• ~wiesiek
    (2015-06-26 20:48)
    Jak wynika z powyższego ironiczne, jakkolwiek ostrożne i umiarkowane uwagi prof. Kuźniara
    czy też zgoła bezczelne i absurdalne insynuacje, ataki i krytyka pod adresem Andrzeja Dudy czy Beaty Szydło ze strony liderów trzymajacej władzę kliki POWSI-PSL, panicznie przerażonych perspektywą nieuniknionej utraty władzy, intratnych stołków i apanaży gwarantujących im beztroskie, gnuśne życie - są całkowicie bezpodstawne.



    POLSKA PRZEDE WSZYSTKIM MUSI STARAĆ SIĘ O DOBRE STOSUNKI ZE WSZYSTKIMI SĄSIADAMI, TAKŻE O POPRAWIENIE RELACJI Z ROSJĄ, JEŻELI TO OKAŻE SIĘ MOŻLIWE NA ZASADACH WZAJEMNEGO SZACUNKU. OCZYWIŚCIE JEŻELI ROSJA ZANIECHA POLITYKI AGRESJI.

    POLSKA POWINNA UREGULOWAĆ WSZELKIE HISTORYCZNE ZASZŁOŚCI Z UKRAINĄ I POMAGAĆ UKRAINIE W JEJ TRUDNOŚCIACH, W REFORMOWANIU GOSPODARKI I PAŃSTWA I W WEJŚCIU DO UE, NAWIĄZAĆ Z UKRAINĄ BLIŻSZĄ, SZERSZĄ, WSPÓŁPRACĘ GOSPODARCZĄ BO SUWERENNA UKRAINA TO BEZPIECZNIEJSZA POLSKA I BEZPIECZNIEJSZA EUROPA.


    Prezydent Lech Kaczyński realizował postawione sobie bardzo ambitne, ważne dla Polski oraz innych państw ale możliwe do zrealizowania zadanie skupienia wokół Polski państw Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej od Odry po Dniepr i od Bałtyku po morza Adriatyckie, Czarne i Kaspijskie.


    Tak pomyślany blok, zdolny dzięki źródłom kaspijskim do samodzielności energetycznej, silny potencjałem terytorialnym i ludnościowym, wsparty sojuszem z USA i udziałem w UE, mógłby odgrywać samodzielną rolę między Niemcami i Rosją, znaczącą rolę w Europie i w świecie co było marzeniem prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    PRZY WSPÓŁPRACY Z UE, NATO A PRZEDE WSZYSTKIM Z AMERYKANAMI ALE I Z ZAPRZYJAŹNIONYMI PAŃSTWAMI EUROPY ŚRODKOWEJ I POŁUDNIOWO-WSCHODNIEJ, POLSKA POWINNA BUDOWAĆ WŁASNE SZEROKO ROZUMIANE BEZPIECZEŃSTWO (TAK GOSPODARCZE JAK I POLITYCZNE, MILITARNE), ODBUDOWUJĄC WŁASNY PRZEMYSŁ OBRONNY DALEJ UNOWOCZEŚNIAĆ I WZMACNIAĆ WŁASNĄ ARMIĘ, SZKOLIĆ I WYCHOWYWAĆ OBYWATELI, W PATRIOTYŹMIE I W DUCHU ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA BEZPIECZEŃSTWO OJCZYZNY, ZA BEZPIECZEŃSTWO NAS WSZYSTKICH, NASZYCH DZIECI, WNUKÓW I PRZYSZŁYCH POKOLEŃ, ABY UCZYNIĆ POLSKĘ TAKĄ O JAKIEJ MARZYŁ LECH KACZYŃSKI.
  • ~wiesiek
    (2015-06-26 20:54)
    Jan Kulczyk odznaczony przez Bronisława Komorowskiego

    Rzutem na taśmę. Miliarder Jan Kulczyk został odznaczony przez szykującego się do wyprowadzki z pałacu Bronisława Komorowskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Ustępujący prezydent przyznał mu to wyróżnienie za "wybitne zasługi w działalności na rzecz wspierania oraz promowania polskiej kultury i dziedzictwa narodowego". Order trafił również do Andrzeja Klesyka - prezesa zarządu PZU.

    - Wolność gospodarczą warto zaprzęgać w działanie na rzecz ważnych dzieł w obszarze kultury – mówił dziś prezydent Bronisław Komorowski, który w trakcie uroczystości w Pałacu Prezydenckim wręczył odznaczenia państwowe m. in. "zasłużonym mecenasom kultury i dziedzictwa narodowego".

    Jak podkreślił Bronisław Komorowski, "cząstką polskiej wolności jest wolność gospodarcza". W trakcie uroczystości ustępujący prezydent wręczył Janowi Kulczykowi order „Odrodzenia Polski” czwartej (z pięciu) klasy: Krzyż Oficerski. To samo wyróżnienie trafiło do prezesa Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń, Andrzeja Klesyka.


    Ujawnione akta afery taśmowej odsłaniają działanie styku polityki i biznesu w III RP. W restauracjach, w tym, w restauracji bossa z Łukoila, obok polityków, kolesi z PeŁO kilkanaście razy nagrano Jana Kulczyka, Zygmunta Solorza i Michała Sołowowa. Również bossów spółek paliwowych, banków i ubezpieczalni.

    Po roku śledztwa i intensywnych działań służb specjalnych afera taśmowa cały czas pozostaje nierozwiązana. Z ujawnionych w internecie skanów akt postępowania prowadzonego przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga wynika, że skala nielegalnego nagrywania w warszawskich restauracjach najważniejszych osób w państwie była gigantyczna. Kelnerzy, którzy uczestniczyli w tym procederze, podczas przesłuchań nie tylko nie byli w stanie podać nazwisk wszystkich nagranych osób, lecz także precyzyjniej określić liczby zarejestrowanych rozmów. Można więc szacować, że taśm z nagraniami może być nawet kilkaset. Wszystkie mają znajdować się na amerykańskim serwerze w tzw. chmurze. Śledczym udało się zgromadzić tylko 21 nagrań. Jakie tajemnice kryje afera taśmowa?

    jak twierdzi Łukasz N. – nagrywanie gości restauracji zaproponował mu biznesmen Marek Falenta. Kelner przystał na ofertę. Tak w prokuraturze tłumaczył motywy swojej decyzji: „(...) Marek Falenta powiedział, że może na tym zarobić nawet miliard i uczynić mnie bogatym. Kiedy powiedziałem, że mogę nagrywać biznesmenów w salkach VIP, on powiedział, że OK, że to może być strzał życia. (...) Cały czas mówił, że będzie z tego kasa. Powiedział mi, że teraz informacja jest w cenie i że skoro u mnie w restauracji spotykają się biznesmeni, to warto, żeby on miał te informacje, kto z kim robi jaki interes, jakie akcje kupić lub sprzedać”.

