silnik trochę pokręcić - trzy, cztery razy kluczykiem aż nagrzeją się świece. Nigdy nie potrzebowałem kabli do reanimacji auta - opisuje.

Były spadochroniarz uważa, że tajemnicą długowieczności jego auta jest tankowanie paliwa dobrej jakości i natychmiastowe usuwanie wszelkich niedomagań. Co zepsuło się na przestrzeni lat?

Wymieniałem łożyska we wszystkich kołach. Jeden wahacz z tyłu - nie wiem dlaczego. Tarcze hamulcowe - używam już chyba piąty komplet. Wymieniałem końcówki wahaczy. Nowy stabilizator był montowany dwukrotnie. Wiosną 2012 roku zaczął wyciekać płyn z układu chłodzenia - została wymieniona uszczelka i to wszystko. Technicznie nic więcej się nie działo. Moja carisma jest cały czas na oryginalnych amortyzatorach - ostatnio byłem na przeglądzie i okazuje się, że spełniają normy. Dwa razy trafiłem… sarnę. W jednym przypadku miałem przez to trochę problemów z policją - w tym samym czasie na innej drodze ktoś srebrnym autem potrącił człowieka. Na szczęście wszystko się wyjaśniło, a ja musiałem wymienić przednią lampę, lusterko i boczną szybę. Kupiliśmy niedawno nowy samochód i żona była już tym autem w serwisie częściej niż ja carismą w ciągu 17 lat - to drobne rzeczy, ale wymagają wizyty w warsztacie… - wspomina.

Carismę cenię za niezawodność i ekonomię. Na przestrzeni tylu lat i po przejechaniu ponad miliona kilometrów - powiem, że zakup tego mitsubishi to dobrze wydane pieniądze. Ten samochód ma już u mnie dożywotnie miejsce w garażu. Zostaje w rodzinie - zasłużyła sobie… - powiedział Jerzy Czaja.