Na ławie oskarżonych zasiada małżeństwo - właściciele biura turystycznego, z którego wynajęty był autokar. Prokuratura oskarża ich przede wszystkim o to, że dopuścili do pracy chorych kierowców. Wiele zarzutów dotyczy też nieprawidłowości przy rozliczaniu czasu pracy oraz zgłaszaniu zarobków do ZUS-u. Oskarżeni nie przyznają się do winy.

Autokar wiozący maturzystów z Białegostoku do Częstochowy koło Jeżewa zderzył się czołowo z ciężarową lawetą i stanął w płomieniach. Zginęło 13 osób. Jak ustalono, wypadek spowodował kierowca autokaru, który wyprzedzał "na trzeciego". Co więcej, okazało się, że chorował na padaczkę, a jego zmiennik miał cukrzycę. Obaj ukrywali swoje choroby. W sprawie wypowiadało się wielu biegłych, którzy próbowali ustalić, czy w chwili wypadku kierowca miał atak padaczki. Nie udało się jednak znaleźć jednoznacznej odpowiedzi.

W sprawie wypadku toczył się już jeden proces, w którym na ławie oskarżonych zasiadło 8 osób, w tym lekarka, która wydała kierowcy zaświadczenie o zdolności do pracy, oraz specjaliści BHP. Zapadło wówczas 6 wyroków skazujących na kary więzienia w zawieszeniu. 

W procesie, w którym dziś zapadnie wyrok, prokurator żąda kar dwóch i trzech lat więzienia, grzywien w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych oraz kilkuletnich zakazów organizowania wycieczek i przewozu osób. Oskarżeni chcą uniewinnienia. Sąd uprzedził o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej niektórych czynów. Uprzedził też, że ogłaszanie wyroku potrwa wiele godzin.