    Była dziewczyna Łukasza N., Ukrainka Oksana T., podczas przesłuchania w prokuraturze stwierdziła: „Znając Łukasza, jeśli on to zrobił i nagrywał, to zrobił to dla pieniędzy. Jeśli ktoś mu zaproponował duże pieniądze, to Łukasz mógł dokonać takich nagrań”.

    Łukasz N. do udziału w nielegalnym „biznesie” przekonał Konrada L. Na nielegalnym nagrywaniu rozmów nie zarobili jednak obiecanych milionów. Z akt prokuratorskiego śledztwa wynika, że w sumie zgarnęli zaledwie 120 tys. zł. Większość tej kwoty przypadła Łukaszowi N. On sam miał zresztą nie wytrzymać napięcia. Obecnie pracujący – jak twierdzi „Super Express” – w jednej z restauracji na krakowskim rynku kelner próbował nawet popełnić samobójstwo.

    Konrad L. przyznał, że nie tylko nie rejestrował wszystkich rozmów, ale część nagrań kasował po odsłuchaniu. „Wszystkie prywatne rozmowy, które zarejestrowałem, o charakterze rodzinnym albo czysto towarzyskim, od razu kasowałem albo ich wcale nie rejestrowałem” – powiedział śledczym L. Tłumaczył, że wynikało to z kwestii moralnych i „braku wartości dla Marka Falenty”. Z tych właśnie powodów nie nagrywał spotkań Grażyny Piotrowskiej-Oliwy. „Ona w Amber Room miała zwyczaj spotykać się albo z mężem, albo z koleżankami, dlatego ja nie nagrywałem tych spotkań, a Łukaszowi wskazywałem, że nie zdążyłem umieścić pendrive’a w odpowiednim miejscu albo nastąpił błąd urządzenia. Ja robiłem selekcję, aby odnosić się tylko do rozmów biznesowych i politycznych, innych nie rejestrowałem” – wyjaśniał śledczym Konrad L. Zeznał, że właśnie z tego powodu nie nagrał również spotkania Jerzego Buzka, byłego szefa Parlamentu Europejskiego, z miliarderem Janem Kulczykiem.

    Konrad L. nie miał jednak skrupułów, nagrywając inne spotkania z udziałem Kulczyka. W sumie miał zarejestrować nawet kilkanaście rozmów z udziałem miliardera. Wśród nich te, które ten prowadził m.in. z Pawłem Grasiem (byłym rzecznikiem rządu Donalda Tuska), ówczesnymi wiceministrami skarbu: Pawłem Tamborskim i Rafałem Baniakiem czy R a d k i e m S i k o r s k i m, ówczesnym szefem MSZ. Jednak nie tylko Kulczyk padł ofiarą kelnerów. Lista biznesmenów, których rozmowy zostały nielegalne nagrane, jest dłuższa. Wśród nich są m.in. inni miliarderzy: Michał Sołowow i Zygmunt Solorz. Według kelnerów istnieją też nagrania z rozmów prowadzonych przez Wojciecha Sobieraja, prezesa Alior Banku, Andrzeja Klesyka, prezesa PZU, Jakuba Karnowskiego, prezesa PKP. Wśród nagrań ujawnionych przez „Wprost” znalazły się dwa z udziałem Jacka Krawca, prezesa PKN Orlen. W sumie tygodnik ujawnił sześć taśm, które przekazał następnie do prokuratury.

    To niejedyne nagrania posiadane przez śledczych. W ramach prowadzonego postępowania udało się im zdobyć plik z zarejestrowanym spotkaniem Zbigniewa Jagiełło, prezesa PKO BP, i Mateusza Morawieckiego, prezesa BZ WBK, z ówczesnymi członkami zarządu PGE. Oprócz tego prokuratura posiada też nagranie rozmowy, w której uczestniczyli Paweł Prządka, prezes PGE Obrót, oraz Wiesław Klimkowski, prezes PCC Rokita.

    Zarówno pliki dźwiękowe, jak i stenogramy znajdują się w kancelarii tajnej prokuratury badającej aferę taśmową. Także tam decyzją prokuratora prowadzącego śledztwo umieszczono 11 nagrań przekazanych przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Miały one zostać zdobyte przy okazji jednej z operacji specjalnych prowadzonych przez tę służbę.

    Historia Lemongrass i wątek rosyjski

    Po ujawnieniu afery taśmowej kontrwywiad ABW zaczął badać, czy w skandalu palce mógł maczać rosyjski wywiad. Podstawą były wydarzenia, do których doszło kilka lat przed ujawnieniem przez tygodnik „Wprost” nagrań najważniejszych osób w państwie. Chodziło o kulisy powstania i działalności znajdującej się tuż przy sejmie restauracji „Lemongrass”. Było to ulubione miejsce spotkań najważniejszych polityków Platformy. Tak bardzo upodobali sobie ten lokal, że to właśnie tam świętowali zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2011 r.

    Tymczasem właścicielem Lemongrass był Aleksiej Lambin, szef polskiego oddziału rosyjskiego koncernu paliwowego Łukoil. Co ciekawe, lokal był mocno niedochodowy. Przez kilka lat funkcjonowania z miesiąca na miesiąc przynosił straty. Dopiero w połowie 2012 r. wśród polityków PO zaczęła krążyć informacja, aby unikać Lemongrass. Chodziło nie tylko o relacje właścicielskie, lecz także podejrzenie, że mogło tam dochodzić do nielegalnego nagrywania gości. W efekcie w grudniu 2012 r. lokal został zamknięty. Oficjalnym powodem było wycofanie się z działalności w Polsce Lambina. Wówczas na stanowisku szefa polskiego oddziału Łukoila zastąpił go Władimir Zander.

