Nagranie z kamer monitoringu drogowego na S12 zamieścił na Twitterze rzecznik prasowy lubelskiego oddziału GDDKiA Krzysztof Nalewajko.

– Ku przestrodze!!! Kierowcy nie zważając na bezpieczeństwo swoje i innych jadą pod prąd na S12 w okolicy węzła Jastków. Pomimo wcześniejszych informacji o wstrzymaniu ruchu spowodowanego wypadkiem nie zjechali na objazd. Wybrali bardziej nierozważne i niebezpieczne rozwiązanie – ocenił Nalewajko.

Nagranie zostało zrobione w odległości 4 km od miejsca (strzałka na zdjęciu pokazuje ekran z informacją o wstrzymaniu ruchu), gdzie droga została zablokowana. A informacja o wstrzymaniu ruchu i zalecanych objazdach wyświetlana była już 14 km przed miejscem pożaru, przy węźle Nałęczów i potem przy węźle Jastków.

– Niedawno na tym węźle doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Kierowca wjechał autem w pojazdy służby drogowej i policji zabezpieczające wcześniejsze zdarzenia. Zginął pracownik firmy utrzymaniowej, który był równocześnie prezesem OSP w Kurowie. Drugi pracownik został ranny – przypomniał rzecznik lubelskiej GDDKiA.

Posypią się kary

Policjanci z Lublina nie odpuszczą tej sprawy - jak się dowiedzieliśmy dziś wystąpią o nagranie z monitoringu i zapowiadają, że kierowcy poniosą konsekwencje swojego zachowania.

– Czekamy na oryginalny zapis nagrania z S12, który posiada GDDKiA w Lublinie. Będziemy je analizować i starać się odczytać numery rejestracyjne pojazdów, by wyciągnąć konsekwencje wobec nieodpowiedzialnych kierowców jadących pod prąd – powiedział dziennik.pl st. sierż. Kamil Karbowniczek z Zespołu Komunikacji Społecznej Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.

– Zgodnie z taryfikatorem za takie wykroczenie grozi mandat karny do 500 zł, 6 punktów karnych, a nawet zatrzymanie prawa jazdy. Jazda pod prąd drogą szybkiego ruchu to nieodpowiedzialne zachowanie, które może doprowadzić do bardzo poważnego wypadku, a nawet katastrofy w ruchu lądowym skwitował policjant.