Właściciele firm transportowych protestują przeciwko wprowadzaniu przez niemiecki rząd na terenie Niemiec stawki minimalnej dla kierowców na poziomie 8,5 euro za godzinę.
Przewoźnicy twierdzą, że brak działania rządu w tej sprawie obniży konkurencyjność ich firm. Jan Buczek mówił, że ozusowaniu w Polsce podlega płaca zasadnicza i wszelkie ryczałty. Ryczałty za nocleg i diety - nie. 

Jego zdaniem, pomogłoby podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Argumentował, że w Niemczech jest ona wielokrotnie wyższa i wynosi ponad 30 tysięcy złotych, a w Polsce to 3091 złotych. Lider protestu transportowców uważa, że ten wskaźnik powinien zostać wyrównany. Wówczas moglibyśmy płacić naszym pracownikom o wiele wyższe niż obecnie wynagrodzenia w postaci płacy zasadniczej - powiedział Jan Buczek. 

Przewodniczący komitetu protestacyjnego przewoźników ubolewa nad opodatkowaniem kosztów pracy w Polsce. Jeżeli mielibyśmy zamieniać w tej chwili strukturę płacy i dostosować się do modelu niemieckiego, to wówczas przy założeniu, że kierowcy dostaną to samo wynagrodzenie przeniesione z diety na płacę zasadniczą, to po zapłaceniu podatków nasi pracownicy dostaną mniej - wyliczał Jan Buczek.

Komisja Europejska nie zdecydowała jeszcze, czy niemieckie przepisy o płacy minimalnej są zgodne z prawem Wspólnoty. Przeciwko przepisom protestują dziś polscy transportowcy, organizując blokady dróg w wielu miejscach w kraju.