    Co łączy tę sprawę z aferą taśmową? Osoba Łukasza N., który przed pracą w „ Sowa i Przyjaciele ” był zatrudniony w… „Lemongrassie”. Podczas przesłuchania kelner przyznał, że wiedział o rosyjskim kapitale popularnej wśród PO restauracji. „Wiedziałem, że właścicielem są Rosjanie z Lukoila, ale o ich powiązaniach nie wiedziałem” – zeznał Łukasz N. Podkreślał podczas przesłuchania, że po wybuchu afery zgłosili się do niego dwaj funkcjonariusze kontrwywiadu ABW. Wypytywali go m.in. o znajdujące się w „Lemongrassie” podsłuchy. Pytali też o sprawy obyczajowe, do jakich dochodziło nie tylko w nieistniejącej już restauracji przy sejmie, lecz także w „Sowa i Przyjaciele”.


    Wg zapowiedzi śledczych postępowanie dotyczące afery taśmowej miało być zakończone do połowy czerwca br. Wówczas do sądu miał trafić akt oskarżenia przeciwko kelnerom Łukaszowi N. i Konradowi L. oraz biznesmenom Markowi Falencie i Krzysztofowi Rybce.

    Tak się jednak nie stanie. Postępowanie zostało przedłużone o trzy miesiące. Powodem jest oczekiwanie prokuratury na realizację przez Stany Zjednoczone wniosku o pomoc prawną. Śledczy chcą uzyskać informacje na temat danych oraz zawartości kont na serwerach Dropbox, gdzie mają znajdować się taśmy z nielegalnie nagranymi rozmowami w „Sowa i Przyjaciele” oraz „Amber Room”. To właśnie poprzez link do „chmury” na tym amerykańskim serwerze dziennikarze tygodnika „Wprost” uzyskali dostęp do plików z czterema nagraniami, ujawnionymi w czerwcu 2014 r. Podobnie jak dwa poprzednie (zawierające rozmowy Belka–Sienkiewicz i Parafianowicz–Nowak), także te zostały przekazane do prokuratury badającej aferę taśmową. Następnie plikom przyjrzeli się biegli. Z ustaleń niezależnych dziennikarzy wynika, że nie mieli wątpliwości: na serwerach Dropbox nagrań musi być dużo więcej. „Zasób był udostępniony przez właściciela czy użytkownika konta jako publiczne pojedyncze pliki” - napisano w jednej z opinii znajdującej się w aktach sprawy.
  • ~wiesiek
    (2015-06-26 20:56)
    DURNY TYTUŁ ARTYKUŁU. W POLSCE POWSI-PSL SŁUŻBY RZĄDZĄ. TO ŻADNE ZASKOCZENIE. TAM GDZIE DEMOKRACJA JEST SŁABA I SKORUMPOWANA ZAWSZE RZĄDZĄ SŁUŻBY.


    TYM RAZEM MUSZĘ SIĘ ZGODZIĆ; KAZIO TRAFIŁ W SEDNO. Z TYM, ŻE W POLSCE ZAWSZE RZĄDZIŁY SŁUŻBY A W CZASIE RZĄDÓW KLIKI POWSI-PSL PANOSZĄ SIĘ TAK NIEMAL JAK ZA KOMUNY. PRYM WIODĄ OCZYWIŚCIE WSI NIBY DAWNO ZLIKWIDOWANE A WCIĄŻ ŻYWE HOŁUBIONE I OCHRANIANE PRZEZ HRABIEGO Z RUSKIEJ BUDY.

    ŻADEN WIĘKSZY BIZNES, ŻADEN ZAKUP NIE MOŻE OBYĆ SIĘ BEZ WSI, KTÓRE MAJĄ WSZĘDZIE SWOJE KONTAKTY, POŚREDNIKÓW, TW, JESZCZE Z DAWNYCH CZASÓW. WŁAŚNIE DLATEGO DROGI BUDOWANE W POLSCE SĄ NAJDROŻSZE NA ŚWIECIE, WŁAŚNIE DLATEGO JEŻELI ZAKUPIMY HELIKOPTERY Eurocopter EC725 Super Cougar (Caracal) – helikopter oblatany 27 listopada 2000, a produkowany od lutego 2005 roku będący rozwinięciem konstrukcji Eurocopter AS532 Cougar, to będzie można rzec, że zakupiliśmy najdroższe helikoptery na świecie ale tylko dlatego, że znowu tak jak w przypadku dróg kilkakrotnie przepłacimy.

    Helikoptery Caracal, na które ponoć już zdecydowało się Ministerstwo Obrony Narodowej, są jak pendolino albo Stadion Narodowy – ich możliwości techniczne będą mniejsze, niż oczekiwano, za to koszty dużo większe, niż przewidywał preliminarz. Za identyczną liczbę 50 śmigłowców tego samego typu i z podobnym wyposażeniem Brazylijczycy zapłacili o połowę mniej niż chce zapłacić MON.

    Jeszcze dwa lata temu Ministerstwo Obrony Narodowej przewidywało, że za 8 mld zł kupi dla polskiej armii 70 śmigłowców. Pojedyncza maszyna kosztowałaby więc ok. 114 mln zł. W rozstrzygniętym niedawno przetargu zdecydowano się nabyć od francuskiego Airbusa tylko 50 helikopterów za kwotę dużo większą, bo sięgającą aż 13 mld zł. Oznacza to, że jeden helikopter Caracal typu EC725, bo taki oferują Francuzi, będzie kosztował 260 mln zł, a więc ponad dwukrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano. – Kupimy najdroższe śmigłowce świata, a w zamian otrzymamy przysłowiową „czapkę gruszek i popalić”, tak wysokiej ceny nie sposób sensownie wytłumaczyć. Chyba tylko tym, że w III RP, za rządów kliki POWSI - PSL inaczej się nie da. – twierdzą eksperci.

    MON przekonuje, że kontrakt z Airbusem to korzyść dla naszej gospodarki, bo Francuzi obiecali, że swoje śmigłowce będą produkowali w Polsce ale to fałsz bo jak wyjaśnia francuski magazyn „L’Usine Nouvelle”, maszyny i silniki będą u nas tylko montowane, na dodatek montownia dopiero zostanie wybudowana, części i podzespoły helikoptera EC725 będą dostarczali francuscy podwykonawcy Airbusa, m.in. grupa Safran, a także fabryki w Marignane i La Courneuve.

    Decyzja MON-u o wyborze śmigłowca Caracal wywołała oburzenie w zakładach lotniczych w Świdniku i w Mielcu, których właściciele – AugustaWestland oraz S i k o r s k y Aircraft – również startowali w przetargu. W środę w Świdniku odbył się marsze protestacyjne pracowników oraz mieszkańców miasta, podobną akcję zorganizowano w Mielcu. Uczestnicy manifestacji domagali się unieważnienia przetargu.

