Miesiąc przed terminem rząd zrobił prezent dla kierowców i otworzył odcinek autostrady A1 ze Strykowa do Tuszyna, który pozwoli ominąć Łódź od wschodu. 40 km nowej arterii spina układ dróg szybkiego ruchu w centralnej Polsce. Dzięki nim w węzeł autostrad A1 i A2 w Strykowie wjedzie strumień aut od strony Piotrkowa Trybunalskiego (z ekspresówki S8 i "gierkówki").

Nowy odcinek A1 jest kontynuacją budowy drogi, przebiegającej przez Gdańsk, Toruń, Łódź, Częstochowę oraz Gliwice, która ma połączyć wybrzeże z południem Europy.

Nowa trasa zbudowana za ponad miliard złotych ma klasę techniczną "A", dlatego może przenosić ruch pojazdów o nacisku na oś do 11,5 t. Każda z dwóch jezdni ma po dwa pasy ruchu o szerokości 3,75 m każdy i pas awaryjny o szerokości 3 m. GDDKiA podkreśla, że nowa droga ma nawierzchnię betonową, której trwałość (bez gruntownego remontu ) ocenia się na 30-40 lat. Co ważne, pas rozdzielający jezdnie ma 12,5 m szerokości - to oznacza, że w przyszłości można dobudować trzeci wewnętrzny pas ruchu. Maksymalna prędkość na nowej drodze będzie wynosiła 140 km/h.

Nowym odcinkiem bez przystanków da się przejechać między Wrocławiem, Łodzią i Trójmiastem. Jak nas niedawno alarmował jeden z kierowców, będzie to oznaczało wprowadzenie zwiększonego ruchu na autostradę A1 między Strykowem a Gdańskiem, która w letnie weekendy i tak przeżywa oblężenie, a samochody stoją w gigantycznych korkach. Co na to rząd? Początkowo wzbraniał się przed podniesieniem szlabanów wzorem ekipy PO-PSL. Niedawno jednak zmienił zdanie.

W wakacje nad Bałtyk czy w góry? Rząd: Szlabany w górę

Wiadomo, że Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIB) dogadało się z koncesjonariuszem autostrady A1 (spółką GTC) i zdecydowało o umożliwieniu tymczasowego otwierania bramek zjazdowych w punktach poboru opłat na odcinku Gdańsk-Toruń.

Ministerstwo twierdzi, że szlabany będą podnoszone w okresie wakacyjnych weekendów jedynie w sytuacjach wyjątkowych, czyli w przypadku korków. A decyzje o ewentualnym otwarciu bramek będzie podejmował operator, w zależności od aktualnej sytuacji w punktach poboru opłat. W ocenie urzędników przepustowość punktów poboru opłat ma poprawić m.in. zapewnienie pełnej obsady wszystkich stanowisk inkasenckich, zaokrąglenie stawki opłaty za przejazd pełnym odcinkiem z 29,90 zł na 30 zł.

Ekspert: Bileciki? I tak będą korki

Znacznie mniej optymistyczny niż ministerstwo jest Adrian Furgalski, wiceprezes Zespołu Doradców Gospodarczych "Tor".

- Zabiegi rządu nic nie dadzą, bo z roku na rok rośnie ruch. A z najnowszych danych branży turystycznej wynika, że na skutek ataków terrorystycznych w Turcji, Tunezji, Egipcie 400 tys. osób więcej chce spędzić wakacje nad Bałtykiem. Nawet Czesi wybierają się nad polskie wybrzeże - wyjaśnia dziennik.pl Furgalski. Dodaje, że ludzie pracujący nad morzem w sektorze turystycznym mówią, że już dawno nie było tak dobrego sezonu ze 100 proc. obłożeniem.

W ocenie Furgalskiego, część z tych osób mogłaby pojechać nad Bałtyk Pendolino, jednak ekspert zauważa, że kiedy wakacje ma spędzać cała rodzina, to łatwiej jest zapakować się w samochód.

- Dlatego jeżeli w ubiegłym roku pobiliśmy rekord i na bramkach pojawiło się 93 tys. osób, to w tym roku mogę się założyć, że będzie ponad 100 tys. Wydawanie automatyczne bilecików czy zwiększenie liczby bramek to nic nie da. Korki będą i to jeszcze większe niż w poprzednich latach - zapowiada Furgalski.

Zdaniem naszego rozmówcy, podstawowym problemem jest brak pomysłu na przyszłość. - Nie powinniśmy co roku zastanawiać się czy te szlabany podniosą, czy nie i ile to będzie kosztować. Chciałbym, żeby w końcu któryś minister powiedział, co będzie docelowym rozwiązaniem - ucina.

Poprzedni rząd PO-PSL zdecydował, by w okresie wakacyjnych korków podnieść szlabany na odcinku autostrady A1 Gdańsk-Toruń, co było jednoznaczne zawieszeniem poboru opłat. Takie rozwiązanie zastosowano dwa razy - w okresie wakacyjnych weekendów 2014 i 2015 r.