Minister rozwoju mostów

Ten ruch resortu ministra Jerzego Kwiecińskiego zastanawia nawet polityków PiS. Dopatrują się w nim kolejnego posunięcia, którego celem będzie dalsza deprecjacja roli ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka.

Programowo założenie jest słuszne. Infrastruktura mostowa to obecnie jeden z najbardziej zapuszczonych elementów infrastruktury drogowej. Ale to chyba minister właściwy do spraw transportu powinien tym zarządzać. Jeśli będzie dwóch ministrów w to zaangażowanych, mogą pojawić się problemy – ocenia jeden z działaczy partii rządzącej.

Przedstawiciele resortu rozwoju nie widzą w planach niczego niecodziennego. – Co roku mamy budżet na różne projekty, które nie łapią się na dofinansowania w innych programach – twierdzi nasz rozmówca z MIR.

Jednocześnie powołuje się na art. 20a ustawy o zasadach prowadzenia polityki rozwoju. Zgodnie z nim działania w tym zakresie, stanowiące zadania własne jednostek samorządu terytorialnego, mogą być finansowane z dotacji celowych budżetu państwa. Warunkiem jest, by działania te np. przyczyniały się do podniesienia rozwoju i konkurencyjności regionu. Dotacje rządowe można otrzymać na podstawie umowy z ministrem właściwym ds. rozwoju regionalnego lub wojewodą (po uzyskaniu pozytywnej opinii ministra).

– Ta ścieżka funkcjonuje już od dobrych kilku lat. W ten sposób finansowane były głównie przedsięwzięcia z ochrony zdrowia, ale teraz, ze względu na presję ze strony samorządów, które nie miały pieniędzy na wkład własny w programie tzw. schetynówek, postanowiliśmy dać priorytet infrastrukturze drogowej – opowiada nasze źródło w MIR.

Pośpiech na lokalnych drogach

To niejedyny ruch na szczeblach rządowych, który prowokuje pytania o polityczną przyszłość ministra Adamczyka. Niedawno premier Mateusz Morawiecki ogłosił, że rząd przeznaczy dodatkowe 500 mln zł na drogi lokalne.

Ustalenie, kto jest gospodarzem tego przedsięwzięcia, też nie jest proste. Kancelaria premiera odesłała nas z pytaniami do Ministerstwa Infrastruktury (MI). A stamtąd odsyłani jesteśmy do MIR, którego urzędnicy potwierdzają, że choć nabór projektów i ich wstępną weryfikację przeprowadzą wojewodowie, to jednak ostateczne listy zatwierdzi do końca maja resort rozwoju.

Jak słyszymy w Ministerstwie Infrastruktury, dodatkowe pieniądze nie zasilą więc nadzorowanego przez MI programu schetynówek (którego roczny budżet dwa razy z rzędu ograniczono – raz o 200 mln zł, a potem o 300 mln). – To będzie równoległe przedsięwzięcie, w dodatku na projekty drogowe, które, praktycznie rzecz biorąc, muszą być zrealizowane i rozliczone jeszcze w tym roku – twierdzi nasz rozmówca z MI.

Faktycznie tempo jest imponujące – zbiorcze zestawiania dotyczące wykorzystania rządowych dotacji w województwach (swego rodzaju podsumowanie przeprowadzonych inwestycji) mają zostać przedłożone ministrowi inwestycji i rozwoju do 28 lutego 2019 r.

Z rozesłanego wczoraj komunikatu prasowego wojewody mazowieckiego wynika, że samorządy mogą liczyć na dotację rządową do 60 lub 80 proc. kosztów zadania, w zależności od wskaźników dochodów podatkowych przypadających na jednego mieszkańca. Muszą się jednak śpieszyć, bo wnioski trzeba złożyć do 16 kwietnia.

Niektórzy samorządowcy zrobili się podejrzliwi.

– Ponoć pieniądze mają trafić do mniejszych, biedniejszych jednostek. Ale do tej pory nikt nam nie przedstawił szczegółowych kryteriów podziału środków, nikt niczego z nami nie uzgodnił, jak to ma miejsce w przypadku programu schetynówek czy pieniędzy z rezerwy subwencji ogólnej na projekty drogowe – twierdzi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.

Samorządowcy pytają też, po co ten pośpiech. – Rodzi to podejrzenia, że pieniądze trafią do określonych samorządów jako kiełbasa wyborcza – mówi jeden z włodarzy.

MIR odpiera te zarzuty. – Ogłoszenia o naborach i programie znajdują się w BIPach i na stronach internetowych urzędów wojewódzkich. Informacje na temat możliwości ubiegania się o finansowanie z programu przekazywane były przez wojewodów także podczas spotkań z samorządowcami – zapewnia resort.

Samorządy mogą liczyć na dotację rządową do 80 proc. kosztów zadania