    Krytycy MON-u zwracają uwagę, że kupujemy od Francuzów kosztowną, ale przestarzałą zabawkę, która ustępuje nowszym, dostępnym na rynku typom śmigłowca. Najpoważniejszy zarzut wobec EC725 to brak systemu, który chroni maszynę przed rakietami przeciwlotniczymi, zakłócając ich układy naprowadzania. Oferowany przez Airbusa helikopter nie ma też odpowiedniego pancerza chroniącego przed ostrzałem z broni palnej. Niedawno wojskowego caracala zestrzelili Z BRONI RĘCZNEJ handlarze narkotyków w Meksyku.


    Większość afer, jaka w Polsce wybuchała, zawsze była związana w jakiś sposób ze służbami specjalnymi. Jestem w 99 proc. pewien, że ta afera podsłuchowa to jest także afera służb - mówił w "Kropce nad i" na antenie TVN24 były premier, Kazimierz Marcinkiewicz.



    Bronisław Komorowski, zanim przegrał, podłożył granat pod polską demokrację. Jeśli Polacy w referendum zagłosują za likwidacją finansowania partii z budżetu,SPRAWIĄ PREZENT przyjaciołom Komorowskiego
    z WSI, którzy stworzyli biznes III RP.


    – Ten, kto zgłasza taki postulat, jest agentem złodziei. Pola do dalszej dyskusji nie widzę – mówi Andrzej Gwiazda, legendarny lider Solidarności z 1980 r.



    - Likwidacja subwencji państwowej oznaczałaby, że partie finansować będą wyłącznie osoby prywatne. Rzecz jasna, na miarę zasobności swojej kieszeni.


    - Jest oczywiste, iż kilkudziesięciu biznesmenów z rodowodem w komunistycznych służbach specjalnych może dać swojej ukochanej partii więcej pieniędzy niż miliony zwykłych Polaków dyskryminowanych w III RP.

    Oligarchowie i słupy jak u Janukowycza

    W ustawie o partiach politycznych istnieje wprawdzie ograniczenie, zgodnie z którym wpłata jednej osoby „nie może przekraczać w jednym roku 15-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę”. W praktyce jednak łatwo to obejść – partię wesprzeć mogą osoby podstawione, czyli tzw. słupy.

    – Przypomnę historię pewnego polityka, którego emeryci i studenci z Lublina wspierali wpłatami po kilkanaście tysięcy złotych – mówi dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Chodzi oczywiście o Janusza Palikota. Zdaniem Chwedoruka likwidacja finansowania partii z budżetu przybliży Polskę do standardów, które obowiązywały na Ukrainie, będących pozostałością po czasach Wiktora Janukowycza. – Tam wszystkie partie sponsorowane są przez oligarchów. Niekiedy wspierają oni partie o sprzecznych ze sobą programach. Bo liczy się tylko interes – mówi.

    Jego zdaniem szczególnie uderzające jest to, że postulat Komorowskiego są skłonne poprzeć partie, które reklamują się jako proeuropejskie. – To szokujące, kiedy ludzie, którzy chwalą się, że całe życie walczyli o europejski model demokracji, nagle porzucają go w imię chwilowych, koniunkturalnych zysków – mówi Chwedoruk.

    Przeciwnicy państwowych subwencji dla partii powołują się na przykład amerykański i brytyjski. Jak mówi Andrzej Gwiazda, nie ma to najmniejszego sensu, gdyż tamtejsza sytuacja nie przystaje zupełnie do naszej. – Niedawno dyskutowałem o tym z pewnym Amerykaninem. Tłumaczyłem mu: u was biznes zaczynał się, gdy każdy miał co najmniej jednego colta. U nas powstawał w czasach, gdy biznesmenami mogli zostać jedynie ludzie nieuczciwi. To oddawanie demokracji w ich ręce.

    Kopacz i Petru za. A Kukiz?

    „Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?” – tak brzmi pytanie zaproponowane przez Komorowskiego. Postulat likwidacji takiego finansowania już poparły PO
    i NowoczesnaPL Ryszarda Petru.

    Niebezpieczeństwo polega na tym, że choć PO traci poparcie, a w sondaże pompujące partię Petru nikt nie wierzy, to dla zwykłego Polaka postulat, by nie musiał z własnej kieszeni płacić za luksusy partyjnych liderów, brzmi bardzo atrakcyjnie.

    Potwierdzają to badania. Z sondażu IBRIS dla „Rzeczpospolitej” z 1 czerwca wynika, że gdyby referendum odbywało się dziś, aż 74 proc. Polaków zagłosowałoby przeciwko finansowaniu partii politycznych z budżetu, a tylko 15 proc. za. 11 proc. pytanych wybrało opcję „trudno powiedzieć”.

    Paweł Kukiz, który jest zdeklarowanym zwolennikiem odpartyjnienia państwa, o likwidacji finansowania partii z budżetu mówi w sposób bardzo oględny, zapewne zdając sobie sprawę z prawdziwych skutków takiej zmiany. Jednak pytanie wymyślone przez Komorowskiego ograniczyło mu pole manewru. Gdyby zaapelował o głosowanie za utrzymaniem obecnego systemu, mógłby narazić się na zarzuty o brak konsekwencji.

    Do tego Kukiz zadeklarował, że jego ugrupowanie wystartuje w wyborach do parlamentu jako komitet wyborczy, a nie partia, co oznacza, że zrezygnuje z ewentualnej dotacji. – Nie chcemy tych pieniędzy, bo to jest kwestia naszej wiarygodności – mówił Agencji Informacyjnej Polska Press Patryk Hałaczkiewicz, szef sztabu Kukiza.

    Subwencje to najtańszy sposób utrzymywania demokracji

    DEMAGOGICZNYM argumentem, na który nabrać się mają zwykli Polacy, są RZEKOME oszczędności, jakie może pozyskać państwo, rezygnując z dotowania partii politycznych. „Dzieci nie mają pieniędzy na posiłek w szkole, a ty finansujesz limuzyny polityków” – łatwo wyobrazić sobie taki spot przeciwników partyjnych subwencji.


    To SKRAJNA DEMAGOGIA, bo dotacje dla partii politycznych są w budżecie państwa jak ziarnko piasku. Państwo przeznaczy na nie w tym roku 54,6 mln zł. To mniej niż zakup jednego samolotu F-16 z pełnym uzbrojeniem. Mniej więcej tyle kosztuje jedna kampania reklamowa dużego koncernu w polskich mediach.

