Najwyższa Izba Kontroli (NIK) sprawdziła, jak to jest z dbaniem o bezpieczeństwo użytkowników dróg - kierowców i pieszych. Efekt? Druzgocący - panuje chaos, który uniemożliwia prawidłową ocenę problemu.

- Wyniki naszej najnowszej kontroli nie są niestety krzepiące. Stwierdzamy, że w Polsce dotychczas nie stworzono jednolitego, spójnego sytemu dającego możliwość zbierania informacji o sytuacji na polskich drogach - mówi Marek Bieńkowski, szef departamentu bezpieczeństwa wewnętrznego Najwyższej Izby Kontroli (NIK).

Kontrolerzy NIK w najnowszym raporcie doszli do wniosku, że dotychczas ani resort infrastruktury (poprzedni rząd), ani podległa mu Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (KRBRD) nie podejmowały skutecznych działań, by zgrać ze sobą istniejące systemy (lokalne i regionalne) i w pełni wykorzystać bazy danych dla poprawy bezpieczeństwa na drogach.

10 razy gorzej niż w Niemczech

NIK podkreśla, że na tle innych krajów Unii Europejskiej, Polska nadal pozostaje krajem niebezpiecznym, jeśli chodzi o ruch drogowy. Liczba wypadków i zabitych, choć z roku na rok maleje, nadal jest bardzo wysoka: w 2015 r. odnotowano blisko 32.700 wypadków, w których zginęło ponad 2.900 osób. Szczególnie niepokojący jest wskaźnik liczby zabitych na 100 wypadków drogowych w porównaniu do innych krajów europejskich. W Polsce jest to niemal 10 osób, dla porównania w Niemczech na setkę wypadków ginie 1 człowiek.

Z raportu NIK można wywnioskować, że w Polsce za bezpieczeństwo drogowe odpowiada zbyt dużo instytucji. Na liście są m.in. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (w czasie kontroli Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju; poprzedni rząd), MSWiA (w czasie kontroli MSW; poprzednia ekipa rządząca), Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego, policja, zarządcy dróg czy pełnomocnik ds. regulacji i harmonizacji bezpieczeństwa transportu i ruchu drogowego.

Zdaniem kontrolerów ani poprzedni resort infrastruktury ani KRBRD "nie podejmowały skutecznych działań w celu integracji tych systemów oraz pełnego wykorzystania istniejących baz danych Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji (SEWiK) i Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK).

Od 2014 nikt nie kiwnął palcem?

Mimo, że zarówno w MIiR jak i w KRBRD dysponowano już od początku 2014 r. opracowaniami zawierającymi założenia do koncepcji systemu informacji o bezpieczeństwie ruchu drogowego, to nie dokonano oceny tych założeń. Nie przeprowadzono nawet rzetelnej analizy zmian legislacyjnych koniecznych do stworzenia takiego systemu, w tym analizy przepisów dotyczących ochrony danych osobowych. 

Nie ustalono, które podmioty mają uczestniczyć w systemie, nie sprecyzowano ich kompetencji, ani nie określono sposobu obiegu informacji pomiędzy poszczególnymi jednostkami, sposobu i zakresu dokonywania analiz gromadzonych danych oraz metod ich wykorzystywania - wytyka Najwyższa Izba Kontroli i jak dodaje, w końcu nie wyznaczono, jaka instytucja ma być odpowiedzialna za prowadzenie oraz zarządzanie centralną bazą danych o bezpieczeństwie ruchu drogowego.

NIK zwraca uwagę, że w przyszłym systemie gromadzenia i wykorzystywania informacji na temat bezpieczeństwa ruchu drogowego nie określono roli Polskiego Obserwatorium Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego (to elektroniczna baza danych, zawierającą informacje dotyczące bezpieczeństwa na drogach).

Ówczesny Minister Infrastruktury i Rozwoju dopiero po ponad roku (w czerwcu 2015 r.) podjął decyzję o włączeniu POBR do przyszłego systemu. W wyniku opieszałości do dnia zakończenia kontroli nie sprecyzowano, który podmiot odpowiedzialny będzie ostatecznie za funkcjonowanie POBR oraz jakie dane będą gromadzone w tej bazie - argumentuje NIK. Tym samym z powodu bezczynności nie wypracowano w terminie (do końca 2014 r.) modelu systemu zbierania i wykorzystywania danych o bezpieczeństwie w ruchu drogowym.

Dopiero po otrzymaniu raportu Banku Światowego - w marcu 2015 roku - rozpoczęto wstępne prace nad integracją systemów.

Jakby tego było mało NIK zwraca też uwagę, że wciąż nie udało się wyeliminować błędów w bazach Systemu Ewidencji Wypadków i Kolizji (SEWiK) i Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK), i dlatego na razie nie mogą one stanowić wiarygodnych źródeł informacji.

NIK podkreśla również, że w przypadku CEPiK dane były często niekompletne, niepoprawnie zapisane lub nieaktualne. Przykładowo do Centralnej Ewidencji Kierowców nie przekazywano informacji o unieważnieniu prawa jazdy z powodu zgonu kierowcy. W sumie Centralna Ewidencja nie posiadała aktualnych i wiarygodnych informacji o statusie praw jazdy blisko 650 tys. kierowców.

Ile ofiar wypadków? Tego nie wie nikt...

- W ramach kontroli zbadaliśmy również sposób finansowania opieki medycznej ofiar wypadków drogowych. Tu również stwierdziliśmy, że nie ma w Polsce systemu, który dawałby nam pełną wiedzę o kosztach jakie ponosimy lecząc poszkodowanych - mówi Marek Bieńkowski z NIK. - Minister zdrowia nie zbiera takich danych, NFZ również. Dane cząstkowe, które można pobierać nie są spójne, opierają się na różnych definicjach wypadku drogowego. A jeśli są to odnoszą się tylko do osób hospitalizowanych, natomiast nie odnoszą się do pomocy doraźnej - wylicza przedstawiciel Izby.

Co z tego wynika? Mało wiarygodna statystyka dotycząca ofiar wypadków - punktuje raport NIK.