75 proc. zdjęć już na wstępnym etapie obróbki kończy w koszu. W 2013 roku z 2,5 mln fotografii przesłanych przez fotoradary, tylko 772 tys. pozwalały na to, by na ich podstawie ustalić właściciela, lub kierowcę auta. Z wymienionej liczby wezwań tylko 262 tys. postępowań zakończyło się wystawieniem mandatu - czyli, tylko co 10 - donosi RMF FM.

Dlaczego tak się dzieje? Inspekcja Transportu Drogowego zasłania się kierowcami zza granicy. W opinii urzędników ITD co 5 sfotografowany samochód miał zagraniczne tablice rejestracyjne. 

Poza tym około 30 proc. zdjęć jest złej jakości, przez co nie można odczytać numerów rejestracyjnych. Były też przypadki, że na fotografii "wpadły" dwa auta, a to wyklucza ustalenie sprawcy. 

Jeżeli nie jesteśmy w stanie wskazać ze stu procentową pewnością czyj pojazd został namierzony to w takiej sytuacji takie zdjęcie nie jest dalej procesowane. Właściciel pojazdu nawet nie dowiaduje się że urządzenie wykonało mu zdjęcie - tłumaczy RMF FM Łukasz Majchrzak z ITD.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że za tą sytuację odpowiada również automatyczny system przetwarzania danych, który jest niewydolny i sporą część zdjęć dyskwalifikuje. ITD zapewnia, że system działa sprawnie i na pewno przyjmie zdjęcia z kolejnych, nowo stawianych fotoradarów. 

Z danych ITD wynika, że w 2012 roku fotoradary wykonały 1,3 mln zdjęć. Wysłano 361 tys. wezwań i wystawiono 126 tys. mandatów. W 2013 roku urządzenia wykonały 2,5 mln fotografii. ITD wysłała 772 tysiące wezwań do kierowców i wystawiono 262 tys. mandatów.