    Według danych z ubiegłego roku, PO dostała 17,7 mln zł subwencji, a PiS – 16,5 mln. Dla porównania rząd PO–PSL wydał niemal połowę dotacji tych partii, czyli aż 7 mln zł, na… jeden spot z okazji 10-lecia członkostwa Polski w UE.

    Obecnie wysokość dotacji na partie zależna jest od liczby uzyskanych przez nie głosów. Istnieje specjalny przelicznik owych głosów na pieniądze. Przy poparciu do 5 proc. jest to 5,77 zł za jeden głos, od 5 do 10 proc. – 4,61 zł, od 10 do 20 proc. – 4,04 zł, 20 do 30 proc. – 2,31 zł, powyżej 30 proc. – 0,87 zł.

    Subwencja z budżetu, choć niezbyt imponująca z punktu widzenia oligarchów, pozwoliła partii takiej jak PiS, niewspieranej przez postkomunistyczny biznes, zorganizować efektowną konwencję Andrzeja Dudy jako kandydata na prezydenta. Jeśli dotacje znikną, efektowne kampanie prowadzić będą mogły wyłącznie ugrupowania takie jak PO czy NowoczesnaPL.

    Partie związane z nurtem niepodległościowymi i reprezentujące uboższe warstwy społeczeństwa wyemitują wielokrotnie mniej spotów wyborczych i zawieszą o wiele mniej plakatów niż establishmentowe. W efekcie wielu wyborców nie zauważy w ogóle ich kampanii. A potem poniesie koszty niekorzystnej dla siebie polityki nieporównywalnie WYŻSZE od kosztów subwencji.
  • ~Żyd z Izraela
    (2015-06-27 08:31)
    Dziękuję Ci wiesiek.
    Twój s[osób zamieszczania informacji jest najlepszym by przebic sie przez chłam oferowany przez hajterów i troli internetowych. Tak trzymaj.
  • ~snickers
    (2015-06-26 20:42)
    Dlaczego autostrada w Polsce nazywa się AmberOne?? Dlaczego nie szanujemy naszego języka za który jeszcze niecałe 100 lat temu trzeba było walczyć? No i jeszcze to Amber jakoś tak dziwnie mi się kojarzy...
  • ~wiesiek
    (2015-06-26 20:47)
    Prof. Kuźniar: Otoczenie Andrzeja Dudy "mówi Komorowskim"

    Kuźniar wypowiedział się w mediach, w dosyć cwany sposób; aby nie narazić się zbytnio żadnej ze stron a na wszelki wypadek jakby przypochlebić obydwu stronom. U człeka, który liczy na ewentualną fuchę doradcy u kogokolwiek, wcale to nie dziwi.


    Jeżeli "otoczenie prezydenta-elekta" i on sam na trzeźwo, spokojnie i merytorycznie oceniają rzeczywistość i interesy Rzeczypospolitej Polskiej to wcale nie oznacza, że "mówią Komorowskim". Już w kampanii wyborczej, Andrzej Duda podczas debaty z prezydentem Komorowskim, stwierdził, że Polska nie prowadzi aktywnej polityki międzynarodowej, podczas gdy Polska powinna prowadzić aktywną i skuteczną politykę. Andrzej Duda uznał, że "potrzebujemy odwagi, by negocjować z NATO", tak by wojska Sojuszu pojawiły się u nas "na stałe". Akcentował potrzebę zadbania o "realizowanie w UE swoich (polskich) interesów".

    - Musimy być traktowani w Unii po partnersku. Nie możemy godzić się na wszystkie decyzje, np. ws. zmian polityki klimatycznej, dyktowane przez kraje będące w zupełnie innym miejscu w sferze energetyki. Nie możemy z góry zakładać, że jesteśmy państwem kategorii B, mamy też swoje realia - mówił. Andrzej Duda, stwierdził on sam, gdy będzie prezydentem RP, "będzie odpowiadał za to, jak działa". - To, że jesteśmy w UE to jeden z naszych największych sukcesów ostatnich 26 lat - podkreślił.

    - Andrzej Duda stwierdził, że jeżeli wygra wybory to sprawowanie urzędu prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej będzie traktował jako swoją misję.

    Andrzej Duda podkreślał zawsze, że :

    - PREZYDENT - TO GŁOWA PAŃSTWA, NAJWAŻNIEJSZA OSOBA W PAŃSTWIE ALE PREZYDENT SPRAWUJĄC SWÓJ URZĄD POWINIEN PAMIĘTAĆ, ŻE SPRAWUJE TEN URZĄD NIE DLA SIEBIE, NIE DLA SWOJEJ PARTII POLITYCZNEJ, NIE DLA ZACHODU ANI WSCHODU ALE DLA NARODU, KTÓRY GO NA TĘ FUNKCJĘ WYWYŻSZYŁ, POWINIEN PAMIĘTAĆ O TYM, ŻE NARÓD JEST JEGO SUWERENEM, SPRAWOWANIE FUNKCJI PREZYDENTA POWINIEN ROZUMIEĆ, TRAKTOWAĆ I WYPEŁNIAĆ JAKO SWOJĄ MISJĘ, SŁUŻEBNĄ WOBEC NARODU, WYPEŁNIAĆ JĄ ZE WSZYSTKICH SWOICH SIŁ, JAK NAJLEPIEJ POTRAFI, KIERUJĄC SIĘ JEDYNIE PRAWAMI USTANOWIONYMI PRZEZ NARÓD, WOLĄ, DOBREM I POŻYTKIEM NARODU A NIE PRYWATĄ CZY POŻYTKIEM PARTII. POWINIEN GODZIĆ WSZELKIE WAŚNIE, JEDNOCZYĆ NARÓD, I JEDNOCZYĆ SIĘ Z NARODEM.


    TAKIM PREZYDENTEM CHCE BYĆ I BĘDZIE DOKTOR NAUK PRAWNYCH - ANDRZEJ SEBASTIAN DUDA - I WŁAŚNIE DLATEGO POLSKI NARÓD WYBRAŁ GO NA SWOJEGO NAJWAŻNIEJSZEGO PRZEDSTAWICIELA, WYBRAŁ GO DO SPRAWOWANIA URZĘDU PREZYDENTA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ, NAJUKOCHAŃSZEJ OJCZYZNY NASZEJ.


