Przyszły rok będzie decydujący dla dzisiejszych władz lokalnych. W listopadzie 2014 r. w całym kraju odbędą się wybory samorządowe. Wcześniej można się więc spodziewać serii uroczystych otwarć i przecinania wstęg. Nieprzypadkowo w wielu miastach nastąpi więc na tę okoliczność inwestycyjne przyspieszenie na drogach.

Warszawa planuje zwiększenie wydatków w tym zakresie o niemal 200 mln zł - z założonych na koniec bieżącego roku 572 mln zł do 766 mln zł w przyszłym roku. Lublin zamierza wydać 354 mln zł (o 54 mln zł więcej niż w 2013 r. i niemal trzykrotnie więcej niż w 2011 r.), Rzeszów - 319 mln zł (w tym roku jest to tylko 168 mln zł). A Bydgoszcz - prawie 200 mln zł (plan na bieżący rok to niewiele ponad 126 mln zł).

Inwestycje na tak szeroką skalę, oprócz korzyści w przyszłości, w teraźniejszości oznaczają utrudnienia dla kierowców w postaci zmiany organizacji ruchu, objazdów i korków. Choć samorządy bardziej niż o kłopotach komunikacyjnych wolą mówić o projektach, które są już na etapie finalnym. - Z końcem 2013 r. Toruń zakończy jedną z największych inwestycji w ostatnich latach, czyli budowę mostu przez Wisłę, co znacznie poprawi przejezdność miasta - zapowiada Aleksandra Iżycka z Urzędu Miasta w Toruniu.

Lokalne władze przekonują, że przyspieszenie wydatków na drogi to po prostu część długofalowego procesu inwestycyjnego i nie ma to żadnego związku ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Eksperci, których pytaliśmy, są jednak innego zdania.

Jest rzeczą oczywistą, że to kiełbasa wyborcza. Inwestycje drogowe nie przynoszą zwrotu. Samorządy nastawiają się na spektakularność, która zaimponuje wyborcom - mówi Eryk Kłossowski, adwokat i ekspert od transportu.

Pytanie tylko, czy wyborcy zdążą na czas docenić starania samorządowców. Zanim odczują większy komfort poruszania się po mieście, będą musieli przyzwyczaić się do utrudnień na drogach. Tak jak mieszkańcy północnej części Warszawy, którzy od kilku tygodni codziennie stoją w gigantycznych korkach spowodowanych przebudową mocno obleganej Trasy AK (miasto przystosowuje ją do parametrów drogi ekspresowej). Niezadowolenie kierowców może się negatywnie odbić na poparciu przy urnach wyborczych. - Prezydenci miast, którzy w roku wyborczym przeprowadzą inwestycje drogowe na szeroką skalę, mogą się boleśnie sparzyć - przestrzega Eryk Kłossowski.