Z aktualnego raportu PKO BP na temat inwestycji infrastrukturalnych wynika, że wartość ogłoszonych do końca ub.r. przetargów dotyczących tylko dróg sięgnęła 36,9 mld zł. Z ogłoszonych w tym czasie ponad 40 przetargów drogowych na czoło wysuwają się konkursy na trasy ekspresowe na odcinkach Nowa Sól – Legnica i Korzeńsko – Wrocław oraz dokończenie południowej obwodnicy Warszawy.

– Faktyczne rozpoczęcie wielu z planowanych inwestycji wydaje się możliwe do połowy roku – mówi Paweł Borys, dyrektor ds. strategii i inwestycji PKO BP.

A to dobra informacja dla polskiej gospodarki.

– Materializacja tego realistyczno-optymistycznego scenariusza oznaczałaby impuls dla wzrostu gospodarczego. Z naszych szacunków wynika, że efekt fiskalny wynikający z planowanego przyspieszenia inwestycji infrastrukturalnych, także kolejowych, wyniesie 0,6 proc. PKB – szacuje Borys.

Przypomina, że negatywny impuls fiskalny związany z budową dróg był jedną z głównych przyczyn spowolnienia w 2013 r., jako że odjął 0,9 proc. od PKB.

Jednak nie brakuje sceptyków. Jak mówi Adrian Furgalski, dyrektor Zespołu Doradców Gospodarczych „Tor”, na rozpoczęcie prac trzeba będzie poczekać dłużej, niż szacuje to PKO BP.

– W okolicach listopada spodziewam się pokazowego wbijania łopat w związku z wyborami samorządowymi. Ale tak naprawdę prace ruszą pełną parą nie wcześniej niż wiosną 2015 r. – przekonuje Adrian Furgalski.

To dlatego że wprawdzie przetargi zostały już ogłoszone, ale rozstrzygnięcia zapadną dopiero teraz. W najbliższych dniach bowiem będą dopiero otwierane oferty. Istnieje ryzyko, że firmy zaangażowane w przetargi będą się bić o nie także w sądach, co opóźni ostateczne rozstrzygnięcia.

Na dodatek nie wiadomo, dokąd popłyną pieniądze za realizację kontraktów. PricewaterhouseCoopers wylicza, że spośród umów zawartych od 2008 r. do tej chwili tylko te o wartości 16 proc. zostały zawarte z polskim wykonawcą lub liderem konsorcjum. Rodzime firmy budowlane odgrywały w programie inwestycyjnym GDDKiA głównie role podwykonawców dużych koncernów zagranicznych. Na dodatek polskie firmy, z którymi zawierano umowy, popadły w kłopoty – przykładem mogą być Polimex, DSS czy PBG. Z kolei na mniejszych przedsiębiorstwach odbiły się problemy generalnych wykonawców, bo przestawali oni płacić podwykonawcom, kiedy obniżała się rentowność kontraktów. W rezultacie obecnie wśród firm mogących się podjąć budowy dróg zagraniczny kapitał dominuje jeszcze w większym stopniu niż kilka lat temu.

Ma temu zaradzić nowa polityka GDDKiA. Zapowiada ona, że od tego roku będzie ogłaszać przetargi na mniejsze odcinki – po 15 km, za ok. 500 mln zł – co zmniejsza wymagania w stosunku do ewentualnych oferentów i ułatwia mniejszym polskim firmom udział w przetargach. Dyrekcja zamierza również zmienić zasady zaliczkowania, co także powinno ułatwić rodzimym przedsiębiorstwom walkę o kontrakty.

To, że przetargi były ogłaszane zawczasu, pokazuje, że GDDKiA zamierza przyspieszyć budowę tras. Chodzi o uniknięcie sytuacji z początku ubiegłej perspektywy finansowej, kiedy pierwsze wnioski o dofinansowanie dla projektów drogowych zostały złożone niemal rok po przyjęciu przez Brukselę programów operacyjnych, według których wydawane są środki unijne. Teraz cała procedura została rozpoczęta, zanim skonkretyzowane zostały programy operacyjne.

– Praktyka perspektywy 2007–2013 wskazuje bowiem, że możliwe jest wcześniejsze rozpoczynanie rządowych inwestycji publicznych (kluczowych dla stymulacji fiskalnej w 2014 r.), nawet w przypadku braku ostatecznych rozstrzygnięć dotyczących kształtu programów dofinansowanych z budżetu UE – czytamy w raporcie PKO BP.