    Z powyższego należy zrozumieć, także to, że prezydent Andrzej Duda będzie aktywnym prezydentem a nie gnuśnym mieszkańcem pałacu i strażnikiem żyrandoli jak Komorowski, że będzie stale w kontakcie z Polakami, że będzie wsłuchiwał się w ich oczekiwania i pracował ze wszystkich swoich sił, jak najlepiej potrafi dla dobra Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej, dla dobra wszystkich Polaków, bo będzie prezydentem wszystkich Polaków.


    Także jeżeli chodzi o politykę zagraniczną Andrzej Duda jako prezydent będzie dbał o bezpieczeństwo i suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej o szeroko rozumiane bezpieczeństwo i interes Rzeczypospolitej Polskiej, interes wszystkich Polaków, o szacunek i uznanie dla naszego państwa, o szacunek dla Polaków, o to aby traktowano nas jako partnera tak w sprawach gospodarczych jak i we wszystkich ważnych dla Europy sprawach polityki międzynarodowej, aby traktowano Polskę jako ważny podmiot polityki międzynarodowej, jako znaczącego członka UE i NATO, stosownie do naszego potencjału i wkładu a nie o to aby na Zachodzie czy Wschodzie "poklepywano go łaskawie" jak konia, jak to było w przypadku Tuska czy Komorowskiego.


    Ani Andrzej Duda ani Beata Szydło nie są przeciwnikami wejścia Polski do strefy euro, podkreślają jedynie, że należy to uczynić, kierując się jedynie wolą i interesem Polaków, w najbardziej korzystny sposób w najbardziej korzystnym czasie.


    Przywołując kryzys grecki, do którego "przypijają" wielokrotnie liderzy trzymającej władzę kliki POWSI-PSL, Beata Szydło chciała zapewne jedynie przypomnieć i podkreślić, że gdyby Polska przystąpiła do strefy euro bez zachowania należytej roztropności i w czasie, który zapowiadał kiedyś Donald Tusk to najprawdopodobniej moglibyśmy znajdować się teraz w tak kryzysowej sytuacji jak dzisiaj Grecja.



    Należy podkreślić, że nawet niemiecka prasa chwali PiS. Uważa, że propozycja wystawienia przez PiS Beaty Szydło na premiera polskiego rządu to dobry wybór. Ich zdaniem ta decyzja może przysporzyć PiS-owi dodatkowych głosów w wyborach parlamentarnych.

    - Zdaniem autora analizy w niemieckim dzienniku Beata Szydło ucieleśnia Polskę poza stolicą, inne regiony, które znalazły się w cieniu polskiego sukcesu gospodarczego i zostały wypchnięte na margines przez rządzącą od ośmiu lat Platformę Obywatelską.

    - Opiniotwórczy, poczytny, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) przypomina, że Szydło zna problemy zwykłych ludzi, gdyż przez lata była burmistrzem rodzinnego Brzeszcza. Autor artykułu zaznacza i docenia także jej wkład w wygraną prezydencką kampanię wyborczą. Jak czytamy w dzienniku, to „głównie nagromadzenie niezadowolenia w mniejszych ośrodkach doprowadziło do wyboru Andrzeja Dudy na nowego prezydenta Polski”.

    - Prawo i Sprawiedliwość – widziane oczami warszawskiego korespondenta Konrada Schullera, zazwyczaj krytycznego wobec polskich polityków konserwatystów – zmieniło radykalnie swój wizerunek. „To zwrot od wojującego narodowo-katolickiego ugrupowania ku europejskiej partii konserwatywnej z silnym akcentem położonym na obietnice socjalne” – pisze Schuller w „FAZ”. Odpiera także słowa krytyki ze strony koalicji rządzącej, że Beata Szydło jest „marionetką prezesa Kaczyńskiego”. Dziennik przytacza słowa samej Szydło z sobotniej konwencji w Warszawie, gdzie mówiła o sobie jako kobiecie upartej i mającej własne zdanie. „Przedstawiła się w czasie swojego przemówienia jako sobowtór agenta 007” – komentuje „FAZ”.




    Niemcy, najważniejszy partner gospodarczy Polski, doceniają pragmatyzm Andrzeja Dudy, rozumieją polskie oczekiwania wyrażone przez prezydenta-elekta Andrzeja Sebastiana Dudę i są gotowe do rozmów o każdym z czterech warunków prezydenta elekta utrzymania partnerskich relacji Polski z Niemcami.

    – Liczymy, że po objęciu władzy przez nowego prezydenta będziemy kontynuowali pragmatyczną, ale przede wszystkim bardzo bliską współpracę z Polską – powiedział dla „Rz” wysokiej rangi rozmówca uczestniczący w opracowaniu polityki RFN wobec naszego kraju. – Współpracownicy Dudy wydają się profesjonalni i rzeczowi.

    To odpowiedź Berlina na postawione dziesięć dni temu w „Rzeczpospolitej” przez doradcę prezydenta elekta warunki utrzymania dobrej współpracy Niemiec i Polski.

    Krzysztof Szczerski, typowany na ministra ds. polityki zagranicznej w kancelarii Andrzeja Dudy, wskazał wówczas cztery z nich: zniesienie przez Angelę Merkel blokady na budowę baz NATO w naszym kraju; włączenie Polski, UE, USA i NATO do negocjacji z Rosją o Ukrainie; poluzowanie limitów emisji CO2 dla polskich elektrowni węglowych oraz poprawa statusu Polaków żyjących w RFN.

    Deklaracja składana na łamach „Rzeczpospolitej” jest niezwykle ważna, bo gdy PiS rządził w latach 2005–2007, stosunki polsko-niemieckie były napięte. Teraz Berlin ewidentnie chce uniknąć powtórki.

    – Przez dziesięć lat Polska się wzbogaciła, stała się kluczowym partnerem politycznym i gospodarczym Niemiec w UE, do władzy doszło młode pokolenie polityków bez poprzednich fobii. Powstał inny układ – tłumaczą niemieccy politycy.
    I chociaż to na razie wstępny etap kontaktów między Berlinem a ekipą nowego prezydenta, to Berlin już zapowiada otwarcie na rozmowy o wszystkich problemach.

    Najważniejszy warunek prezydenta elekta dotyczy baz NATO.

    – Nie wolno przeciwstawiać sobie Polski i Niemiec, bo na podziałach w sojuszu korzysta tylko Rosja. Jeśli do szczytu NATO w Warszawie latem 2016 r. wszyscy sojusznicy, a przede wszystkim USA, uznają za konieczne budowę stałych baz w Polsce, Niemcy nie będą tego blokować – zapowiadają teraz Niemcy.




    - Już nastąpiła zmiana w postawie Berlina.

    Bundeskanzlerin Angela D.Merkel już w tym tygodniu poparła rozmieszczenie przez USA ciężkiego uzbrojenia w krajach wschodniej flanki NATO, w tym w Polsce. W tym roku na terenie naszego kraju będzie też ćwiczyło 2 tys. niemieckich żołnierzy. Więcej przysyłają tylko USA.

    Trudniejsze będzie spełnienie postulatu włączenia Polski do negocjacji z Rosją o Ukrainie. Powód jest prosty: nie zgadza się na to Putin. Ale Niemcy podkreślają: dla nas zmiana formuły rozmów nie jest problemem, jeśli znajdzie się inna, bardziej otwarta. Obiecują także jeszcze ściślejsze niż do tej pory konsultacje z Polską o polityce wschodniej.

    – Nasze stosunki z Polską nie są pochodną relacji z Rosją. Pod wieloma względami Polska jest dla nas partnerem ważniejszym od Rosji – podkreślaja niemieccy politycy.

    Kompromis jest też realny w sprawie polityki ograniczania emisji CO2. Bo choć Polska już utrzymała tu ulgi, to „w Brukseli można negocjować wszystko”.

    Niemcy nie zgodzą się natomiast na przyznanie Polakom w RFN statusu mniejszości, ale są gotowi dać im dodatkowe przywileje, w tym większe subsydia na szkolnictwo. Ale na zasadzie wzajemności.

    Prezydent Gauck i kanclerz Merkel liczą, że Andrzej Duda z pierwszą wizytą zagraniczną przyjedzie do Berlina już na przełomie sierpnia i września.


    Jak wynika z powyższego ironiczne, jakkolwiek ostrożne i umiarkowane uwagi prof. Kuźniara
    czy też zgoła bezczelne i absurdalne insynuacje, ataki i krytyka pod adresem Andrzeja Dudy czy Beaty Szydło ze strony liderów trzymajacej władz
  • ~wiesiek
    (2015-06-26 20:50)
    S I K O R S K I _ R A D O S ŁA W. Bezczelność i pycha go zgubiły. Niesławny koniec politycznej kariery byłego już marszałka Sejmu S i k o r s k i e g o. Nie potwierdziły się informacje podawane przez „Fakt”. Były marszałek Sejmu nie będzie pracował w amerykańskim think-tanku. Michał Kobosko, dyrektor Antlantic Council w Polsce zdementował w Poranku RDC medialne informacje na temat R a d o s ł a w a
    S i k o r s k i e g o.



    Rezygnacja S i k o r s k i e g o – to pokłosie afery taśmowej. Były marszałek Sejmu jest jednym z jej głównych bohaterów. Jego rozmowy z Jackiem Rostowskim, oprócz wynurzeń Bartłomieja Sienkiewicza o "teoretycznym państwie" oraz "chu*u, d*pie i kamieni kupie", stały się jednymi z najgłośniejszych. To właśnie S i k o r s k i planował „zaje**ć PiS” komisją śledczą. Przypomnijmy o czym dyskutowali wówczas dwaj panowie.


    S i k o r s k i : "Ty, ja uważam, że można zaje**ć PiS komisją specjalną w sprawie Macierewicza".
    R o s t o w s k i: "No a co innego jest dzisiaj?"
    S i k o r s k i: "No taaaak. Kaczyński się przyspawał do Macierewicza i teraz trzeba Macierewiczem ich obu na dno pociągnąć. (...) Można zrobić dwuletni cyrk. I niech oni się tłumaczą.(...) Wiem, bo byłem przy tym".
    R o s t o w s k i: "Dobrze, tylko trzeba namówić. Musisz Donalda namówić".
    S i k o r s k i: "Donald się waha, ale lekko za. Powiedział: niewykluczone".


    To nie jedyne knajpiane wynurzenia R a d e c z k a jakie zostały potajenie nagrane i udostępnione w mediach, w tym także w internecie.


    RADECZEK - SWOJĄ "DYPLOMATYCZNĄ ELOKWENCJĄ", W KNAJPIANYCH POGADUCHACH PRZY OŚMIORNICZKACH, WINKU PO 1200 $ FLASZKA I HAWAŃSKICH CYGARACH - WSZYSTKO ZA NASZĄ KASĘ, UŻYWAJĄC JEGO DYPLOMATYCZNEJ NARRACJI "U D * P I Ł" SIEBIE, OŚMIESZYŁ POLSKĄ DYPLOMACJĘ I POCIĄGNĄŁ NA DNO KLIKĘ POWSI-PSL TRZYMAJĄCĄ WŁADZĘ.


    OŚMIORNICZKI MU ZASZKODZIŁY? A MOŻE TE HAWAŃSKIE CYGARA, ŻE TAK PLÓTŁ ? LICHO WIE, ZRESZTĄ ZA DUŻO WCZEŚNIEJ Z TRAMPKARZEM DONKIEM SIĘ KUMPLOWAŁ A TO NIKOMU CHOĆBY I NAJMĄDRZEJSZEMU NA DOBRE NIGDY NIE WYSZŁO.



    TERAZ, I PLATFORMA I RADEK MAJĄ POZAMIATANE.


    NAWET KOPACZ, MISTRZYNI W OKŁAMYWANIU POLAKÓW ZAKPIŁA SOBIE Z R A D E C Z K A ODMAWIAJĄC MU JEDYNKI NA LISTACH WYBORCZYCH.



    - PO PUBLIKACJACH W MEDIACH AMERYKAŃSKICH I ŚWIATOWYCH JAK GO W OGÓLE DO DYPLOMACJI WEZMĄ KIEDY, TO CHYBA NA WOŹNEGO ALBO DO KNAJPY NA WYKIDAJŁĘ. ZDROWO MUSIAŁ CHYBA PRZED JOHN ELLIS J. BUSH'EM SUMITOWAĆ SIĘ.


    NAROBIŁ WSTYDU NIE TYLKO SOBIE ALE I SWOJEJ, SŁAWNEJ ŻONIE (Anne Elizabeth Applebaum, po mężu S i k o r s k a, absolwentka uniwersytetu Yale, London School of Economics i Oksfordu. Wieloletnia korespondentka „The Economist” w Warszawie. Publicystka „The Washington Post”. Laureatka prestiżowej Nagrody Pulitzera (2004), specjalistka od spraw Europy Wschodniej. Do 1991 opublikowała serię artykułów o przemianach społecznych i politycznych w Europie Wschodniej. Redaktor działu zagranicznego a później zastępca redaktora naczelnego tygodnika „The Spectator” w Londynie. Obecnie jest korespondentką i publikuje m.inn. na łamach „Washington Post”).



    - O co chodzi ? Wyjaśniam: Jeszcze jako Szef MSZ R a d o s ła w S i k o r s k i oficjalnie mówił o Amerykanach jako najważniejszych sojusznikach Polski, w oparciu o których możemy budować naszą potęgę geopolityczną. Sojusz
    i zapowiadana stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce wpływa na naszą stabilność geopolityczną. Podnosi również notowania polskiej gospodarki i zwiększa gotowość zagranicznych inwestorów do inwestowania w naszym kraju. Sojusz to coś, co się ma na czarną godzinę – mówił cytowany przez IAR R a d o s ła w S i k o r s k i , przebywając w marcu 2012 r. z wizytą w Waszyngtonie.


    Co jednak naprawdę myślał S i k o r s k i o współpracy Polski z USA – wyszło na jaw przy okazji kolejnych taśm z podsłuchów. W nagranej prywatnej rozmowie S i k o r s k i o stosunkach polsko-amerykańskich mówił coś zupełnie innego; "Sojusz Polska – Stany Zjednoczone jest: „nic niewartym robieniem loda Amerykanom, którzy traktują nas jak murzynów. Bullshit (z ang: g... prawda) kompletny. (...) i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy laskę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy".


    Takie m.inn. sformułowania, z ust ministra S i k o r s k i e g o padły podczas jego nagranej rozmowy z Jackiem Rostowskim w warszawskiej restauracji Amber Room.


    - Media amerykańskie i światowe właśnie z powodu nagrania na taśmach S i k o r s k i e g o zajmowały się aferą taśmową i dymisjami w polskim rządzie cytując niechlubne słowa S i k o r s k i e g o pod adresem USA, które zostały nagrane podczas jego spotkań w warszawskiej restauracji Sowa i Przyjaciele.


    - Polska dyplomacja została obnażona i ośmieszona. Wcześniej przez sześć lat sprawowania funkcji ministra spraw zagranicznych R a d o s ł a w S i k o r s k i zapewniał Polaków o ważnej roli sojuszu polsko-amerykańskiego.


    - Pikanterii całej sprawie związanej z publikacją artykułu w w/w sprawie na łamach „Washington Post” dodaje fakt, że to właśnie na łamach tego dziennika publikuje Anne Applebaum – żona R a d o s ł a w a S i k o r s k i e g o.
    Tymczasem amerykańscy dziennikarze na łamach „Washington Post” przedstawiali jego niewybredne porównanie stosunków polsko-amerykańskich (służalczości strony polskiej wobec Amerykanów) do seksu oralnego.



    - W poniedziałek R a d o s ł a w S i k o r s k i złożył rezygnację z funkcji marszałka Sejmu. N I E W I A D O M O co będzie robił w najbliższym czasie - jego zapowiedzi startu w wyborach z „jedynki” na liście PO w Bydgoszczy spotkały się z chłodnym przyjęciem wśród partyjnych kolegów i dementi premier Kopacz.



    - Nie potwierdziły się też informacje podawane przez „Fakt” - Były marszałek Sejmu nie będzie pracował
    w amerykańskim think-tanku. Michał Kobosko, dyrektor Antlantic Council w Polsce zdementował w Poranku RDC medialne informacje na temat R a d o s ł a w a S i k o r s k i e g o. Nie ma takiej współpracy, żadnej umowy. Nigdy nie można niczego wykluczyć, szczególnie w takich dynamicznych czasach jak obecne, natomiast teraz ta informacja jest całkowicie nieprawdziwa - mówił Kobosko. Podkreślał, że to oficjalne stanowisko amerykańskiego think-tanku. Na portalu Tomasza Lisa, można było wyczytać, że polski rząd wspierał finansowo działalność dwóch organizacji z USA. German Marshall Fund oraz... Atlantic Council. Informował o tym tekst opublikowany przez serwis natemat.pl. zilustrowany zdjęciem R a d o s ł a w a S i k o r s k i e g o zatytułowany:


    - "Polski rząd dotuje amerykańskie think-tanki. Po co? Żeby budować wizerunek Polski i wspierać naszą politykę zagraniczną". Jego autor powoływał się z na ustalenia dziennikarzy "New York Timesa".


    - "W gronie kilkudziesięciu państw z całego świata, które zdecydowały stać się darczyńcami think-tanków z USA, znalazła się także Polska. Pieniądze polskich podatników zasiliły konta Atlantic Council i German Marshall Fund" - pisał 9 miesięcy temu Paweł Luty.

    Wówczas nie podano jakimi kwotami polski rząd wspierał amerykańskie organizacje. Co jednak ważniejsze: "w liście szefa Atlantic Council do Chucka Hagela można wyczytać, że ten think-tank w latach 2008-2013 dostawał pieniądze od polskiego rządu, bez wyróżnienia konkretnego ministerstwa czy agencji rządowej, oraz Telekomunikacji Polskiej" - pisało natemat.pl


    To pocieszające, że skompromitowany na własne życzenie, z powodu własnej bezczelności, pychy i głupoty R a d e k S. nie będzie miał więcej możliwości ośmieszać polskiej dyplomacji.
  • ~tonic
    (2015-06-27 12:40)
    do ~wiesiek
    twoje wpisy ukazuja sie srednio co dwie minuty , jest praktyczna niemozliwoscia napisac tak dlugi "post" w ciagu dwoch minut , musialbys chyba ze 100 klawiszy przycisnac w ciagu jednej sekundy , co praktycznie jest zupelnie niemozliwe , jeszcze zaden czlowiek na swiecie nie potrafi tak szybko pisac , jak Ty to robisz ? . Nie mniej jednak musze Cie pochwalic za tresc tych wpisow , to jest to , co kazdy Polak w obecnym czasie powinien wiedziec !.
  • ~Dróż-NIK
    (2015-06-28 12:49)
    A kto za to płaci ??? Tak Efka-Qrefka próbuje kupować POpularność wśród przygłupów.
  • ~Ajwik
    (2015-07-03 21:44)
    Brawa dla kierowców, widać, że wiedzą, ze kasa na nowe drogi jest potrzebna i chcą poratować budżet :)
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut. Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.